90 dni zmarnowanych dla śledztwa
Z Antonim Macierewiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, byłym szefem
Służby Kontrwywiadu Wojskowego, rozmawia Anna Ambroziak
Czym
będzie się zajmował powołany przez posłów Prawa i Sprawiedliwości
zespół parlamentarny ds. zbadania katastrofy z 10 kwietnia?
–
Chcemy pomóc w wyjaśnieniu tego dramatu. Zawiadomienie o powstaniu
zespołu parlamentarnego ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej zostało
złożone w Kancelarii Sejmu w czwartek. Liczę, że jego pierwsze
posiedzenie odbędzie się jeszcze w tym miesiącu. Zespół będzie dążył do
zbadania przyczyn i przebiegu katastrofy, zajmował się zbieraniem
dokumentów, będzie się kontaktował z instytucjami zajmującymi się
sprawą, a także dążył do publicznej konfrontacji osób, które posiadają
wiedzę na ten temat. Wszystko wskazuje na to, że państwo polskie albo
okazało swoją bezradność, albo niezbyt dużą chęć wyjaśnienia tej sprawy.
Dlatego mamy obowiązek zrobić wszystko, by przynajmniej zgromadzić
materiały i uporządkować wiedzę, która jest na ten temat, umożliwić
opinii publicznej zapoznanie się ze zweryfikowanymi faktami. Jednym
słowem – zacząć całą tę sprawę aktywnie porządkować i wyjaśniać. Jest
bardzo wiele materiałów, które nie są zupełnie brane pod uwagę, a które
muszą być analizowane. W polu naszego zainteresowania jest więc sama
katastrofa: to, jak do niej doszło, a także to, co się działo z
wyjaśnianiem tej sprawy. Będziemy starali się korzystać ze wszystkich
narzędzi, jakie są dostępne posłom, a które wynikają z obowiązującego
ustawodawstwa, żeby osiągnąć cel.
W jaki sposób prace zespołu
zostaną przedstawione opinii publicznej?
– Owocem naszych prac
będzie raport – dokument maksymalnie wiarygodny, zweryfikowany i
pokazujący przebieg wydarzeń. Trudno precyzyjnie powiedzieć, kiedy ów
raport powstanie, sądzę jednak, że maksymalnie w ciągu roku. Zostanie on
przedstawiony organom władzy państwowej, w tym rzecz jasna
prezydentowi, premierowi, marszałkowi Sejmu i prokuraturze, i oczywiście
opinii publicznej. Zaznaczę, że chcielibyśmy, by społeczeństwu
przekazywać uporządkowaną wiedzę dość często, przynajmniej raz w
miesiącu (a może częściej), tak by mogło się ono z nią sukcesywnie
zapoznawać.
Zespół przewiduje współpracę z prokuraturą?
–
Oczywiście tak, o ile prokuratura będzie chciała z nami współpracować.
Przewidujemy też współpracę ze wszystkimi instytucjami państwowymi,
które zajmują się badaniem katastrofy. Będziemy chcieli umożliwić
przekazywanie tej wiedzy w formie publicznego wysłuchiwania osób, które
mają na ten temat wiarygodne informacje. Zdajemy sobie sprawę, że mogą
pojawić się osoby, które będą chciały wprowadzić nas w błąd – np.
przekazując nie sprawdzoną wiedzę, lecz jedynie jakieś niepewne
sensacje. Będziemy jednak starali się to wszystko tak analizować, aby
informacje, które dotrą do opinii publicznej, były wiarygodne i
rzetelnie sprawdzone.
Rozumiem, że informacje te mają podawać
media?
– Liczymy na media. Ponieważ to od nich właśnie będzie
zależała w dużym stopniu efektywność i skuteczność naszej pracy.
Liczymy, że działania zespołu pomogą prokuraturze i innym organom
państwowym. Nie ukrywam przy tym, że wiadomość w mediach o powstaniu
zespołu już zdynamizowała pracę – nagle się okazało, że prokuratura
zwróciła się do Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych o
informacje, o które można było poprosić 80 dni temu. O konieczności
takiego działania mówiliśmy jako Prawo i Sprawiedliwość wielokrotnie.
Powstanie zespołu jest kolejnym krokiem w tym kierunku.
Już
pojawiły się głosy – m.in. ze strony posłów Lewicy – że jeżeli istnieje
potrzeba, aby Sejm sprawował funkcję kontrolną w sprawie katastrofy pod
Katyniem, to powinna powstać komisja śledcza ds. katastrofy. Krytycy
twierdzą ponadto, że praca zespołu nie wniesie nic więcej niż to, co
każdy poseł może zrobić sam poprzez kierowanie pytań do odpowiednich
instytucji.
– Chcę przypomnieć, że wnioskowaliśmy do pana
premiera Donalda Tuska, prosiliśmy też o wsparcie innych posłów, by
powstała uchwała zobowiązująca premiera rządu do przejęcia postępowania.
Zwróciliśmy się też do pana marszałka Bronisława Komorowskiego, żeby
powstał zespół obserwatorów, w którym zasiadłby jeden poseł z każdego
klubu. Klub PiS uczynił bardzo wiele, zanim zdecydowaliśmy się powołać
ten zespół. Jeżeli zatem teraz słyszę ze strony kolegów z Lewicy, że
trzeba powołać komisję – to proszę bardzo. Ale nie można tu pominąć
faktu, że doświadczenie minionych 90 dni jest dla państwa polskiego i
rządu pana Tuska wręcz kompromitujące. Była to najstraszniejsza
katastrofa, z jaką państwo polskie miało w ogóle do czynienia. I tylko
dzięki działaniom, które określiłbym mianem pozapaństwowych, nasza
wiedza w sprawie katastrofy posuwa się do przodu. Mówiąc wprost: dużo
więcej zrobił „Nasz Dziennik” niż organy państwa polskiego. Taki jest
obiektywny stan rzeczy. Oczywiście doceniam wysiłek wszystkich innych
organów, nie chodzi tu o ich dezawuowanie.
Którzy posłowie
wchodzą w skład zespołu?
– W sumie tworzy go ponad 60
parlamentarzystów. Są wśród nich posłowie: Andrzej Dera, Jarosław
Zieliński i Beata Kempa. Liczymy, że do tej pracy włączą się posłowie z
wszystkich klubów. Mam nadzieję, że nie powtórzy się ten upokarzający
widok, kiedy posłowie Prawa i Sprawiedliwości głosują za tym, żeby Tusk
zwrócił się o przejęcie postępowania, a znajdują się polscy
parlamentarzyści, którzy uważają, iż Putin lepiej wyjaśni tę sprawę.
Liczę na to, że posłowie odłożą na bok swoje polityczne uprzedzenia i
podejmą wysiłek zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Wiceszef
klubu PO Waldy Dzikowski zarzuca zespołowi, jakoby chodziło tu tylko o
„podgrzewanie atmosfery”…
– Nie będę tego komentował. Myślę, że
jest to nieroztropna wypowiedź.
Dziękuję za rozmowę.
