Moralność mocnym punktem odniesienia

W obliczu nadchodzących wyborów warto, a nawet trzeba pamiętać o tym, że
głosujemy nie na "przystojność" kandydata, nie na jego elokwencję,
wygląd czy stan majątkowy. Nie głosujemy i nie powinniśmy głosować wbrew
komuś, ponieważ uraziła nas np. jakaś miniona pragmatyczna koalicja. Nie głosujemy
na kandydata, dlatego że deklaruje się jako katolik, a w rzeczywistości jest
jednak człowiekiem o bardzo niekatolickich poglądach (takie stanowisko
zaprezentowali np. obaj pretendenci do prezydentury w prawyborach partyjnych). Głosujemy
na wartości. Głosujemy na Polskę, o ile jest ona dla nas najważniejsza w
sferze doczesnej.

Tegoroczne wybory prezydenckie są dokonywane w bardzo złożonym i dramatycznym
kontekście bieżących wydarzeń. Oddając głos na danego kandydata, opowiemy
się jednocześnie za kanonem wartości kształtujących wizję Polski. Są to
wreszcie wybory, którym towarzyszy atmosfera zniechęcenia części wyborców
do polityki w ogólności, a wobec polityków w szczególności. Może to rodzić
pokusę bierności, rezygnacji z udziału w tak ważnej elekcji. Tym bardziej że
słowo "polityka" pozostaje wciąż słowem jakby dotkniętym odium
brudu, nieczystości, zła. Wydawać się może, że dystans wobec polityki jest
czymś szlachetnym i cnotliwym. Nic bardziej błędnego. Udział w wyborach to
obowiązek moralny obywatela katolika, a właściwie oddany głos jest wyrazem
integracji wiary i moralności. Złożoność bieżącego kontekstu wyborów
buduje kilka faktów różnych pod względem ciężaru gatunkowego. Sądzę, że
warto wskazać kilka z nich.

Rocznica Sierpnia ’80
To może najmniej znany i najmniej przypominany kontekst wyborów prezydenckich
2010 roku. Warto jednak przywołać tę trzydziestoletnią perspektywę naszej
współczesnej historii. Najpierw po to, by uświadomić sobie dziedzictwo tego
czasu – wartości solidarności, sprawiedliwości społecznej i suwerenności państwowej.
One były wówczas wypowiedziane jako program, jako zadanie, jako misja
narodowa, w której chcieliśmy uczestniczyć. O cenie tych wartości świadczy
fakt męczeńskiej śmierci błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Z
drugiej strony, ta rocznica uprzytamnia, jak bardzo niewiele wiemy o
rzeczywistych mechanizmach i motywach ówczesnych porozumień. Wybór dokonany w
2010 r. może wskazać, czy zgodzimy się na amnezję narodową, czy chcemy cenić
pamięć narodową.

Klęska powodzi
To może najbardziej praktyczny kontekst tegorocznych wyborów. W cieniu
tragedii ludzkich toczy się kampania wyborcza. Warto zauważyć, że ta klęska
oznacza pośrednio kryzys państwa polskiego. Po raz kolejny przekonujemy się,
że mobilizacja obywatelska, działalność charytatywna kompensuje brak działalności
państwa. Państwo polskie kierowane przez obecny rząd nie raczy interweniować
w sferze kryzysowej, natomiast wyciąga łapy w stronę rodziny i dziecka,
niszcząc zasadę pomocniczości i usiłując zawłaszczyć dziecko wbrew woli
rodziców. To przejaw kryzysu rządów polityków, którzy potrafią w sferze władzy
wykazać daleko idącą solidarność wobec "Mira",
"Grzesia", "Rycha", "Zbycha", a jednocześnie
zostawiają obywateli na wolnym rynku tragedii.

Katyń – Smoleńsk 2010
To najbardziej konkretny kontekst i przyczyna sprawcza tegorocznych
przyspieszonych wyborów. Nie sposób nawet wyliczyć podstawowych aspektów tej
tragedii. Ale także nie sposób uczynić tego dlatego, że państwo polskie
okazało bezprzykładną inercję w wyjaśnieniu katastrofy prezydenckiego
samolotu. Dwa miesiące po tragedii brak nawet rzeczowo postawionych hipotez
dotyczących jej przyczyn (poza oskarżeniami osób w niej poległych). Nie mamy
zabezpieczonych dowodów, oryginalnych nagrań (chyba że kogoś satysfakcjonuje
"kopia o wartości oryginału"). Bezprzykładną i wołającą o pomstę
do nieba – w najbardziej dosłownym znaczeniu – jest arogancja władz państwowych
wobec ciał ofiar, których pochówku w sposób godny nie zabezpieczono.
Bezprzykładne jest bezgraniczne zaufanie i wdzięczność Rosjanom, wyrażające
się w symbolicznym wręcz kontekście – rzecznik polskiego rządu przeprasza po
rosyjsku za pomylenie Rosjan, którzy okradli ofiary tragedii. Strona rosyjska
zapewnia, że przeprosi wtedy, gdy przyłapanym na złodziejstwie rosyjskim żołnierzom
wyrokiem sądu zostanie dowiedziona wina.
Tych kilka przykładów pokazuje presję wydarzeń, które zniechęcają. Bo można
czuć rozgoryczenie, że po trzydziestu latach od Sierpnia ’80 jego ideały
zostały zapomniane, a solidarność odrodzona w 2010 r. na Krakowskim Przedmieściu
w Warszawie spotkała się z ostracyzmem "autorytetów". Można czuć
zniechęcenie, gdy państwo nie było w stanie zapobiec klęsce powodzi, a następnie
pomóc poszkodowanym. Bardziej można było liczyć na sąsiedzką pomoc niż na
wsparcie władz państwowych, zajętych hasłem "zgoda buduje" – choć
to nie ona sama z siebie postawi nowe mieszkania, odbuduje drogi. Tym bardziej
że zgody nie ma i być nie może, dopóki nie zostanie ona oparta na prawdzie –
tej, która dotyczy Katynia 2010.
Może zatem po prostu nie warto uczestniczyć w wyborach, skoro – przywykliśmy
do słów powtarzanych jak mantra – przecież i tak nic się nie zmieni…

Fundamenty nie do negocjacji
W 2002 r. ukazała się watykańska instrukcja Kongregacji Nauki Wiary
"Nota doktrynalna o niektórych aspektach działalności i postępowania
katolików w życiu politycznym". Dokument ten, zwany roboczo
"Katolicy i polityka", przypomina, że współczesna demokracja to zarówno
pewien mechanizm, jak i treść. Jest zatem rzeczą ważną, że demokracje współczesne
zawierają elementy techniki wyłaniania władzy: wszyscy uczestniczą w
kierowaniu sprawami publicznymi w klimacie prawdziwej wolności, poprzez głosowanie
mogą wybierać prawodawców i rządzących, mogą też kształtować orientacje
polityczne oraz legislacyjne opcje. Jednak przedmiotem szczególnej uwagi watykańskiej
instrukcji są treści etyczne funkcjonujące w danych społeczeństwach. To właśnie
wokół tych treści toczy się spór polityczny, ponieważ ogólny model
demokracji jest ukonkretniany w realnej przestrzeni dynamicznie zmieniającego
się świata. Kongregacja stwierdza wprost: "Społeczeństwo obywatelskie
znajduje się obecnie w centrum złożonego procesu kulturowego, który ukazuje
koniec pewnej epoki i zarazem zdradza niepewność w obliczu pojawiających się
na horyzoncie nowych czasów". Obok pozytywów obecny czas niesie także
negatywy, a zwłaszcza relatywizm kulturowy, teoretyczne ujęcie i obronę
etycznego pluralizmu, obalenie i rozkład rozumu oraz zasad naturalnego prawa
moralnego. W ten sposób dochodzi do konfrontacji tezy, że pluralizm etyczny
jest warunkiem pogodzenia demokracji z nauczaniem Kościoła, które nie uznaje
pluralizmu etycznego. Jest to bez wątpienia jeden z punktów zapalnych współczesnego
świata.
Jak często słyszymy zdania formułowane wedle wzoru: "Dzisiaj czasy się
zmieniają, jedni uznają to za wartość, inni coś innego…", "Żyjemy
w społeczeństwie demokratycznym, Kościół musi to uznać…", "Nie
mam nic przeciwko obrońcom życia, ale kobiety też mają rację, gdy domagają
się prawa do wolnego decydowania o swoim życiu, o własnej ciąży…",
"Trzeba, aby Kościół opowiedział się wreszcie po stronie tych małżeństw,
które kochają się, a nie mogą mieć dzieci inaczej jak tylko drogą in
vitro…".
Decyzje etyczne zależą tylko od ciebie – taki wniosek płynie z tych rozważań.
Otóż problem zaczyna się wówczas, gdy taka subiektywistyczna teza znajdzie
odzwierciedlenie w programie politycznym, najczęściej jako propozycja ustawy.
Tak rodzą się w kampaniach wyborczych pomysły legalizacji związków jednopłciowych
(obok małżeństw tradycyjnych), przyznania praw rodzicielskich gejom (obok
respektu dla tradycyjnej rodziny), wprowadzenia prawa do "aborcji na życzenie"
(obok enigmatycznego i ogólnikowego zapisu o "prawie do życia"),
prawa do legalizacji i finansowania zapłodnienia in vitro. Nota stwierdza
jednoznacznie: "Moralny relatywizm jest szkodliwy dla demokratycznego życia,
które potrzebuje prawdziwych i trwałych fundamentów, to znaczy etycznych
zasad, które z racji swej natury i roli, jaką pełnią w życiu społecznym,
nie mogą być 'przedmiotem negocjacji’".
Owe prawdziwe i trwałe fundamenty – zdaniem Kościoła, który jest chyba
dzisiaj jedyną instytucją mającą odwagę je głosić – to postawienie
mocnego punktu odniesienia, jakim jest godność osoby ludzkiej. Dodajmy,
niezwykle konsekwentnie i logicznie potraktowana. Dlatego w świecie polityki, w
którym deklaruje się godność osoby ludzkiej, a zarazem niszczy się życie
poczęte, manipuluje w sferze wychowania, debatuje nad wykorzystywaniem embrionów
i płodów do eksperymentów medycznych; w tym świecie nota watykańska jasno
kreśli istotę "moralnego ładu dotyczącego integralnego dobra ludzkiej
osoby".

Polityka jako zabezpieczenie prawdy o człowieku
Wiele mówi się i pisze o właściwym rozumieniu polityki. Przed wielu laty Jan
Paweł II w rozmowie z André Frossardem zwrócił uwagę, że samo określenie
"polityka" jest co najmniej dwuznaczne: "Wedle tradycji
arystotelesowskiej 'polityka’ oznacza mniej więcej tyle, co 'etyka społeczna’.
Wedle nowożytnego rozumienia jest ona raczej 'techniką sprawowania władzy’ –
techniką, na której poważnie zaciążył utylitaryzm, jak o tym świadczy np.
głośny traktat Machiavellego. W pierwszym znaczeniu 'polityka’ oznaczałaby
także 'sprawiedliwość społeczną’, natomiast w drugim – nie. Jeśli Kościół
zabiera głos w sprawach 'politycznych’, to czyni to w imię swego posłannictwa
nauczycielskiego, które obejmuje z zasady 'sprawy wiary i moralności’, stosując
wykładnię tego prawa moralnego, które wprost zawiera się w Ewangelii lub też
w niej znajduje swe potwierdzenie. W tym znaczeniu naucza 'etyki społecznej’,
pozostawiając ludziom kompetentnym samą technikę sprawowania władzy –
owszem, wyrażając stale swą nauczycielską i pasterską troskę o to, ażeby
owa technika sprawowania władzy nie miała charakteru utylitarystycznego, ale służyła
sprawiedliwości społecznej, czyli dobru wspólnemu członków wspólnoty
politycznej. 'Sprawiedliwość społeczna’ oraz 'dobro wspólne’ nie oznaczają
ściśle tego samego, niemniej są to pojęcia zbliżone i spójne – oba bowiem
wskazują na taki układ stosunków w życiu społecznym, w którym
transcendentny charakter osoby ludzkiej doznaje zasadniczego
zabezpieczenia".
Owo zabezpieczenie transcendentnego charakteru osoby ludzkiej to – jak wyjaśnia
sam Jan Paweł II – dawanie świadectwa prawdy o człowieku. W tym obszarze Kościół,
wszyscy wierni – zarówno świeccy, jak i duchowni – mają nie tylko przywilej,
ale obowiązek zaangażowania.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz

Autor jest teologiem moralistą, wykładowcą na Uniwersytecie Adama Mickiewicza
w Poznaniu oraz w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

drukuj