Jastrzębie to za mało

Wprawdzie liczba posiadanych przez nasze lotnictwo samolotów jest nieco
większa, ale średni poziom sprawności F-16 waha się w granicach 70 procent,
a i migi wymagają równie częstych napraw. Wprawdzie Ministerstwo Obrony
Narodowej planuje nabyć 16 samolotów szkolno-bojowych, ale ich użyteczność
w walce jest stosunkowo niewielka. Niewykluczone, że zadania Su-22 wypełniać
będą kolejne F-16, ale na nowe maszyny raczej nas nie stać. Z kolei ich
remonty są kosztowne, bo producent zgodził się na serwis tylko i wyłącznie
w USA.

W polskich Siłach Powietrznych swoją służbę kończą samoloty Su-22, które
po raz pierwszy wzbiły się w polskie niebo w 1984 roku. Obecnie mamy trzy
eskadry latające na tej sowieckiej konstrukcji. To 7. i 40. Eskadra Lotnictwa
Taktycznego (stacjonują w 21. Bazie Lotniczej w Świdwinie) oraz 8. ELT
(stacjonuje w 12. Bazie Lotniczej w Mirosławcu). Samoloty teoretycznie mogłyby
jeszcze służyć, ale przez lata ich użytkowania nie zadbano o ich modernizację.
Najpierw liczono, że zostaną szybko zastąpione zachodnimi samolotami
wielozadaniowymi. Później, kiedy wiadomo było, że Polska będzie miała swój
udział w NATO, zapadła decyzja o doposażeniu części floty, a na zachodnie
maszyny pieniędzy nie znaleziono. W latach 1993-1994 modernizacji ok. 50
samolotów Su-22 miały dokonać firmy izraelskie. Proponowano m.in. wymianę
wyposażenia kabiny, zainstalowanie żyroskopu laserowego, termowizyjnego
systemu obserwacji, nowego systemu kierowania bronią. Modernizacja oznaczałaby
przedłużenie całkowitego resursu samolotów do 25 lat lub 2500 godzin użytkowania.
Projekt jednak uznano za zbyt drogi. W 1995 roku swoje oferty składali także
Rosjanie i Francuzi, bez skutku. W efekcie jeszcze latające maszyny (jest ich
48) do końca 2012 roku będą sukcesywnie znikać z polskiego nieba… a następców
dla tego typu samolotów jak dotąd nie widać.
Siły Powietrzne dysponują też samolotami MiG-29 wyprodukowanymi w latach
1988-1990. Rozpoczęty w połowie roku 2000 program przejścia samolotów na
eksploatację według stanu technicznego z jednoczesnym wydłużeniem ich
resursu technicznego umożliwi im służbę do 2028-2030. Samoloty te podlegały
modernizacji w zakresie dostosowania do standardów obowiązujących w NATO, jak
również wymogów Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego. Posiadają
systemy nawigacji TACAN oraz GPS, systemy lądowania VOR/ILS umożliwiające
starty i lądowania w każdych warunkach atmosferycznych oraz system
identyfikacji "swój-obcy". Obecnie mamy jeszcze 31 takich samolotów.
Na wyposażeniu SP znajdują się też amerykańskie F-16. Pierwsze egzemplarze
trafiły do Polski w listopadzie 2006 roku. Polska zamówiła łącznie 48 tych
maszyn w wersji Advanced Block 52 (w tym 36 samolotów jednomiejscowych F-16C
oraz 12 dwumiejscowych F-16D). Samoloty od początku budziły kontrowersje w związku
z brakami odpowiedniej bazy szkoleniowej oraz kłopotliwymi remontami, które
mają odbywać się w Stanach Zjednoczonych (Amerykanie nie zgodzili się, by
samoloty przechodziły naprawy w Polsce lub Turcji). Jak ocenia dowództwo Sił
Powietrznych, "awarie zdarzają się w każdym sprzęcie na świecie, zwłaszcza
tak skomplikowanym technologicznie jak nowoczesne samoloty. W praktyce oznacza
to tylko tyle, że średni poziom sprawności polskich maszyn utrzymuje się na
poziomie ok. 70 proc., co nie odbiega od doświadczeń krajów użytkujących
F-16.
Po wycofaniu Su-22 Siły Powietrzne pozostaną z 48 egzemplarzami F-16 (biorąc
pod uwagę zakładaną średnią awaryjność i niezbędne remonty, stałą
gotowość bojową utrzymywać będzie ok. 30 takich maszyn) oraz z 31 migami
(jeśli będą się psuły jak F-16, można liczyć na ok. 20 stale sprawnych
maszyn). Liczba samolotów chroniących naszych granic może się jeszcze
zmniejszyć, jeśli te będą brały udział w zagranicznych misjach – wówczas
gotowość bojową w kraju może utrzymywać mniej więcej połowa posiadanych
samolotów. Tymczasem według szacunków do obrony polskiego nieba potrzeba ok.
90-100 samolotów bojowych. Oznacza to, że po wycofaniu Su-22 należałoby
zakupić ok. 20 nowych samolotów wielozadaniowych.
– Nie ma wątpliwości, że trzeba szukać nowych samolotów. Były takie plany,
by utrzymać eskadry latające obecnie na Su-22, by obsługiwały inne samoloty,
ale na razie nie ma szans na zakup nowych maszyn – ocenił znawca lotnictwa
wojskowego. Wśród dotychczas rozważanych rozwiązań padała propozycja
zakupu używanych F-16. Tu łakomym kąskiem mogłyby być belgijskie samoloty.
– Belgowie wypracowali dobry system i potrafią utrzymywać średni poziom
sprawności tych maszyn w granicach 90 proc. – ocenił ekspert. To rozwiązanie
wymagałoby jednak stworzenia w Polsce odpowiedniej bazy serwisowej.
Teoretycznie są szanse, by taka baza powstała w Bydgoszczy, ale wymaga to zarówno
czasu, jak i nakładów finansowych. Opłacalność takiej inwestycji byłaby też
wyższa, gdyby w takim ośrodku naprawy przechodziły F-16 będące na
gwarancji. Z pewnością Su-22 nie zastąpią samoloty szkolno-bojowe, których
zakup (16 sztuk) planuje MON. Wprawdzie mają one być przystosowane do
realizacji zadań bojowych, ale ich potencjał będzie niewielki. – Wiadomo, że
w czasie wojny lata się wszystkim, ale tu chodzi o samoloty do wsparcia wojsk lądowych,
by tak jak Su-22 mogły atakować cele naziemne. F-16 jest samolotem
wielozadaniowym, który z powodzeniem może wykonywać takie misje – ocenił
ekspert pragnący zachować anonimowość. Jego zdaniem, nie należy jednak być
zbyt optymistycznym, bo przetarg na samoloty szkolno-bojowe jest obiecywany już
od kilku od lat i jego realizacja może być trudna. – Nie sądzę, by tym razem
zakupy odbyły się szybko, szczególnie że czeka nas kupno samolotów dla VIP-ów.
Z drugiej strony potrzeba jest nagląca, bo samoloty Iskry się powoli "kończą"
– dodał. Jeśli już jednak mielibyśmy swój ośrodek szkoleniowy, to dobrze
byłoby, aby nie służył on tylko polskim siłom, ale zarabiał na swoje
utrzymanie i szkolił pilotów zagranicznych. Do tego trzeba jednak mieć
odpowiednie zaplecze sprzętowe i dobry system szkolenia. W ocenie eksperta,
przy braku pieniędzy może okazać się, że MON zrezygnuje z zakupu samolotu
szkolno-bojowego, a szkolenie pilotów zostanie przeniesione zagranicę, a takie
pomysły pojawiają się już od jakiegoś czasu.
W ocenie gen. Jana Baranieckiego, byłego zastępcy dowódcy Wojsk Lotniczych
Ochrony Powietrznej, obecna sytuacja polskich Sił Powietrznych jest bardzo zła.
Jego zdaniem, dziś należałoby przede wszystkim postawić na szkolenie pilotów,
by mogli latać na F-16, i na stworzenie własnego samolotu szkoleniowego. Jak
podkreślił, nie warto teraz inwestować w samoloty typu MiG i związane z nimi
zaplecze logistyczne – owszem, można je utrzymywać jeszcze własnymi siłami i
wykorzystywać, ale MON powinno już myśleć o zakupie nowych samolotów F-35,
które w przyszłości powinny zastępować posiadane F-16. – Niepotrzebne są
nam używane samoloty, których ktoś się pozbywa. Mamy nowoczesne F-16 i dziś
przede wszystkim trzeba szkolić pilotów, tak by na każdy samolot przypadało
ich trzech. Mamy 12 dwumiejscowych F-16, trzeba je wykorzystać do szkoleń. To,
co mamy na razie, wystarczy; i tak F-16 nie jest w pełni wykorzystywany. Efekt
będzie taki, że nie zużyjemy ich resursów. Samoloty się zestarzeją i będziemy
je kasować jako prawie nowe – dodał. W ocenie gen. Baranieckiego, przez najbliższe
2-3 lata (po lekkiej modernizacji) będzie można jeszcze wykorzystywać do
szkoleń samoloty typu TS-11 Iskra, ale nie warto inwestować w nowe samoloty
zagranicznej produkcji (czy to T-50, czy M-346). – Uważam, że obecnie nie ma
na świecie dobrych samolotów szkoleniowych. Dlatego warto sięgnąć do wiedzy
zgromadzonej przez Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych i na tej podstawie
opracować własny, dobry projekt. Moim zdaniem, jesteśmy zdolni w ciągu tych
2-3 lat opracować lepszy szkolny samolot niż te proponowane na rynku. Dlaczego
nikt nie uważa, że w Polsce można produkować nowoczesne samoloty? – dodał.
Generał Baraniecki uznał też, że Polska docelowo powinna posiadać ok. 70
nowoczesnych samolotów, które będą w pełni wykorzystywane.

Marcin Austyn

drukuj