Władza zignorowała głos Narodu

Z senator Alicją Zając, wdową po senatorze Stanisławie Zającu, który
zginął w katastrofie pod Smoleńskiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Bronisław Komorowski potajemnie usunął krzyż spod Pałacu…
– Nastrój tajemnicy towarzyszył też instalowaniu tablicy na budynku Pałacu.
Prezydent wybrał najgorszy z możliwych sposobów rozwiązania tej sprawy. To
przejaw buty ze strony władz, które nie liczą się z nikim i niczym. Może
prezydent Komorowski boi się utrwalania pamięci prezydenta Lecha Kaczyńskiego,
jego małżonki, prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego i innych ofiar katastrofy
smoleńskiej. Czy prezydent Komorowski tak bał się tego krzyża, że pozwolił na
jego usunięcie w sposób skryty? Nie tylko jako przedstawiciel rodziny
smoleńskiej, ale jako katolik przeżywam fakt usunięcia krzyża spod Pałacu
Prezydenckiego bardzo boleśnie. Funkcje publiczne postrzegam jako służbę, a
jeśli władza nie liczy się z głosem Narodu, który sam wybrał to miejsce na
oddawanie hołdu poległym, to z historii Polski wiemy, jak to się kończy.

Nie ma krzyża, nie będzie też pomnika, bo Donald Tusk jasno powiedział, że
nie chce, aby stanął on na Krakowskim Przedmieściu. Ofiary katastrofy
smoleńskiej mają być upamiętnione na cmentarzu.

– Mamy do czynienia z instrumentalizacją rodzin ofiar. Owszem, my pochylamy się
nad mogiłami naszych zmarłych i tam się modlimy. Jednak Naród również chce mieć
takie miejsce, które wybrał i o którym zdecydował w czasie żałoby. Nikt, choćby
miał nie wiem jaką władzę, nie ma prawa decydować za ludzi wbrew ich woli. To
zaś, co się stało, jest charakterystyczne dla obecnej władzy, która usiłuje
walczyć z pamięcią po prezydencie Kaczyńskim, obrażając także inne rodziny
ofiar.

Poseł Mirosław Sekuła (PO) mówił, że najważniejsze jest to, aby w takich
sytuacjach rozwiązania respektowały uczucia jak największej liczby obywateli.
Usuwając krzyż, wzięto pod uwagę Pani uczucia?

– Podejmując decyzję o usunięciu krzyża, nikt się nie liczył z moimi uczuciami,
i to jest dla mnie najbardziej przykre. Gdyby było inaczej, znaleziono by
sposób, aby poinformować rodziny ofiar czy zapytać nas o zdanie na temat
przeniesienia krzyża. Katastrofa smoleńska połączyła ludzi właśnie przy krzyżu,
tego faktu nie da się wymazać. Z zatroskaniem myślę o tym, aby prezydent
Komorowski wreszcie zaczął się zachowywać jak prezydent Rzeczypospolitej
Polskiej i przedstawiciel Narodu Polskiego, a nie przedstawiciel jednego
ugrupowania.

Czyim reprezentantem poczuł się prezydent Komorowski, podejmując decyzję o
usunięciu krzyża?

– Nikt nie dał mu prawa, by decydować samodzielnie. Jako reprezentant
społeczeństwa musi się wsłuchiwać w głos Narodu, który go obdarzył taką
godnością, i myśleć, co jest najlepsze dla polskiego państwa.
To kolejny krzyż dla rodzin, który i tak dźwigamy od pięciu miesięcy po tragedii
smoleńskiej. Nie mogę zrozumieć urzędników, którzy podejmują decyzje bez serca,
bo nie sądzę, by ktoś pomyślał o nas, jak my się w takiej sytuacji czujemy. Nie
wiem też, dlaczego wybrano akurat dzień w tygodniu, w którym przeżywaliśmy
uroczystość Podwyższenia Krzyża, w przeddzień rocznicy sowieckiej agresji na
Polskę. Osobiście boję się władzy, która nie szanuje symboli religijnych, a tym
samym zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa. Mam nadzieję, że w końcu
przyjdzie opamiętanie.

Wielu komentatorów jest zdania, że prezydent Komorowski prowokuje konflikt
społeczny, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od katastrofalnego stanu
państwa, jego finansów, służby zdrowia.

– Jeżeli ci, którzy obecnie sprawują władzę, dążą do wzniecenia niepokojów
społecznych, jest to widoczny znak, że do pełnienia tak zaszczytnych funkcji w
ogóle się nie nadają. Wywołanie konfliktów wewnątrz państwa to najgorszy z
pomysłów, jaki może się zrodzić w głowach rządzących. Destrukcja struktur
państwa jest zawsze złem. Polacy są wielkim, mądrym Narodem, który radził sobie
nawet w najcięższych chwilach, ale wykorzystywanie Narodu do przykrycia własnej
nieudolności, konfliktowanie, wywoływanie napięć społecznych, kiedy przed nami
wybory samorządowe, w których należy się skupić na wyborze dobrych władz, jest
nieporozumieniem.

Jak Pani odbiera próby antagonizowania rodzin smoleńskich?
– Środowiskiem skłóconym łatwo manipulować, ale my na to nie pozwolimy. Mamy
zranione serca, które cierpią, ale są otwarte na tych, którzy cierpią podobnie
jak my. Boli nas to, że przemawia się do nas w sposób formalny, bez serca.
Ofiary katastrofy wywodziły się z różnych środowisk, ale to nie znaczy, że były
skłócone. Również nas, ich krewnych, nie da się skłócić. Nas łączy pamięć
tragedii z 10 kwietnia 2010 roku. Osobiście nie czuję się z nikim skłócona. Mamy
wiele możliwości porozumienia, a wspólnym mianownikiem jest to, iż nasi
najbliżsi znaleźli się na pokładzie samolotu 10 kwietnia br.

Władza obiecywała dialog na temat godnego upamiętnienia ofiar katastrofy z 10
kwietnia. Ale zdecydowała się na rozstrzygnięcie brutalne i jednostronne.
Widzimy, że to nie dialog będzie symbolem tej prezydentury…

– Skoro brakuje dialogu ze związkami zawodowymi w różnych kwestiach
pracowniczych czy społecznych, to trudno oczekiwać, że będzie dialog z rodzinami
96 ofiar tragedii smoleńskiej. Tym bardziej że jedną z ofiar był prezydent
Kaczyński, którego obecne władze nigdy nie szanowały. Byłoby dobrze, gdyby
prezydent Komorowski potrafił choć w części być tak ludzki, jak Lech Kaczyński.

Kancelaria Prezydenta organizuje dla części rodzin pielgrzymkę do Smoleńska,
która ma być połączona z przewiezieniem tam harcerskiego krzyża. Jeśli ten
wyjazd dojdzie do skutku w październiku, przyłączy się Pani do tej grupy?

– Nikt się do mnie nie zwracał w tej sprawie, chociaż z uwagi na pełnioną przeze
mnie funkcję nie byłoby to aż takie trudne. Jeżeli ten krzyż zostanie
symbolicznie zabrany do Smoleńska i zaraz powróci do Warszawy, to tak. Jeżeli
wyjazd będzie bez krzyża, to też polecę. Natomiast nigdy nie zgodzę się na to,
żeby nasz krzyż – nasz, bo stał się polskim symbolem jedności Narodu w obliczu
katastrofy – wywieźć i zostawić na tym pobojowisku. Miejsce katastrofy pod
Smoleńskiem jest w dalszym ciągu pobojowiskiem, o które nikt, łącznie z polskimi
władzami, nie dba. Czy tak wielkim problemem jest chociażby przykrycie wraku
samolotu prezydenckiego, który jako dowód w sprawie katastrofy niszczeje pod
gołym niebem? Patrząc na szczątkowe informacje ze śledztwa, można odnieść
wrażenie, że rządowi nie zależy na szybkim i dogłębnym wyjaśnieniu przyczyn i
okoliczności katastrofy, w której zginęły polskie elity. Ale my nie przestaniemy
o to pytać.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj