Narzędzie terroru już działa

Czytelnicy „Potopu” z
pewnością pamiętają scenę, jak to Charłamp melduje hetmanowi
Czarnieckiemu, w jaki sposób Szwedzi wydostali się z saka w widłach
Wisły i Sanu. Gdy doszedł do tego, jak z wielkim hałasem zaczęli budować
most, hetman wpadł mu w słowo, dodając: „Tymczasem most był pozór, a
przeszli poniżej przez inny i z boku was zaszli?”. – „To wasza
dostojność miała już relację?” – wyjąkał zdumiony Charłamp.
8 czerwca
weszła w życie nowelizacja kodeksu karnego, wprowadzona ustawą z 5
listopada 2009 roku, która między innymi obejmuje zmianę art. 256.
Przepis ten pierwotnie przewidywał karę grzywny, ograniczenia wolności
albo więzienia do lat dwóch za propagowanie „faszystowskiego lub innego
totalitarnego ustroju” lub za „nawoływanie do nienawiści na tle różnic
narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, albo ze względu na
bezwyznaniowość”. 

Nowelizacja objęła taką samą karą nie tylko
„propagowanie” lub „nawoływanie”, ale również „produkowanie, utrwalanie,
sprowadzanie, nabywanie, przechowywanie, posiadanie, prezentowanie,
przewożenie lub przesyłanie druków, nagrań lub innych przedmiotów
zawierających wyżej wymienioną treść, albo będących nośnikiem symboliki
faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”. Kodeks czyni
wyjątek w przypadkach, gdy ktoś dopuszcza się „propagowania”,
„nawoływania”, „produkowania”, „utrwalania”, „sprowadzania”,
„nabywania”, „przechowywania”, „posiadania”, „prezentowania”,
„przewożenia” lub „przesyłania” w ramach „działalności artystycznej”,
„edukacyjnej”, „kolekcjonerskiej” lub „naukowej”.
Z pozoru
nowelizacja wprowadza symetrię między propagowaniem faszyzmu i
komunizmu, ale kilka znaków na niebie, a zwłaszcza na ziemi, wskazuje,
że może to być tylko pozór, bo tak naprawdę chodzi o osiągnięcie dwóch
celów: po pierwsze – o drastyczne ograniczenie zarówno wolności słowa
(karalność „propagowania” i „nawoływania”), swobody zawierania umów
(penalizacja „produkowania”, „sprowadzania”, „nabywania”) i prawa
własności (karalność „posiadania” – przede wszystkim książek) obywateli,
po drugie – o jednoczesne gwałtowne rozszerzenie uprawnień biurokracji i
policji, bo w praktyce to policja lub prokuratura, lub tak zwane
niezawisłe sądy będą decydowały o tym, co jest działalnością
„artystyczną”, „edukacyjną”, „kolekcjonerską”, a nawet „naukową”. Krótko
mówiąc, pod pretekstem walki z totalitaryzmem umacnia totalniactwo – bo
rozszerzanie uprawnień policji i państwowej biurokracji kosztem
wolności obywatelskich jest właśnie totalniactwem. Drugim celem,
nieudolnie kamuflowanym intencją osiągnięcia symetrii między „faszyzmem”
a „komunizmem”, jest stworzenie dodatkowego narzędzia terroru wobec
osób podejrzewanych lub oskarżanych o „nienawiść” na tle
„narodowościowym”, „etnicznym” lub „rasowym”.
Oto bowiem już
następnego dnia po wejściu wspomnianej nowelizacji w życie z inicjatywy
Departamentu Kontroli Skarg i Wniosków MSWiA odbyło się seminarium z
udziałem aktywu stowarzyszenia przeciw antysemityzmowi i ksenofobii
Otwarta Rzeczpospolita na temat „metodologii zbierania danych o
zjawiskach dyskryminacyjnych, ksenofobicznych i rasistowskich”, czyli – w
przełożeniu na język ludzki – na temat udoskonalenia systemu
donosicielstwa, czemu ma służyć między innymi wprowadzenie specjalnego
formularza dla konfidentów z „organizacji pozarządowych”. Jak zauważył
Przemysław Wiszniewski z Otwartej Rzeczypospolitej, ma to służyć
„profilaktyce”, to znaczy – mówiąc po ludzku – sterroryzowaniu obywateli
i opinii publicznej, żeby nikt nie ośmielił się nawet pisnąć bez
pozwolenia prokuratury czy policji, które będą merytorycznie oświecane
przez aktyw partyj… tzn., pardon, oczywiście przez aktyw
stowarzyszenia. Ponieważ w prawdziwym centrum władzy państwowej,
podobnie jak w Otwartej Rzeczypospolitej, uczestniczą utrzymankowie
„filantropa”, to nie ulega wątpliwości, że propagatorom „komunizmu” nikt
nie zrobi najmniejszej krzywdy, zwłaszcza że w krajach Unii
Europejskiej partie komunistyczne działają legalnie, a skoro tak – to
znaczy, że pewnego dnia mogą przejąć tam władzę. A skoro tam – to
znaczy, że u nas też. W tej sytuacji nieudolne usiłowanie autorów
nowelizacji stworzenia wrażenia symetrii między „faszyzmem” i
„komunizmem” wygląda na działanie pozorne, mające ukryć cel rzeczywisty,
zgodny z intencjami Zakonu Synów Przymierza, czyli loży B’nai B’rith,
której reaktywacja we wrześniu 2007 roku spotkała się w wielu kręgach z
tak radosnym przyjęciem.

 

Stanisław Michalkiewicz

drukuj