Superstacja ocenia wiarygodność TVP

Jako nieobiektywny i
stronniczy socjologowie i specjaliści z zakresu psychologii marketingu
politycznego oceniają raport dotyczący monitoringu mediów publicznych
opracowany na zlecenie Fundacji im. Stefana Batorego. Koordynatorem
projektu jest Wojciech Mazowiecki, szef rady programowej komercyjnej
Superstacji, syn Tadeusza Mazowieckiego zasiadającego we władzach
Centrum im. prof. Bronisława Geremka, sponsorowanego z kolei przez
Fundację Batorego.

Jak czytamy w raporcie z 16 czerwca br.
opublikowanym na stronie internetowej Fundacji Batorego, monitoring
kampanii wyborczej w serwisach informacyjnych TVP objął okres od 31 maja
do 13 czerwca br. Raport został przygotowany na podstawie analizy
czterech serwisów informacyjnych TVP, najpopularniejszych pod względem
oglądalności w danym kanale i wyemitowanych w tygodniach: 31 maja – 6
czerwca oraz 7-13 czerwca. Monitorowane serwisy to: główne wydanie
„Wiadomości” w TVP 1, „Panoramy” w TVP 2, „Teleexpressu” w TVP 1 oraz
„InfoSerwisu” w TVP 3.
W dokumencie opracowanym przez grupę
socjologów na zlecenie Fundacji Batorego najczęściej prezentowanym w
monitorowanych serwisach TVP kandydatem był Bronisław Komorowski. Drugi
pod tym względem był Jarosław Kaczyński. Na trzecim miejscu znalazł się
Grzegorz Napieralski. Czasy pozostałych kandydatów, oprócz Waldemara
Pawlaka, są marginalne. Jak podaje raport, Bronisław Komorowski był też
najczęściej krytykowanym kandydatem w monitorowanych serwisach TVP. Aż
63 proc. czasu jego prezentacji miało charakter negatywny, pozytywny zaś
jedynie 2 procent. Z kolei częściej niż inni pozytywnie przedstawiani
byli w omawianym tygodniu Grzegorz Napieralski (55 proc.) i Jarosław
Kaczyński (40 proc). Ogólna konkluzja raportu jest następująca:
telewizja publiczna rządzona przez PiS i SLD faworyzuje tylko swoich
kandydatów kosztem kandydata Platformy Obywatelskiej.
Raportem z
monitoringu mediów publicznych ekscytuje się „Gazeta Wyborcza”. W
artykule „Polowanie na gajowego” stawia tezę, że im bliżej wyborów, tym
więcej mówi się o Komorowskim, ale mówi się źle. Szkopuł w tym, że
wiarygodność raportu jest wyjątkowo niska. Koordynatorem projektu jest
nie kto inny jak Wojciech Mazowiecki, szef konkurencyjnej wobec mediów
publicznych Superstacji, były sekretarz i kierownik działu gospodarczego
„Gazety Wyborczej”.
Już w styczniu tego roku Mazowiecki pisał
krytycznie o „Wiadomościach” TVP 1, których sposób informowania nazwał
„słupkowym standardem informowania”, a tę telewizję określił mianem
medium manipulującego i najbardziej uzależnionego od polityków koalicji
PiS – SLD.
Zastrzeżenia socjologów budzi też metodologia opracowania
raportu. Otóż został do niego dołączony tzw. formularz oceny. Dotyczy
on wyłącznie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Jak zapewniła nas Anna
Plewicka-Szymczak, wczoraj miał się ukazać także formularz dotyczący
kandydata PO. Kiedy jednak przyjrzymy się formularzowi odnoszącemu się
do kandydata PiS, widać wyraźnie, że autorzy raportu nie ograniczyli się
tylko do samych wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, ale do czasu mu
przypisanego zaliczono też wypowiedzi innych osób kojarzonych z PiS. I
tak wymienia się tu Joannę Kluzik-Rostkowską, jest też przytoczona
krytyczna wypowiedź Antoniego Macierewicza o działaniach rządu w sprawie
katastrofy smoleńskiej czy też wypowiedź Zofii Romaszewskiej
ubiegającej się z ramienia PiS o stanowisko rzecznika praw
obywatelskich.
Jak zauważa dr Marcin Zarzecki z Instytutu Socjologii
Uniwersytetu Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Warszawie, dobra metoda
badawcza to taka, kiedy wszystkie obiekty, w tym wypadku wszyscy
kandydaci, podlegają tym samym regułom analizy pomiarowania. Jeżeli więc
jeden z kandydatów został albo wyróżniony, albo niedoceniony – jest to
metodologia niepoprawna.
Raport został opublikowany 16 czerwca, więc
zaledwie na kilka dni przed ciszą wyborczą. Jak zapewnia
Plewicka-Szymczak, przed wyborami mają się ukazać formularze oceny
innych kandydatów. Tyle że do wyborów pozostały zaledwie dwa dni, cisza
wyborcza obowiązuje od godziny 24.00 z piątku na sobotę.
Jak zauważa
Krzysztof Lorenz, dyrektor zespołu kontroli i finansowania partii
politycznych i kampanii wyborczych Państwowej Komisji Wyborczej,
wszelkie materiały, które zostały wprowadzone do obiegu przed początkiem
ciszy wyborczej, „mogą pozostać tam, gdzie były”. Dotyczy to wszelkich
materiałów w formie plakatów, billboardów czy też tych zamieszczonych w
internecie. Jeżeli materiał ma charakter agitacyjny, może być emitowany
do północy z piątku na sobotę. Jeżeli nie – nie podlega regulacjom
dotyczącym prowadzenia kampanii wyborczej i może być publikowany
kiedykolwiek. Jak wyjaśnia Lorenz, materiały agitacyjne to te, które są
kierowane do odbiorców w celu wpłynięcia na ich sposób głosowania. Jak
zapewnia Fundacja Batorego, materiały związane z raportem będą
zamieszczone na stronie internetowej na stałe. Za tydzień ukaże się
kolejny raport, który ma być publikowany w cyklu tygodniowym, do drugiej
tury wyborów.
Zdaniem socjologów, raport może mieć jednak wpływ na
głosy wyborców. Badania takie zawsze wywierają wpływ szczególnie na
osoby niezdecydowane, które decyzję o głosowaniu podejmują na krótko
przed wyborami. W ocenie ekspertów, koordynacją badań nie powinna
zajmować się osoba związana z mediami czy też znana z krytycznych
wypowiedzi wobec któregoś z kandydata.
Jak stwierdza Zarzecki, w
przeciwnym razie rodzi się pytanie, na ile taka osoba była w stanie
zawiesić swoje preferencje wyborcze przy ocenie i analizie danych. – Czy
firmuje on swoim nazwiskiem całą inicjatywę, czy też dokonuje jakiegoś
wpływu na zespół badawczy – ocenia socjolog. – Z punktu widzenia
logicznego wydaje się, że jeżeli dana osoba publicznie manifestuje swoje
preferencje wyborcze, to zawsze w jakiś sposób może wywierać wpływ na
rezultaty badań. Jest to możliwe – dodaje.
Jak zaznacza prof.
Wojciech Cwalina, specjalista z zakresu psychologii marketingu
politycznego ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie,
raportów dotyczących mediów nie powinien pisać ani koordynować pracy nad
nimi ktoś, kto jest z mediami powiązany. Grozi to bowiem utratą
obiektywizmu.
Fundacja im. Stefana Batorego należy do sponsorów
Centrum im. prof. Bronisława Geremka, w którego władzach zasiada m.in.
były premier Tadeusz Mazowiecki, ojciec Wojciecha Mazowieckiego.

Anna
Ambroziak


drukuj