Zagrożenie jeszcze nie minęło

Kolejna powódź przechodzi przez Polskę. Ludzie, którym od maja woda
zagraża już po raz czwarty, są u kresu sił. Na przemian spoglądają na wały i w
niebo, skąd wciąż pada deszcz. Na szczęście woda nigdzie nie przerwała jeszcze
wałów. Jak długo wytrzymają nadwątlone umocnienia?

Alarmy powodziowe wprowadzono wczoraj w czterech powiatach: piaseczyńskim,
otwockim, grójeckim i garwolińskim. Jak powiedział podczas specjalnie zwołanej
konferencji prasowej wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski, fala powodziowa, która
dotarła na Mazowsze, jest wprawdzie niższa od majowej i czerwcowej, ale wyższa
od tej z przełomu lipca i sierpnia. – Jak na Wisłę, to nadal bardzo wysoka fala
wezbraniowa porównywalna z falą z 1997 roku – stwierdził wojewoda mazowiecki.
Jego zdaniem, Mazowsze jest dobrze przygotowane na przyjęcie fali kulminacyjnej
na Wiśle. W Warszawie spodziewana jest ona we wtorek w godzinach rannych i
będzie się przemieszczała przez stolicę do czwartku, ale i tu nie należy się
spodziewać poważniejszych podtopień. – Nie sądzimy, żeby Warszawa była w jakiś
szczególny sposób zagrożona. Wały w Warszawie po majowej i czerwcowej powodzi są
systematycznie kontrolowane, przeglądane, a wszystkie uszkodzenia zostały
zidentyfikowane i naprawione – podkreślił Kozłowski. Jednak, jak dodał, stolica
przygotowuje się na nadejście fali powodziowej, m.in. poprzez zwiększenie
zapasów worków. Trwają też kontrole miejsc newralgicznych. Między innymi
prowadzony jest monitoring przepompowni Bluszcze i Portu Praskiego. Zapowiedzi
meteorologów nie są pomyślne. Jak poinformował IMiGW, w ciągu najbliższej doby
na Mazowszu spodziewane są obfite opady deszczu, a w konsekwencji przewiduje się
lokalne podtopienia. Zagrożona jest m.in. często zalewana płocka dzielnica
Borowiczki. Już wczoraj strażacy i mieszkańcy pracowali tam przy zabezpieczaniu
workami z piaskiem najniżej położonych domów. Wojewoda mazowiecki, studząc
emocje, podkreślił, że mieszkańcy Świniar i Dobrzykowa, którzy w maju i czerwcu
ponieśli największe straty, nie powinni się obawiać. Tam wprawdzie nie udało się
do końca odbudować zniszczonego wału, ale zamontowano specjalne stalowe kurtyny,
które powinny zapewnić bezpieczeństwo.

Niewiele brakowało

Na Podkarpaciu – mimo wcześniejszych obaw mieszkańców kilku miejscowości w
widłach Wisły i Sanu, a także gotowości do ewakuacji – skończyło się, na
szczęście, tylko na strachu. Żywioł tym razem oszczędził powodzian, którzy na
skutek przerwania wałów na prawobrzeżnych dopływach Wisły Trześniówce i Łęgu w
maju i czerwcu zostali zalani. Pełne ręce roboty mieli mieszkańcy i strażacy,
którzy ostanie dni i noce spędzili na gorączkowych pracach na wałach, umacniając
wyrwy tysiącami worków z piaskiem. Opłaciło się jednak. Już w sobotę woda
zaczęła opadać. Jak powiedział "Naszemu Dziennikowi" wójt Gorzyc Marian
Grzegorzek, poziom Wisły na szczęście był o ponad metr niższy niż w czasie
tragicznej majowej powodzi. W Tarnobrzegu, powiecie tarnobrzeskim, oraz
stalowowolskim mimo spadku poziomu wód wciąż obowiązywały alarmy
przeciwpowodziowe. Pogotowie obowiązywało natomiast w powiecie mieleckim. Jak
poinformował Krzysztof Trala, dyżurny wojewódzkiego Centrum Zarządzania
Kryzysowego w Rzeszowie, zagrożenie powodziowe w regionie jest małe, a poziom
wody we wszystkich podkarpackich rzekach spada. – Na wszystkich rzekach regionu
notowane są tendencje spadkowe. Jeżeli nie nastąpi dalszy przypływ wody po
trwających opadach, nadal powinna się utrzymywać tendencja spadkowa – zauważył
Trala. Nie wiadomo jednak, co przyniosą następne dni, bo meteorolodzy
zapowiadają kolejne opady deszczu. Niewykluczone są wzrosty stanów wód na
dopływach Wisły.

Wały wytrzymały

Na Lubelszczyźnie, wbrew obawom, fala kulminacyjna na Wiśle nie wyrządziła
szkód. Jak poinformowało Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie
mimo wysokiej wody i przekroczenia stanów alarmowych w powiatach: kraśnickim,
opolskim, puławskim i ryckim obyło się bez ewakuacji mieszkańców. W Wilkowie –
gminie, która w maju została doszczętnie zalana – mieszkańcy obawiali się
najgorszego. W czterech miejscach: Popowie, Kopcu, Zastowie Polanowskim oraz
Janowcu, gdzie woda w maju przerwała wały, gorączkowo umacniano zabezpieczenia.
W pracach brali udział strażacy, mieszkańcy i ochotnicy. Na szczęście stworzone
po poprzedniej powodzi wały opaskowe wytrzymały, a poziom Wisły w Annopolu
systematycznie opadał.
Powoli stabilizuje się sytuacja w Małopolsce. Mimo opadów deszczu, które
wystąpiły w nocy, stan wód podniósł się nieznacznie. – Stan alarmowy
przekroczony jest w 3 miejscach, stan ostrzegawczy w 5; alarm przeciwpowodziowy
obowiązuje w 3 gminach, a pogotowie przeciwpowodziowe w 3 powiatach, 2 miastach
i 9 gminach – wyjaśnia Joanna Sieradzka z biura prasowego wojewody
małopolskiego. Przekroczenie stanów alarmowego i ostrzegawczego zanotowano
wczoraj na Wiśle, Sole i Szreniawie. Wzrasta natomiast poziom wód na Odrze, a
fala wezbraniowa w najbliższych dniach będzie się przemieszczać od Brzegu
Dolnego w kierunku Słubic. Spodziewane jest przekroczenie stanów alarmowych.
IMiGW ostrzega przed lokalnymi podtopieniami terenów przybrzeżnych.

Mariusz Kamieniecki

drukuj