Wojna przegrana na własne życzenie

Afganistan jest krajem surowej przyrody, wewnętrznej niezgody i miejscem
ścierania się obcych interesów. Na przestrzeni dziejów kraj ten był wielokrotnie
najeżdżany przez obce wojska, nierzadko z sukcesem, ale trwałość podbojów
zależała od zdobycia poparcia miejscowej ludności. W 2002 roku siły
sprzymierzone, w skład których wchodzi również polski kontyngent, praktycznie
wygrały z talibami – zarówno militarnie, jak i propagandowo. To, co dzieje się
od tego czasu, stanowi przykład wojny przegranej na własne życzenie – poprzez
zaniedbanie.

Współczesny Afganistan nie jest krajem łatwej egzystencji i prawie nigdy w
historii takim nie był. Złożyło się na to wiele czynników naturalnych: surowy,
kontynentalny klimat z dużymi rocznymi oraz dobowymi wahaniami temperatury,
znaczne wyniesienie nad poziom morza, ubogie gleby niesprzyjające intensywnej
gospodarce rolnej, niedostatek wody na większej części terytorium kraju, bariery
komunikacyjne, zwłaszcza wysokie łańcuchy górskie, położenie w głębi kontynentu
Eurazji oraz szereg innych drobnych, choć w lokalnej skali nie mniej istotnych
powodów1.
Afganistan na przestrzeni wieków wielokrotnie padał ofiarą agresji zewnętrznej,
począwszy od najazdów koczowniczych ludów indoeuropejskich, poprzez staroperskie
imperium Achemenidów, inwazję wojsk Aleksandra Macedońskiego, ekspansję państw
średnioperskich, najazdy arabskie, tureckie i mongolskie, XIX i XX-wieczne wojny
z Imperium Brytyjskim oraz wojnę sowiecko-afgańską (1979-1989), po inwazję pod
egidą NATO, którą rozpoczęły naloty w październiku 2001 roku.
Poważne problemy Afganistanu wynikają także z szeroko pojętych relacji
międzyludzkich. Przede wszystkim nie jest to kraj jednolity etnicznie. Główne
grupy to: Pasztunowie, zamieszkujący również sąsiedni Pakistan (spośród nich
rekrutuje się większość tzw. talibów oraz ich stronników); Tadżycy, obecni także
w pobliskim Tadżykistanie, byłej republice ZSRS (stanowili oni trzon tzw.
Sojuszu Północnego, współdziałającego z państwami NATO w obaleniu reżimu talibów);
Uzbecy, pełniący często rolę języczka u wagi i wspierani przez władze
sąsiadującego Uzbekistanu, zamieszkanego w znacznej części przez ich pobratymców
(również wchodzili w skład Sojuszu Północnego); Beludżowie – część dużej grupy
etnicznej, obecnej również na terytorium Pakistanu oraz Iranu i wykazującej
coraz bardziej wyraźne dążenia do autonomii we wszystkich wzmiankowanych
państwach. Ponadto istotnym czynnikiem jest archaiczna struktura społeczna
Afganistanu, oparta na pozostałościach feudalizmu oraz średniowiecznych
stosunkach produkcji zarówno rolniczej, jak i rzemieślniczej. O przemyśle
bowiem, w naszym rozumieniu tego słowa, trudno jest mówić.

W starciu z czerwonym supermocarstwem

Obecna sytuacja w Afganistanie sięga swymi korzeniami drugiej połowy lat 70. XX
w., kiedy w wyniku kolejnych zmian u steru władzy rządy objęli cieszący się
poparciem Moskwy komuniści. Ich brutalne i represyjne rządy doprowadziły do
wybuchu ogólnonarodowego powstania, zapoczątkowanego przez legendarnego
przywódcę Tadżyków z doliny Panczszir, Ahmada Szaha Masuda, którego bojownicy
jako pierwsi w Afganistanie nazwani zostali mudżahedinami (arabskie "mudżahid"
oznacza "bojownika za wiarę", "prowadzącego świętą wojnę – dżihad"). Cały kraj
szybko stał się areną konfliktu "zastępczego" pomiędzy USA i ich sojusznikami z
jednej strony, a ZSRS z drugiej (paradoksalnie oprócz bogatych naftowych
monarchii Zatoki Perskiej mudżahedinów wspierał skonfliktowany z Waszyngtonem
Iran ajatollaha Chomeiniego). Wojna afgańska skończyła się upokarzającą porażką
Sowietów, którzy zaangażowali doborowe oddziały, najnowocześniejszy sprzęt i
prowadzili barbarzyńską, bezpardonową walkę, kosztującą Afganistan miliony
zabitych, rannych i wypędzonych. Skuteczna rozprawa z czerwonym supermocarstwem
była możliwa dzięki ogromnym środkom finansowym, broni oraz ochotnikom z krajów
muzułmańskich (w wojnie przeciwko ZSRS uczestniczyli również Polacy, traktujący
konflikt w Afganistanie jak element walki z dominacją sowiecką)2.
Centrum koordynującym pomoc dla bojowników oraz obozem szkoleniowym dla
mudżahedinów stał się Peszawar – miasto w północno-zachodnim Pakistanie. Tam
napływali ochotnicy z krajów muzułmańskich, przedstawiciele międzynarodowych
organizacji charytatywnych, agenci i instruktorzy amerykańscy oraz brytyjscy,
jak również tymczasowo sprzymierzeni z nimi fundamentaliści muzułmańscy, a wśród
nich przyszli liderzy tzw. Al-Kaidy z Osamą bin Ladenem na czele.
Konflikt sowiecko-afgański wykreował legendę bojowników świętej wojny
(mudżahedini cieszyli się na Zachodzie opinią "bojowników o wolność" i doczekali
się nawet apoteozy w jednej z części "Rambo") i ugruntował wpływy głównie
arabskich fundamentalistów wśród uchodźców afgańskich w Pakistanie, znajdujących
się w ciężkiej sytuacji bytowej. Zapewniali oni bowiem bezpłatne wychowanie,
utrzymanie oraz wykształcenie ich dzieci (w duchu skrajnego ekstremizmu) w
prowadzonych przez siebie religijnych szkołach. Od wyrazu "taleb", oznaczającego
studenta takiej szkoły, powstała nazwa nowej siły politycznej, która wkrótce
miała przejąć kontrolę nad 90 proc. terytorium Afganistanu.

Dramatyczne skutki "policyjnej strategii"

Po wycofaniu się wojsk sowieckich z Afganistanu w 1989 r., w obliczu końca
zimnej wojny, pieriestrojki Michaiła Gorbaczowa oraz rozpadu Układu
Warszawskiego i całego bloku sowieckiego, Zachód stracił zainteresowanie
Afganistanem, w którym dotychczasowi przywódcy mudżahedinów – tymczasowy
prezydent Burhanuddin Rabbani i Gulbuddin Hekmatjar – rozpoczęli wojnę domową
prowadzącą do stopniowego rozpadu władzy państwowej. Za osobistą rywalizacją
kryły się także sprzeczności etniczne. Prezydent był Tadżykiem, podczas gdy
tradycyjnie dominującą grupę stanowili Pasztunowie, których reprezentował
Gulbuddin Hekmatjar. Szalejąca wojna domowa, brak stabilizacji oraz poczucia
bezpieczeństwa, wreszcie zrujnowana wojną gospodarka i ustanie pomocy
materialnej z zewnątrz doprowadziły Afgańczyków to stanu, w którym
zaakceptowaliby każdą w miarę stabilną władzę. W tej sytuacji w 1994 r.
działania wojenne rozpoczęli wspierani przez Pakistan i kontrolowane przez
fundamentalistów instytucje finansowe talibowie, głosząc ideę państwa rządzonego
w myśl praw Bożych i zasad sprawiedliwości społecznej, i w ciągu dwóch lat
opanowali większą część kraju. Skłóceni dowódcy mudżahedinów poniewczasie
zaniechali waśni, ale było już za późno, poza tym nie mogli liczyć na pomoc
zewnętrzną. Afganistan i Afgańczycy, którzy walnie przyczynili się do upadku
ZSRS (ocenia się, że konflikt w Afganistanie kosztował Moskwę ponad 100 mld
ówczesnych USD), przestali być ważni dla Departamentu Stanu: "murzyn zrobił
swoje, murzyn może odejść…". Państwo talibów, uznane jedynie przez Pakistan,
Arabię Saudyjską i Zjednoczone Emiraty Arabskie, odwdzięczyło się wspólnocie
międzynarodowej lekceważeniem jej opinii i nierespektowaniem zasad prawa
międzynarodowego. Wkrótce do Afganistanu zaczęli napływać ekstremiści
muzułmańscy w poszukiwaniu schronienia i w nadziei uczestniczenia w budowie
utopijnego "nowego, lepszego świata". Wbrew pozorom państwa zachodnie, ze
Stanami Zjednoczonymi na czele, popierały taki stan rzeczy w nadziei, że skupią
w jednym miejscu najbardziej niebezpiecznych islamistów, neutralizując w ten
sposób ich wpływ na resztę świata islamu. Doskonałym przykładem może być Osama
bin Laden. Kiedy pod naciskiem USA oraz Arabii Saudyjskiej rząd w Chartumie
musiał go wydalić z Sudanu, ani Waszyngtonowi, ani Rijadowi nie spieszno było go
sądzić, z zadowoleniem więc przyjęto jego wyjazd do Afganistanu. Człowiek ten
zresztą bardzo dobrze znał tamtejsze warunki, przez długie lata bowiem
koordynował saudyjską pomoc dla mudżahedinów.
Znakomity francuski znawca islamu Gilles Kepel porównał zaistniałą sytuację do
policyjnej strategii, kiedy to chcąc ograniczyć niektóre formy przestępczości,
zamyka się je w kontrolowanej dzielnicy, a warunki kontroli negocjuje z
mafiozami i sutenerami3. Porównanie cokolwiek drastyczne, ale owa
"policyjna strategia" Departamentu Stanu obejmowała również wolną rękę w kwestii
produkcji i handlu narkotykami, stanowiącymi po dziś dzień jedną z podstaw
ekonomicznego bytu talibów…

Z oswobodzicieli w okupantów

Dopiero zamachy w Kenii i Tanzanii sprowokowały twardą reakcję Waszyngtonu i
żądanie wydania bin Ladena oraz jego współpracowników. Odwetowe bombardowania
celów w Afganistanie nasiliły jedynie działalność terrorystyczną płynącą z
ośrodków szkoleniowych rozkwitających pod gościnnym parasolem talibów. Czary
goryczy dopełniły zamachy z 11 września 2001 r., które doprowadziły do
interwencji sił sprzymierzonych i upadku rządów talibów. Początkowo operacja
przeprowadzona została z godnym podziwu rozsądkiem – działania lądowe należały
głównie do żołnierzy Sojuszu Północnego, zaopatrzonych w broń zarówno zachodnią,
jak i rosyjską, a siły NATO prowadziły jedynie operacje wspomagające,
specjalistyczne, i zapewniały wsparcie z powietrza. Po wybraniu w 2002 r. Hamida
Karzaja na prezydenta przez Loja Dżirgę (radę wszystkich liczących się w
państwie osobistości – przedstawicieli plemiennych, środowisk prawniczych oraz
religijnych itd.) wydawało się, że likwidacja niedobitków talibów oraz arabskich
bojowników Al-Kaidy jest już jedynie kwestią czasu, a Afganistan czeka świetlana
przyszłość w obliczu obietnic hojnej pomocy ze strony USA, Unii Europejskiej,
bogatych państw naftowych Zatoki oraz międzynarodowych instytucji finansowych.
Tymczasem już w 2002 r. sytuacja w Afganistanie zaczęła wymykać się spod
kontroli. Niedobitki talibów zdołały się zreorganizować – w znacznej mierze
dzięki pobratymcom – Pasztunom z Pakistanu, a obecność obcych żołnierzy
niezorientowanych w miejscowych zwyczajach zaczęła budzić sprzeciw wśród
ludności pamiętającej niedawną okupację sowiecką. Sprzyjał temu fakt, że już w
2003 r. priorytetem administracji George’a W. Busha stał się Irak i jego urojona
broń masowej zagłady. Sytuacji nie poprawiała również schizofreniczna doktryna
armii amerykańskiej, głosząca, iż "jeśli żołnierz czuje się zagrożony, to
znaczy, że jest". Dobrą ilustracją stały się konwoje wojskowe, niezatrzymujące
się z obawy przed pułapkami i rozjeżdżające wszystkie potencjalne zagrożenia.
Ciągłe przeszukania, punkty kontrolne, aresztowania, brak poszanowania dla
miejscowych praw i obyczajów sprawiły, że niedawni oswobodziciele zamienili się
w okupantów. Obecność sił sprzymierzonych nie przyniosła znaczących zmian w
sytuacji gospodarczej, a kraj po zmroku i tak przechodził pod kontrolę talibów
oraz – bynajmniej niezwiązanych z talibami, ale niechętnych obcej interwencji –
przywódców plemiennych. Często też do głosu dochodzili pospolici przestępcy,
korzystający z czasu wojny, a główny od wielu lat produkt eksportowy Afganistanu
– narkotyki – stanowił podstawę egzystencji pokaźnych grup ludności.
Rząd Hamida Karzaja zasłynął jako jeden z najbardziej skorumpowanych na świecie,
a o poziomie lojalności szumnie budowanych pod egidą NATO sił afgańskich
świadczyć może wiele zamachów na samego prezydenta oraz członków jego gabinetu.
Ostatecznie zadanie obrony Hamida Karzaja przejęli żołnierze USA oraz wynajęci
zachodni ochroniarze. Ameryka i jej sojusznicy zaczęli przegrywać wojnę do
niedawna uważaną za wygraną.
 

Dr hab. Adam Bieniek

Dr hab. Adam Bieniek jest adiunktem w Instytucie Filologii Orientalnej na
Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. W obszarze jego
zainteresowań znajdują się: arabistyka, iranistyka, islam, historia Bliskiego i
Środkowego Wschodu oraz kultura ludów muzułmańskich.

1 Znakomitą analizę, stanowiącą plon wyprawy naukowej, przeprowadził Marek
Gawęcki w książce "Wieś środkowego i północnego Afganistanu", Wrocław 1983.
2 Szerzej na ten temat pisze w swoim artykule na temat polskich mudżahedinów
Marek Szymański w dwumiesięczniku "Arcana", nr 67 [1/2006]).
3 Gilles Kepel, "Fitna. Wojna w sercu islamu", Warszawa 2006, s. 118-119.

drukuj