Nasi bliscy stali się niebezpieczni dla władzy
Z Beatą Gosiewską, wdową po Przemysławie Gosiewskim, wicepremierze w
rządzie PiS, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M, rozmawia Piotr
Czartoryski-Sziler
Usunięcie krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego to najbardziej spektakularny do
tej pory przejaw sprawowania urzędu przez Bronisława Komorowskiego…
– Uważam, że podobne metody są niedopuszczalne, przywołują analogię z czasami
komunistycznymi. Chyba tylko szaty władzy się zmieniły, bo metody są podobne. W
katastrofie smoleńskiej zginęło prawie sto osób, w tym głowa państwa, a nikt nie
został do dziś pociągnięty do odpowiedzialności. Jest to dla mnie nie do
pojęcia. Władza szydzi z posądzania jej o odpowiedzialność w tej sprawie i robi
wszystko, by uniknąć konsekwencji poprzez zrzucanie winy na nieżyjących.
Rządzący, gdyby mieli odrobinę przyzwoitości, powinni dawno odejść ze
sprawowanych przez siebie urzędów, oni bowiem odpowiadali za bezpieczeństwo
prezydenta Lecha Kaczyńskiego, całej delegacji katyńskiej i samolotu, lecz tego
bezpieczeństwa nie dopilnowali.
Może władza myśli tak: schowamy krzyż, to ludzie szybciej zapomną o
katastrofie?
– Myślę, że im bardziej władza usiłuje zamazać katastrofę i zapomnieć o niej,
tym bardziej ludzie pokazują, że pamiętają. Im bardziej usiłuje się wprowadzić
dezinformację, tym bardziej ludzie żądają prawdy. Mówiłam już, że nasi bliscy
stali się niebezpieczni dla władzy również po śmierci. Potwierdzają to sposób
prowadzenia śledztwa smoleńskiego i kwestia upamiętnienia ofiar katastrofy.
Dobitnie pokazują one, że rządzący, chcąc uniknąć odpowiedzialności za
katastrofę tupolewa, nie chcą wyjaśnić jej przyczyn. Dlatego powinniśmy zbudować
pomnik ofiar smoleńskich również ku przestrodze, aby nigdy więcej nie wydarzyła
się podobna katastrofa.
Taki pomnik ma szansę powstać wkrótce na Krakowskim Przedmieściu?
– Nie, straciłam już złudzenia. Na pytanie dziennikarki TVN, co powinniśmy
zrobić, gdy zabrano nam krzyż, odpowiedziałam wprost: poczekać na lepszą władzę,
która będzie miała wolę upamiętnienia 96 ofiar katastrofy. Obecna władza chce to
wszystko zadeptać, zapomnieć, zmarginalizować.
Wielu komentatorów zauważa, że po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego
rządzący zaczynają czuć się coraz bardziej komfortowo.
– Prawdą jest, że ci panowie się odkrywają. Ja od razu po katastrofie widziałam,
i widzę do tej pory, że traktują siebie w pewnym sensie jako zwycięzców, którzy
wzięli wszystko. Jeszcze raz podkreślę, jest to władza niekompetentna i jeszcze
na dokładkę nieodpowiedzialna.
Rodziny ofiar otrzymały dostateczną pomoc od państwa?
– Bardzo szybko po katastrofie zorientowałam się, że władza jedno mówi w
mediach, a drugie robi. My, rodziny ofiar, od samego początku byliśmy
marginalizowani i nieszanowani. Tylko w mediach pan prezydent i pan premier
mówili, że zdali egzamin. W rzeczywistości, w mojej ocenie, pan marszałek
Komorowski zamiast pomagać rodzinom zmarłych parlamentarzystów, organizować
pogrzeby, zajmował się szturmem na Pałac Prezydencki i swoją kampanią
prezydencką. Podobnie jest też z panem marszałkiem Grzegorzem Schetyną. Byłam u
niego 19 sierpnia, myślałam, że to konkretny człowiek. Podczas rozmowy
wymieniłam nazwisko dyrektora z Kancelarii Sejmu, który rzekomo miał nam
pomagać. Pan marszałek spytał wtedy, kto to jest, zachowywał się, jakby nie był
w niczym zorientowany. Obiecał, że zajmie się sprawą. I nawet nie oddzwonił.
Zapomniał? Dużo się teraz dzieje, trwają przygotowania do wyborów
samorządowych…
– Z moich doświadczeń wynika, że w taki sposób traktowane są te rodziny, które
nie mają wspólnych poglądów z Platformą Obywatelską. Natomiast inne rodziny są
od początku wyróżniane, informowane, zapraszane. Jednym z przykładów może być
uroczystość odsłonięcia przez prezydenta Komorowskiego tablicy poświęconej
ofiarom katastrofy w katedrze polowej Wojska Polskiego. Choć mieszkam dwie ulice
dalej, zaproszenia na tę uroczystość nie dostałam. Były zaproszone tu tylko
wybrane rodziny. Takie zabiegi odczytuję jako próbę dzielenia nas. To są
żenujące sceny.
Krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, przy którym modliły się setki tysięcy
Polaków, powinien znaleźć się w Smoleńsku? Prezydent gorąco popiera tę
inicjatywę.
– Uważam, że nie można podstępem przywłaszczać sobie tego krzyża. Niestety,
władza, która skrycie usunęła krzyż, ani słowem nie zająknęła się, co dalej.
Kilka dni temu zadałam publicznie pytanie: co dalej proponuje władza z
upamiętnieniem ofiar, i nie otrzymałam odpowiedzi. Usłyszałam tylko z ust pana
Jacka Michałowskiego, szefa Kancelarii Prezydenta, że mają gigantyczny problem z
upamiętnieniem. Od początku widzę, że mają gigantyczny problem z wyjaśnieniem
tej katastrofy… Wiem od naocznych świadków, że rząd nie wiedział, jak
poprowadzić akcję na miejscu katastrofy, był bałagan, brak koordynacji, nasi
patomorfolodzy przyjechali za późno z panią minister Kopacz i tak naprawdę o
wszystkim od początku decydowali Rosjanie.
Tymczasem Polacy do znudzenia słyszeli, że w obliczu katastrofy rządowego
samolotu (zwanego dziś przez ośrodek władzy i sympatyzujące z nim media –
prezydenckim) "państwo nie zawiodło"…
– Według mnie, Donald Tusk świadomie oddał to śledztwo Rosjanom. Przecież
niektórzy przedstawiciele PO mówili do nas, rodzin ofiar, wprost: jak
prokuratura rosyjska będzie prowadziła śledztwo, to będziecie mieli pretensje do
Rosji, a tak mielibyście do nas pretensje… Fakt, że po pięciu miesiącach
premier mówi publicznie, że nie wie, czy funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu
byli na lotnisku w Smoleńsku, tylko go kompromituje. Rządzi nami władza, która
nie hańbi się pracą, a potrafi jedynie czerpać profity z rządzenia, czyli
sprawnie obsadzać stołki. Do kancelarii wkroczyli natychmiast, zanim zostało
znalezione ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pytanie – po co? Termin
usunięcia krzyża też nie jest przypadkowy. Prezydent mógł to zrobić dwa miesiące
temu, a nie teraz, gdy mają rozpocząć się obrady Sejmu nad pustym budżetem
państwa. To nie kto inny, tylko rządzący tak naprawdę przez dwa ostatnie
miesiące podsycali konflikt związany z krzyżem, który nie jest tak naprawdę
"problemem krzyża", ale bolesnym problemem braku godnego upamiętnienia ofiar
katastrofy.
Dziękuję za rozmowę.
