Polonia odrzuciła Komorowskiego
Za oceanem kandydat Prawa i Sprawiedliwości do fotela prezydenckiego
Jarosław Kaczyński odniósł miażdżące zwycięstwo nad Bronisławem Komorowskim.
Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Kanadzie jego przewaga nad kandydatem
Platformy Obywatelskiej niejednokrotnie przekraczała 40 punktów procentowych.
Jako jedni z pierwszych swoje głosowania w drugiej turze wyborów prezydenckich
zakończyli Polacy w Stanach Zjednoczonych. Za oceanem, w odróżnieniu od sytuacji
w naszym kraju, zdecydowanie wygrał Jarosław Kaczyński, który otrzymał 26 491
głosów, a Bronisław Komorowski 10 514. W głosowaniu, które odbyło się w sobotę,
wzięło udział 37 336 Polaków przebywających w USA. Oznacza to, że kandydat PiS
zdobył aż 70 proc. głosów amerykańskiej Polonii. Do wyborów zarejestrowało się
ponad 47 tys. osób; kilka tysięcy dopiero po pierwszej turze głosowania.
Najpierw zamknięto lokale wyborcze na wschodnim wybrzeżu (o godz. 2.00 w
niedzielę czasu polskiego), cztery godziny później (o godz. 6.00 czasu
polskiego) wybory w USA zakończyły się zamknięciem lokalu wyborczego w Anchorage
na Alasce.
Jeszcze większe poparcie uzyskał prezes PiS w sąsiedniej Kanadzie. Jak wynika z
komunikatu dwóch komisji wyborczych w Toronto, Jarosława Kaczyńskiego poparło
3483 wyborców, a Bronisława Komorowskiego – 848. Oznacza to, że 80 proc.
kanadyjskich Polaków jako prezydenta Polski widziałoby Jarosława Kaczyńskiego.
Także w Hiszpanii głosowanie przebiegło spokojnie, sprawnie i bez zakłóceń.
Zainteresowanie było dużo większe niż w pierwszej turze. Już o godzinie 14.00 w
tym kraju oddano więcej głosów niż przed dwoma tygodniami. Tak duża liczba
głosujących związana jest z rozpoczęciem się sezonu turystycznego. Wielu spośród
głosujących to osoby będące na wycieczkach i urlopach. W Hiszpanii do głosowania
na podstawie rejestracji było uprawnionych 5596 osób, w tym 3609 w okręgu
konsularnym Madrytu i 1987 osób w obejmującym Katalonię i Baleary okręgu
Barcelony. Ambasada RP utworzyła 11 obwodów głosowania. To do tej pory
największa ich liczba na terenie Hiszpanii. Podczas wyborów w 2005 r. utworzono
tylko trzy okręgi wyborcze, a w wyborach do Sejmu i Senatu w 2007 r. było ich
siedem.
Podobnie we Francji dużą liczbę głosujących stanowili turyści goszczący w tym
kraju. Mieli oni do wyboru pięć lokali w Paryżu, Lille, Strasburgu, Lyonie i
Tuluzie. Również nad Sekwaną zainteresowanie wyborami było duże. Przed paryskim
lokalem wyborczym w siedzibie Instytutu Polskiego stała blisko stumetrowa
kolejka chętnych do oddania głosu. Polacy odwiedzający Włochy także skorzystali
ze swojego prawa wyborczego. Masowo odwiedzali komisje wyborcze w Rzymie,
Mediolanie i Neapolu.
Podobnie jak w pierwszej turze głosowali nasi rodacy w innych krajach byłego
bloku wschodniego. Na przykład w Bułgarii wybory prezydenckie wygrał Bronisław
Komorowski. W Sofii na Bronisława Komorowskiego oddano 158 głosów, na Jarosława
Kaczyńskiego – 46, w polskim domu wypoczynkowym w kurorcie Święty Konstantyn
koło Warny głosowało 1125 osób, byli to przeważnie turyści z zaświadczeniami.
Zgodnie z informacją konsul Karoliny Bykowskiej, na kandydata PO oddano 882
głosy, na prezesa PiS – 239.
Także na Litwie zwyciężył Bronisław Komorowski. W Wilnie, gdzie udział w
głosowaniu wzięło 705 osób, na Komorowskiego głosowało 420 Polaków, na Jarosława
Kaczyńskiego – 275, 10 głosów było nieważnych. Z możliwości udziału w polskich
wyborach w Wilnie skorzystali przede wszystkim turyści oraz obywatele polscy,
którzy mieszkają na Litwie bądź tu pracują.
Łukasz Sianożęcki, PAP
