Umowy nie było, ale czy nie mogło być?

Szef Departamentu Współpracy Międzynarodowej Prokuratury Generalnej dr
Krzysztof Karsznicki wskazał jednoznacznie, że wbrew pojawiającym się sugestiom
10 kwietnia 2010 r., a więc w dniu katastrofy smoleńskiej, nie mogło dojść do
zawarcia jakiejkolwiek umowy międzynarodowej o współpracy w śledztwie dotyczącym
tej katastrofy. I ma oczywiście rację. Ale czy umowy takiej nie można było
zawrzeć z Federacją Rosyjską w ciągu kolejnych kilku dni?

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że słowna deklaracja prezydenta Federacji
Rosyjskiej Dmitrija Miedwiediewa o wspólnym prowadzeniu śledztwa w sprawie
katastrofy smoleńskiej przez polskich i rosyjskich prokuratorów nie ma
charakteru umowy międzynarodowej, nawet jeśli deklaracja ta została przyjęta
przez stronę polską. Na płaszczyźnie prawno-międzynarodowej nie ma bowiem czegoś
takiego jak umowy ustne. Takie występują jedynie w obrocie cywilnoprawnym
pomiędzy osobami fizycznymi i przedsiębiorcami – w tym wypadku umowy takie wiążą
tak samo (poza wyjątkami) jak umowy pisane.

W prawie międzynarodowym publicznym, na gruncie przede wszystkim konwencji
wiedeńskiej o prawie traktatów, ale także w oparciu o nasze przepisy wewnętrzne,
zawarte zarówno w Konstytucji RP, jak i w ustawie o umowach międzynarodowych,
charakter wiążący mają wyłącznie te umowy, które są ratyfikowane lub
przynajmniej zatwierdzone przez Radę Ministrów. W każdym razie muszą to być
oczywiście umowy sporządzone w formie pisemnej.

Trochę dziwi zatem w tym kontekście wywód zawarty w artykule dr. Karsznickiego z
zeszłotygodniowej "Rzeczpospolitej" (tekst opublikowany 30 sierpnia). Po co
informować opinię publiczną o tego rodzaju oczywistościach? Jeżeli wyłącznie po
to, aby nie pozostawić żadnych wątpliwości co do tego, czy 10 kwietnia Polska i
Rosja zawarły umowę w przedmiocie współpracy w prowadzeniu śledztwa w sprawie
katastrofy smoleńskiej, to efekt jest zgoła odwrotny. Z całości tekstu może
wynikać wniosek, że procedura zawierania umów jest tak skomplikowana, iż w
gruncie rzeczy niemożliwe było jej zawarcie do tej pory. Taka teza byłaby już
jednak nieprawdziwa.
Autor wspomnianego tekstu opisuje w nim procedurę zawierania umów
międzynarodowych zawartą w ustawie o umowach międzynarodowych. Rzeczywiście jest
tak, że procedura ta składa się z kilku etapów: rozpoczęcie i prowadzenie
negocjacji, przyjęcie tekstu umowy, wyrażenie zgody na podpisanie umowy oraz
podpisanie umowy, a na koniec ratyfikacja umowy przez prezydenta RP lub jej
zatwierdzenie przez Radę Ministrów.

To, co jednak najistotniejsze, to fakt, że w ustawie nie znajdziemy żadnych
obligatoryjnych terminów, które musiałyby upłynąć, aby poszczególne etapy
procedury mogły być w sposób ważny zamknięte. Wniosek z tego taki, że umowę
międzynarodową co do prowadzenia śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej można
było zawrzeć z Rosjanami w ciągu np. jednego tygodnia. Co więcej, projekt takiej
umowy należało przedstawić Rosjanom w jak najkrótszym czasie, korzystając z
publicznych deklaracji prezydenta Miedwiediewa.

"Kuć żelazo, póki gorące" – tak mówi przysłowie, którego jakoś w Polsce nie
umiemy stosować. Jeżeli nie stosujemy go nawet w tak dramatycznej sytuacji jak
katastrofa lotnicza i śmierć elity politycznej naszego kraju, to jawi się to już
jako poważne zaniedbanie ze strony rządzących. Efekt jest taki, jak każdy widzi.

Dr Przemysław Czarnek

Autor jest konstytucjonalistą, pracownikiem Katolickiego Uniwersytetu
Lubelskiego Jana Pawła II.

drukuj