Sprawdzianem przywództwa będą wybory samorządowe

Z dr. Krzysztofem Pietrowiczem, socjologiem, adiunktem w
Zakładzie Interesów Grupowych, zastępcą dyrektora Instytutu Socjologii
Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Paweł Tunia

Co
zwycięstwo Bronisława Komorowskiego zmienia w PO?

– Bronisław
Komorowski będzie prezydentem przez 5 lat, natomiast nie da się
przewidzieć, jak długo premierem będzie Donald Tusk. Kto wygra wybory
parlamentarne, nie wiemy. Dlatego pozycja Komorowskiego jest silna, co
może być w przyszłości podłożem konfliktów czy ewentualnie mogą pojawić
się jakieś sprzeczne interesy po obu stronach, tzn. po stronie
prezydenta i rządu. Wszystko wskazuje na to, że elektorat, który
głosował na Komorowskiego, był w części lewicowy. Wśród jego wyborców
byli zwolennicy PO, jednak znaleźli się też tacy, którzy w najbliższych
wyborach zagłosują najprawdopodobniej na SLD, a nie na PO. To oznacza,
że Platforma będzie musiała o tych wyborców zawalczyć. Dlatego w tym
sensie przyszłość PO jest niepewna, co oznacza z kolei, że konsekwencją
tego może być sojusz PO z SLD. Taka ewentualność teraz wydaje się
naturalna.

Pozycja Tuska w partii osłabnie?

Pozycja Donalda Tuska jest pozycją lidera absolutnego. Przez najbliższy
rok nie oczekiwałbym zmian. Pierwszym sprawdzianem jego przywództwa będą
wybory samorządowe, ale te mają odmienną specyfikę niż wybory
parlamentarne, więc nie przyniosą pewnie żadnych zmian. Natomiast
pozycja Tuska w kontekście wyborów parlamentarnych może ulec zmianie i
jeśli przed wyborami okaże się, że elektorat PO odpływa do formacji
lewicowych, wówczas Tusk może utracić status hegemona, a pozycja
Komorowskiego wówczas się wzmocni.

Platforma ma w tej chwili
monopol na władzę. Zapewni to jej, Pana zdaniem, pozycję dominującą na
dłuższy czas?

– Moim zdaniem, jej popularność nie ma tendencji
rosnącej, a to jest maksimum, które jest w stanie uzyskać. Nie sądzę,
żebyśmy mieli do czynienia z sytuacją, gdy PO może w trakcie wyborów
parlamentarnych uzyskać samodzielną większość. To raczej mało
prawdopodobne wobec wzrostu – jak się wydaje – znaczenia lewicy. Kolejna
sprawa to kwestia mediów. Ewentualny dobry wynik PO może być skutkiem
sojuszu tej partii z pewnymi mediami czy przejęciem mediów publicznych. I
to może rzeczywiście stać się wiatrem w żagle dla popularności PO. Moim
zdaniem, PiS zmarginalizowane nie będzie, a pokazał to wynik wyborów
prezydenckich, i nawet jeśli mobilizacja elektoratu dla kandydata PiS
odbywała się w warunkach nadzwyczajnych, to uzyskanie powyżej 30 procent
w wyborach parlamentarnych jest jak najbardziej realistyczne. Dlatego o
hegemonii PO raczej nie ma mowy. Dużo zależy oczywiście od tego, jak
rozwinie się sytuacja polityczna w kraju w najbliższym roku.

Jak
będą się teraz kształtowały relacje rząd – prezydent?

– Wydaje
mi się, że prezydent w najbliższym czasie pozostanie w cieniu. Będzie
pojawiał się w związku ze sprawami oficjalnymi i formalnymi. Bliżej
wyborów parlamentarnych może nastąpić sytuacja, której celem będzie
pokazanie, że prezydent ma pozycję autonomiczną. Może zrodzi się jakiś
konflikt, w którym prezydent nie będzie się zgadzał z Platformą, ale po
to tylko, by zdystansować się przed wyborami i by pokazać, że nie ma
zagrożenia, iż głowa państwa i partia rządząca tworzą jakiś monolit.
Konflikt ten miałby charakter PR-owski, a zatem symboliczny, a nie
realny. Służyłby pokazaniu, że władza prezydenta jest odrębna i
niezależna od rządu czy premiera i że ten ostatni nie steruje
prezydentem. Pełnia władzy w rękach jednej partii może budzić niepokój
przynajmniej części elektoratu, więc zademonstrowanie autonomiczności
Komorowskiego będzie wskazane. Jednak przez najbliższe miesiące
Bronisław Komorowski będzie w cieniu przede wszystkim po to, aby nie
stracić na popularności i by pokazać harmonijną współpracę między rządem
i premierem a prezydentem. Aby się to udało, rola Komorowskiego nie
może być zbyt duża.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj