Łukaszenka tłumaczy się Moskwie i Zachodowi

Białoruska milicja zatrzymała wczoraj sześciu anarchistów podejrzanych o
udział w ataku na rosyjską ambasadę w Mińsku 30 sierpnia. Prezydent Alaksandr
Łukaszenka zasugerował, że zamach był prowokacją rosyjską. Białoruski reżim musi
się też wytłumaczyć z podejrzanej śmierci opozycyjnego dziennikarza Aleha
Bebenina. Oficjalna wersja mówi o samobójstwie.

Podczas zeszłotygodniowej próby zamachu w Mińsku nieznani sprawcy wrzucili przez
płot ambasady dwie butelki z łatwopalnym płynem. Nikt nie ucierpiał. Jedna z
butelek trafiła w samochód, który się zapalił, jednak pożar ugaszono. Po tym
incydencie Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji zażądało, aby władze Białorusi
"podjęły działania w celu zapobieżenia powtórzeniu się takiej akcji".

O zatrzymaniu podejrzanych w tej sprawie poinformował rzecznik mińskiej milicji
Alaksandr Łastowski, który jednak nie chciał powiedzieć, kim są aresztowani.
Zasugerował, że mogą oni mieć na sumieniu więcej tego typu przestępstw. Według
radia Echo Moskwy, sprawcami są członkowie anarchistycznej organizacji
Przyjaciele Wolności. Napad na rosyjską placówkę dyplomatyczną wpisuje się w
serię drobnych i poważniejszych zadrażnień pomiędzy Białorusią i jej wschodnim
sąsiadem, z którym tworzy konfederację Związek Białorusi i Rosji (ZBiR).
Prezydent Białorusi oświadczył nawet, że za zdarzeniem stoją Rosjanie, co
rosyjski szef dyplomacji Siergiej Ławrow nazwał "bluźnierstwem".

Kłopotliwe dla władz Białorusi wydarzenie zbiegło się w czasie z tajemniczą
śmiercią 36-letniego Aleha Bebenina, twórcy i szefa głównego opozycyjnego
portalu internetowego Karta ’97, którego znaleziono w piątek martwego w jego
daczy w rejonie Dzierżyńska pod Mińskiem. Według przedstawiciela prokuratury
Siergieja Kowrigina, sekcja zwłok potwierdziła wersję o samobójstwie. Koledzy i
współpracownicy zmarłego nie wierzą w jego samobójstwo. – Był kimś więcej niż
dziennikarzem. W ewentualnej kampanii prezydenckiej miał być szefem sztabu
wyborczego jednego z opozycyjnych kandydatów Andrieja Sannikowa – powiedział
zastępca Bebenina Dymitr Bondarenko. – Nie było motywu takich działań. Nie miał
problemów w pracy, miał ukochaną żonę, dwóch synów, rodziców, brata. W ostatnim
SMS-ie, który wysłał, umawia się z przyjaciółmi na następny dzień do kina. I
nagle znika – dodał. W samobójstwo znanego dziennikarza nie wierzy też sam
Sannikow, który był na miejscu tragedii i zapoznał się z dowodami. – Mieliśmy
wielkie plany, spotykaliśmy się na co dzień, był moim przyjacielem, głównym
członkiem mojego zespołu, to był wielki dziennikarz i człowiek bardzo wiarygodny
– oświadczył lider ruchu Europejska Białoruś.

Śmierć Bebenina spotkała się z dużym odzewem za granicą. Przewodniczący
Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek wezwał władze Białorusi do przeprowadzenia
"pełnego i przejrzystego" śledztwa w tej sprawie. Z powodu nieprzestrzegania
praw człowieka i braku szeregu swobód demokratycznych Białoruś jest państwem
izolowanym w relacjach z Zachodem. Jednocześnie dają się zauważyć próby
emancypacji Łukaszenki spod politycznej i gospodarczej zależności od Rosji.
Śmierć dziennikarza i napad na rosyjską ambasadę na pewno utrudnią Łukaszence
prowadzenie polityki balansowania między Moskwą a Zachodem. Wczoraj odbył się
pogrzeb Aleha Bebenina.

Piotr Falkowski

drukuj