Woda wróciła

Intensywne opady deszczu, jakie od kilku dni występują głównie nad
południową i wschodnią Polską, spowodowały wzrost stanów rzek w Małopolsce, na
Śląsku i Dolnym Śląsku. Są groźne – w ich wyniku śmierć poniosła jedna osoba.
Ludzie z niepokojem obserwują niebo. Czy grozi nam kolejna fala powodzi?

Gwałtowne opady spowodowały przybór wody w rzekach. Przekroczenie stanów
alarmowych zanotowano wczoraj na 21 stacjach wodowskazowych w dorzeczu Wisły
oraz na 17 w dorzeczu Odry. Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej uspokaja,
że na razie nie grozi nam kolejna powódź. – Prawdopodobieństwo przelania się
wody przez wały oceniamy poniżej 30 procent – powiedział wczoraj Mieczysław
Ostojski, szef IMiGW. Trudno to jednak wytłumaczyć ludziom, którzy w maju i
czerwcu przeżyli już dwie fale powodziowe. W gminie Wilków na Lubelszczyźnie
ludzie nie zdążyli jeszcze wyremontować swoich domów, teraz znów się boją. Innym
z takich miejsc jest Zastów Polanowski, gdzie dotychczas nie udało się odbudować
przerwanych umocnień. Są tylko prowizoryczne, mocno przesiąknięte wały opaskowe
usypane z ziemi. Wały profesjonalnie skonstruowane mają powstać do połowy
listopada. Podobne obawy towarzyszą mieszkańcom Sandomierza, gdzie nasiąknięta
ziemia nie przyjmuje wody i ryzyko podtopień jest duże.
W województwie śląskim alarm powodziowy obowiązywał w pięciu powiatach oraz w
Bielsku-Białej. Górskie potoki zamieniały się w rwące rzeki, zalewając drogi i
tory kolejowe oraz setki gospodarstw. W okolicach Żywca w ciągu kilku godzin na
metr kwadratowy spadło ok. 80 litrów wody. Zerwanych jest kilkanaście mostów,
podmyte są drogi. Zablokowana została m.in. droga między Rajczą a Żywcem, gdzie
strażacy walczyli o uratowanie mostu. Odciętych od świata było ok. 150 domów w
gminie Rajcza. Pełne ręce roboty mieli strażacy i służby energetyczne przy
usuwaniu powalonych konarów drzew, które uszkodziły linie energetyczne. Centrum
Zarządzania Kryzysowego Wojewody Śląskiego informuje, że w województwie na
skutek uszkodzonych sieci energetycznych i stacji transformatorowych bez prądu
pozostawało ponad pięć tysięcy odbiorców.
W Warszawie padający od dwóch dni deszcz przyczynił się do powstania rozlewisk
m.in. na ul. Zwoleńskiej. Zamknięty został m.in. Trakt Lubelski. Ruch kierowany
był na Wał Miedzeszyński. Ewakuowano jedną rodzinę z dzieckiem. Rozlewiska
wywołane opadami potworzyły się także w innych miejscach stolicy, co spowodowało
korki.

Decyzja: ewakuacja

Najtrudniejsza sytuacja w Małopolsce była wczoraj w powiatach: krakowskim,
myślenickim, suskim, wadowickim, chrzanowskim i bocheńskim. W gminie Gnojnik
(pow. brzeski) z powodu przyboru wody na rzece Uszwicy zarządzono ewakuację
ludności z miejscowości Uszew, Gnojnik i Gosprzydowa. Łącznie domy musiało
opuścić blisko 50 osób. Stan alarmowy na rzekach obowiązywał w 12 miejscach, a w
14 stan ostrzegawczy. Po południu alarm przeciwpowodziowy obowiązywał w
Krakowie, Bochni, 6 gminach oraz w powiecie suskim, a pogotowie
przeciwpowodziowe w 15 gminach oraz w powiecie myślenickim i oświęcimskim. W
Szymbarku (pow. gorlicki) zginął mężczyzna, który jadąc przez most, nie
zapanował nad samochodem i wpadł do rzeki. Policja ustala, czy przyczyną śmierci
było utonięcie, czy też obrażenia spowodowane upadkiem.
Wezbrane wody Dunajca utworzyły rozlewiska zagrażające domom, powalone są
drzewa. W Nowym Targu woda podchodziła pod domy, a mieszkańcy zabezpieczali
posesje workami z piaskiem. Podniesiony stan wód Wisły w nocy z wtorku na środę
doprowadził do zerwania czterech barek do przewozu piasku, które zablokowały
stopień wodny Dąbie w Krakowie. Z uwagi na zagrożenie na kilka godzin wstrzymano
ruch na moście. Ostatecznie dwie barki odholowano, a dwie pozostają zaklinowane
na przepustach stopnia wodnego, jedna z nich jest podtopiona i przełamana.
Na Podkarpaciu w gminie Gorzyce, która ucierpiała w wyniku majowej i czerwcowej
powodzi, trwa obserwacja pogody i stanów na Wiśle w Małopolsce, która jest
powyżej stanów alarmowych. Od wysokości fali wezbraniowej na Wiśle zależeć
będzie bezpieczeństwo mieszkańców. Jak powiedział "Naszemu Dziennikowi" wójt
gminy Gorzyce Marian Grzegorzek, jeżeli woda na wodowskazie w Sandomierzu nie
przekroczy 6,5 m, to mieszkańcy gminy mogą się czuć w miarę bezpiecznie. Przy
wyższym poziomie Wisły może być poważny problem. – Roboty przy remontach
uszkodzonych wałów postępują, ale póki wały nie będą gotowe, zawsze jest
niebezpieczeństwo – mówi wójt Grzegorzek. – Remonty wałów według harmonogramów
powinny zakończyć się 31 października br., a przed firmami, które zostały
wybrane przez Podkarpacki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych, jest jeszcze
sporo pracy. Dopóki te prace się nie zakończą, nie będziemy do końca bezpieczni
– dodaje wójt Gorzyc.

Obawy rolników

Tylko w ciągu dwóch ostatnich dni strażacy interweniowali ponad 1,6 tys. razy, z
czego połowa interwencji miała miejsce w województwie śląskim i województwach
południowych. Wypompowywali wodę z zalanych domów i piwnic, usuwali powalone
drzewa, udrażniali też przepusty i rowy melioracyjne. Strażacy pracowali również
przy podwyższaniu i umacnianiu wałów przeciwpowodziowych. Według Mieczysława
Ostojskiego, dyrektora IMiGW, w ciągu najbliższych dni opady powinny stopniowo
zanikać. Te zaś, które wystąpią, nie powinny mieć większego wpływu na stan wód w
głównych rzekach Polski. Opadom będą towarzyszyć niskie temperatury rzędu 11-12
stopni C oraz porywisty wiatr z kierunków zmiennych.
Trudne warunki pogodowe i powódź dają się także we znaki rolnikom. Zresztą nie
pierwszy raz w tym roku. Na terenach wiejskich, wszędzie tam, gdzie woda
wystąpiła z brzegów, podtopione są gospodarstwa, zalane są też pola uprawne i
łąki, a to nie wróży dobrze na przyszłość. W ocenie rolników, nie dość że aura
nie sprzyja pracom polowym, to może także spowodować kłopoty z jesiennymi
zasiewami i kondycją np. rzepaku. Od tego z kolei w dużej mierze zależeć będzie
wzrost i wielkość uzyskanego plonu w przyszłym roku. Ponadto tam, gdzie woda
stanęła na polach, może być problem z jesiennym zbiorem buraków. Rolnicy
narzekają też na niedrożne rowy melioracyjne, co przyczyniło się do zalania pól
i łąk.
 

Mariusz Kamieniecki

drukuj