Na ubraniach mogły być ważne ślady
Z prof. Piotrem Kruszyńskim, karnistą z Uniwersytetu Warszawskiego,
rozmawia Jacek Dytkowski
Jakie pierwsze kroki śledcze powinny być podjęte w tego typu
katastrofach, jak ta z 10 kwietnia?
– Najważniejszą rzeczą jest
zabezpieczenie terenu, aby nikt inny, żadne osoby trzecie nie mogły go
penetrować. Owszem, w przypadku tragedii smoleńskiej śledczy rosyjscy to
uczynili. Jednakże uważam, że trwało to zbyt krótko, ponieważ po kilku dniach
każdy mógł sobie wejść na ten teren. Oczywiście był to błąd ze strony śledczych
rosyjskich. Natomiast przedstawiciele naszej prokuratury nie mieli w tej kwestii
decydującego głosu. Był to więc zasadniczy błąd ze strony Rosjan, bo miejsce
zdarzenia należało zabezpieczyć, aby ślady i dowody uchronić przed
zniekształceniem lub utratą.
Małgorzata Wassermann twierdzi, że podczas identyfikacji ciała jej
ojca Zbigniewa Wassermanna Rosjanie chcieli, żeby podpisała oświadczenie, iż
mogą spalić jego ubranie, bo są to strzępy pobrudzone krwią, benzyną i
błotem…
– Jeżeli rzeczywiście te ubrania zniszczono, to nie
postąpiono prawidłowo. To kolejny błąd, gdyż na tych fragmentach odzieży mogą
być ślady biologiczne, ślady krwi. To wszystko może mieć znaczenie. Jednak ślady
biologiczne to nie wszystko. W samolocie była rozprowadzona substancja
chemiczna. Jaka była tego przyczyna? Oczywiście nie jestem toksykologiem ani
chemikiem, natomiast powiem jedno, że na ubraniu ofiary mogły zachować się
bardzo ważne dla śledztwa ślady materialne, biologiczne, działania substancji
chemicznych i ognia. Dlatego też nie powinno się tego spalać. Nie wiem, w jakim
stanie były te rzeczy. Nie mogę rozstrzygać, czy w danym przypadku było
podobnie, czy też nie. Mogę tylko powiedzieć ogólnie, że zniszczenie resztek
ubrań na pewno nie jest prawidłowe.
Jak powinna wyglądać identyfikacja zwłok?
– Nie mogę
tutaj wchodzić w szczegóły, bo nie jestem medykiem sądowym. Natomiast powiem w
ten sposób, że jeżeli ciała zachowały się w możliwie dobrym stanie – a jak wiemy
z mediów, tak było w odniesieniu do kilkunastu ciał – trzeba było sporządzić
sekcję zwłok, dlatego że po ich obrażeniach można stwierdzić przyczynę zgonu, a
z tego można wywnioskować przyczyny katastrofy.
Wymagana jest zgoda ofiar na sekcję zwłok?
– Nie. Toczy
się śledztwo, a zostaje ono wszczęte, jeżeli istnieje podejrzenie popełnienia
czynu zabronionego, a takim mogło być sprowadzenie katastrofy. Trzeba uszanować
wolę rodziny, ale tutaj decydują prokurator i organa śledcze. Krewni ofiar nie
mają nic do powiedzenia. Zarówno o sekcjach zwłok, jak i o ekshumacjach decyduje
prokurator prowadzący śledztwo. Oczywiście przyzwoitość nakazuje nie naruszać
sfery uczuć intymnych rodziny, ale w takiej sytuacji decyzja leży po stronie
organów śledczych.
Czy nie jest problematyczny fakt, że polskie śledztwo będzie się
opierać na dokumentacji dostarczonej przez Rosjan?
– Tutaj jest
problem tzw. wąskiego gardła. Gospodarzem tego śledztwa jest Rosja, bo wypadek
zdarzył się na jej terenie. Mimo że zginął w nim Lech Kaczyński, prezydent
Rzeczypospolitej, oraz część elit z różnych opcji politycznych: Prawa i
Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Lewicy
itd., niemniej to Federacja Rosyjska prowadzi postępowanie. Polskie organa
śledcze i prokuratorzy w zasadzie występują tutaj trochę w roli petentów. Ale
tylko trochę, dlatego że nie zwalnia to ich absolutnie z domagania się
uczestniczenia w tych czynnościach. Jednak w ostatecznym rozrachunku Polska
zdana jest na dobrą wolę Rosji. Ale to nie może być żaden glejt i
usprawiedliwienie dla bierności polskiej prokuratury. Zresztą nie można takiego
zarzutu postawić naszym prokuratorom – oni tam działają. Ale gdyby polska
prokuratura czy Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych miała się zachować
na zasadzie: „skoro Rosjanie prowadzą śledztwo, to my nic nie robimy, tylko
czekamy na łaskę z drugiej strony”, wtedy oczywiście należałoby taką postawę
absolutnie skrytykować. Jednak obecnie nie mamy do czynienia z taką sytuacją,
odbywa się współdziałanie. Tym niemniej konkluzja jest jedna: w ostatecznym
rozrachunku to rosyjskie organa śledcze decydują o przebiegu śledztwa.
Ale materiał dowodowy jest własnością
Rzeczypospolitej…
– Zarówno wrak samolotu, jak i jego wyposażenie
są własnością Rzeczypospolitej. Jednak dopóki trwa śledztwo, to Rosja nimi
dysponuje. Mam nadzieję, że później zostaną one przekazane stronie polskiej. W
każdym razie tak powinno się stać.
Rodziny ofiar katastrofy powinny mieć wgląd do akt
śledztwa?
– Tak, oczywiście, ponieważ mają status pokrzywdzonych w
tej sprawie. Nie jestem specjalistą od rosyjskiej procedury karnej, ale w Polsce
byłoby tak, że do akt śledztwa mieliby oni dostęp, chociaż ostatnie słowo ma
prokurator. Zgodnie bowiem z kodeksem postępowania karnego on właśnie decyduje o
wglądzie do akt toczącego się postępowania. Może wprawdzie odmówić, ale
słyszałem deklaracje Andrzeja Seremeta, prokuratora generalnego, i płk.
Zbigniewa Rzepy z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, że nie będą stwarzać
problemów z dostępem do akt, co bardzo mi się podoba.
Dziękuję za rozmowę.
