Krajobraz jak po wojnie

Fala kulminacyjna wpada do Bałtyku, a woda ustępuje ze wszystkich
zalanych terenów. Mieszkańcy i samorządy, głównie z południa kraju,
szacują straty, jakie spowodowała powódź. Te w wielu gminach są ogromne i
likwidacja szkód może zająć kilka lat.

Jak informuje
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, stany alarmowe na Wiśle są
przekroczone na odcinku Toruń – Tczew i mogą się utrzymać jeszcze przez
kilka dni. W Lubuskiem Odra i Warta utrzymywały się powyżej stanów
alarmowych, ale woda systematycznie opada. Jednak w związku z burzami
możliwe są lokalne wzrosty poziomu rzek. W wyniku powodzi i podtopień
wciąż uszkodzonych i zamkniętych jest kilka odcinków dróg w różnych
częściach Polski. Na Podkarpaciu zamknięta jest dla ruchu droga krajowa
nr 73 na odcinku Kamienica Dolna – Kołaczyce, nieprzejezdna jest także
droga krajowa nr 77 między Sandomierzem a Gorzycami. W Małopolsce na
drodze krajowej nr 87 nieczynny jest odcinek z Piwnicznej do Podolnik, z
kolei na Pomorzu z uwagi na wysoki stan Wisły została zamknięta
przeprawa promowa w Korzeniowie. Jak podkreśla Paweł Frątczak, rzecznik
prasowy komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej, na zalanych
obszarach, głównie na Podkarpaciu, w Świętokrzyskiem, Lubelskiem i na
Mazowszu, strażacy wypompowują wodę z zalanych obiektów i pól. – Są to
potężne obszary, z których trzeba wypompować nawet do 5 mln m sześc.
wody – wyjaśnia Paweł Frątczak.
Tam, gdzie woda opada, powodzianie
próbują powrócić do normalnego życia. Nie jest to jednak łatwe, bo
dopiero teraz widać obraz spustoszenia. Ludziom brakuje wszystkiego:
począwszy od żywności, środków czystości, po ubrania, bo wielu uciekało
przed wodą tylko w tym, co mieli na sobie. Kiedy uda się uprzątnąć
szlam, posprzątać i przeprowadzić dezynfekcję i wykonać niezbędne
remonty, przyjdą kolejne potrzeby. Żeby powrócić do normalnego życia,
trzeba będzie wyposażyć mieszkania w sprzęt AGD, meble, bo to, co
zostało zalane, nadaje się tylko na śmietnik. Dlatego 6 tys. zł pomocy
rządowej to kwota zupełnie niewystarczająca.
W Tarnobrzegu, kiedy
opadła woda po pierwszej powodzi, na osiedlach straszył widok
zniszczonych płotów, zatopionych samochodów i zrujnowanych podwórek.
Wszystko to jednak nic w porównaniu z obrazem, jaki wyłania się teraz,
po zejściu drugiej fali. Ulice pokrywa cuchnąca, tłusta breja. Grozy
dodają rozstawione gdzie popadnie meble, których nie zdołano uprzątnąć z
ulic i podwórek przed nadejściem drugiej fali. Na niektórych niższych
terenach wypompowywanie wody z rozlewisk zajmie jeszcze co najmniej
tydzień. Potem sprzątanie, dezynfekcja, suszenie. Ludzie mają nadzieję,
że uda się wszystkie najpilniejsze prace przeprowadzić przed zimą. Nie
wszyscy jednak są optymistami, bo wielu ludzi nie ma po prostu już do
czego wracać.
Straty szacowane są także w Małopolsce. Jak powiedziała
nam Monika Frenkiel z biura prasowego wojewody małopolskiego, bilans
majowej i czerwcowej powodzi jest tragiczny. – Podczas powodzi pod wodą
znalazło się aż 645 miejscowości, trzeba było ewakuować blisko 9 tys.
osób, a straty sięgają 2 mld złotych. Zniszczenia i szkody powstałe w
wyniku przejścia pierwszej i drugiej fali powodziowej dotknęły Kraków,
Tarnów, Nowy Sącz, a ponadto 18 powiatów i 145 gmin, czyli około 70
proc. obszaru województwa małopolskiego – wyjaśnia Frenkiel. Woda zalała
228 szkół i 18 przedszkoli. Powódź zniszczyła też 3,2 tys. km dróg,
16,5 km torów kolejowych. Ponadto uszkodzonych zostało 18 mostów, kładek
i przepustów. Jak wynika z danych sanepidu w Małopolsce, zalanych
zostało ponad 7 tys. studni przydomowych, 30 wodociągów wyłączono z
eksploatacji, doszło do uszkodzenia 15 oczyszczalni ścieków oraz
zalanych zostało 8 cmentarzy. Lekarze są zdania, że nie powinno dojść do
wybuchu epidemii, ale apelują o zachowanie szczególnej higieny. Może
natomiast wzrosnąć liczba zakażeń pokarmowych.

Mariusz
Kamieniecki

drukuj