Upraszajmy łaskę u Boga dla Ojczyzny
Z JE ks. bp. Antonim Pacyfikiem Dydyczem, ordynariuszem
drohiczyńskim, rozmawia Małgorzata Pabis
Wypraszając
wstawiennictwo św. Michała Archanioła poprzez Nowennę, szturmujemy Niebo
dla Ojczyzny. Jak kult tego Księcia Aniołów i pogromcy szatana wyglądał
w Polsce przed laty?
– Kult św. Michała Archanioła był bardzo
popularny w całej I Rzeczypospolitej, ale też i w Europie, a zwłaszcza
we Francji i w Anglii. Tak jest nadal, chociaż jest on może nieco mniej
widoczny. Mówiąc natomiast o I Rzeczypospolitej, warto przypomnieć, że
św. Michał bywał przedstawiany na ówczesnych sztandarach złożonych z
trzech części. Na dwóch górnych polach był widoczny Orzeł i Pogoń,
natomiast u dołu umieszczano św. Michała Archanioła w takiej postaci,
jaką widzimy na obrazkach. Można powiedzieć, że jest on patronem, który
podpowiada naszym czasom, na czym winna opierać się jakakolwiek unia czy
– mówiąc ogólnie – jedność, aby była przynajmniej tak trwała, jak to
widzimy w dziejach I Rzeczypospolitej.
Wezwał Ksiądz Biskup
wszystkich kapłanów swojej diecezji, aby na końcu każdej Mszy św.
odmawiali Modlitwę do św. Michała Archanioła…
– Tak, powracamy
do tej tradycji. Tak było od czasów Papieża Leona XIII, który polecił
jej odmawianie, aby umacniać wiarę chrześcijan i uodparniać ich na
straszliwe działanie kłamstwa, które Biblia porównuje do ciemności.
Niestety, z bólem musimy wyznać, że dziś kłamstwo coraz bardziej się
rozpowszechnia. I staje się ono coraz bardziej wyrafinowane, ponieważ
ci, którzy kłamią, z niesłychaną mocą zarzucają kłamstwo tym, którzy
bronią prawdy. A jest jasne, że posługując się kłamstwem, można sprawiać
wrażenie, iż ma się jakieś argumenty. Obrona prawdy jest trudniejsza,
ale – co oczywiste – konieczna. I dlatego prosimy o pomoc Księcia Duchów
Niebieskich. Mamy przecież obowiązek „prostowania dróg”, czemu
poświęcił się św. Jan Chrzciciel. Musimy o to zabiegać, bo krętactwa
wszędzie dają o sobie znać.
Dlatego ta modlitwa jest dziś tak
ważna?
– Ważna jest dzisiaj, ważna była wczoraj i jutro też
będzie ważna. Problem obecności prawdy zawsze będzie istotny. I chodzi
tu o każdą dziedzinę życia, o przestrzeń publiczną w szczególności. Co
mamy robić, jeżeli media pokazują przedstawicieli najwyższych władz,
którzy coś uzgodnili, a potem okazuje się, że nic z tego nie zostało? I
co można zrobić z tą iście piekielną mocą zakłamania? Pozostaje tylko
modlitwa. Przecież nie możemy posługiwać się kłamliwymi argumentami. A
już starożytni mówili: „Nec Hercules contra plures!” (I Herkules nie
poradzi przeciw wielu). Tylko św. Michał może nam pomóc, upraszając
łaskę u Boga!
Czy to inicjatywa tylko na dziś, czy ta
modlitwa będzie płynęła także po 4 lipca?
– Nie jest to
inicjatywa nowa. To powrót do pewnej praktyki, bardzo teraz potrzebnej.
Konieczna jest szczerość przekonań, szczerość wypowiedzi, szacunek dla
człowieka. Jest to potrzebne przede wszystkim na „górze”. „Bo nie jest
światło, by pod korcem stało”, jak poetycko przekłada wypowiedź Pana
Jezusa Cyprian Kamil Norwid.
Nasze życie publiczne potrzebuje
światła, ale też i lamp. Niestety, media idą po staremu. Słuchając
wystąpień, obserwując sposób uprawiania polityki, odnosi się wrażenie,
że to wszystko już kiedyś było, że jest to powielanie starych schematów.
I jest coraz mroczniej.
Można zatem mieć nadzieję, że ta modlitwa
odzyska swoje miejsce także wśród naszych modlitw prywatnych. Jest ona
potrzebna każdemu z nas, gdyż każdemu grozi ciemność.
Kiedy
Polska przeżywała bardzo trudny czas, Polacy gromadzili się tłumnie na
modlitwie za Ojczyznę. Jak teraz zachęcić naszych rodaków, by włączali
się w to wielkie błaganie za Polskę?
– To święta prawda –
mogliśmy przetrwać wiele prześladowań, nie tracąc nic z naszej
tożsamości dzięki modlitwie. Nasza modlitwa wyraźnie pisze polskie
dzieje, których nie musimy się wstydzić, do których powracają kolejne
pokolenia.
I to jest źródłem naszej nadziei. Może nie zawsze będziemy
się gromadzili tłumnie, ale ważne, żebyśmy zbyt łatwo nie zapominali o
tych dniach szczególnego szturmu do Nieba. Wrogowie modlitwy potrafią
czasem nawet pozornie łączyć się z modlącymi, a jednocześnie przygotować
swój program, aby pomniejszyć skutki narodowego zrywu. Przecież tego
doświadczyliśmy tuż po 10 kwietnia. Rzesze spotykały się na modlitwie,
ale już wtedy pojawiały się sygnały, że to się pewnym ludziom nie
podoba. Tak głośno nawoływali, aby nie nawiązywać do tego, co się stało
pod Smoleńskiem, że wielu jakby zaczęło się wstydzić swoich
patriotycznych i katolickich reakcji, poddało się tej presji. Zupełnie
niepotrzebnie, gdyż o tym wydarzeniu trzeba mówić, trzeba do niego
wracać tak, jak nie lękali się nasi ojcowie mówić o Cecorze czy
Maciejowicach.
Dziękuję za rozmowę.
