To była elitarna załoga

Przesądzanie o błędzie pilotów prezydenckiego tupolewa jest
niepoparte dowodami – uważają eksperci lotnictwa. Nie zgadzają się oni z tezą
wysuniętą przez „Rzeczpospolitą”, jakoby załoga samolotu była zbyt młoda i zbyt
słabo wyszkolona. Jak zauważają, szukanie kozła ofiarnego nie prowadzi do
poznania prawdy. A jej dociekanie nie jest łatwe ze względu na skąpe dawkowanie
informacji. Klub PiS zamiast odpowiedzi na 20 adresowanych do premiera Donalda
Tuska pytań w sprawie katastrofy samolotu prezydenckiego odebrał póki co
połajankę od rzecznika rządu, jakoby już samo zgłoszenie tych wątpliwości było
elementem kampanii wyborczej.

Sobotnia publikacja „Rzeczpospolitej” obfitowała w zarzuty pod adresem załogi
prezydenckiego samolotu. Gazeta napisała m.in., że piloci Tu-154M, który rozbił
się 10 kwietnia pod Katyniem, byli zbyt młodzi (bo trzydziestokilkuletni), że
lecieli w tym składzie dopiero drugi raz oraz że nie mieli certyfikatu na
prowadzenie rozmów z kontrolerami lotów po rosyjsku.
Z tezą tą nie zgadzają
się jednak eksperci lotnictwa. Zdaniem gen. dyw. Anatola Czabana, szefa
szkolenia Sił Powietrznych, załoga tupolewa była świetnie przeszkolona,
doświadczona, piloci mieli zaliczoną wystarczającą ilość godzin lotu (mjr
Protasiuk za sterami tej maszyny spędził 3 tys. godzin). Argumentację tę
podziela także jeden z emerytowanych pilotów, którzy latali na Tu-154M. –
Przecież ci piloci właśnie w tym samym składzie przelecieli przez Atlantyk na
Haiti. To bardzo ryzykowny i ciężki lot, na który nie posyła się
niewykwalifikowanych ludzi – mówi lotnik [nazwisko znane redakcji]. Jak
tłumaczy, do prowadzenia tego typu samolotu wystarczy załoga trzyosobowa.
Z
argumentacją gazety nie zgadzają się też politycy. Zdaniem Jerzego Polaczka,
szefa koła parlamentarnego Polski Plus, warto też zwrócić uwagę na złą sytuację
sił powietrznych. – To kolejny element, jaki został dołożony do całego zestawu
zaniedbań i braku zabezpieczenia logistyki służb podległych ministrowi obrony,
które organizowały wyjazd premiera 7 kwietnia i prezydenta 10 kwietnia – mówi
Polaczek. Zdaniem byłego ministra infrastruktury, powinno dojść do
natychmiastowej dymisji ministra Bogdana Klicha. – Chodzi tu o dwie proste
kwestie: o honor i o siłę państwa. Tego honoru i siły państwa nie ma pod rządami
Bogdana Klicha w MON – dodaje. Polska Plus zaapelowała również do marszałka
Sejmu Bronisława Komorowskiego, pełniącego obowiązki tymczasowego zwierzchnika
sił zbrojnych, by nie brał pod uwagę osoby Klicha do składu Rady Bezpieczeństwa
Narodowego.
Pełnomocnicy rodzin ofiar oraz eksperci z warszawskiego Instytutu
Sobieskiego są zgodni: śledztwo w sprawie katastrofy nie postępuje tak jak
powinno. – Cała procedura przeprowadzania tego śledztwa wydaje się bardzo
nieprofesjonalna i bardzo dziwnie nadzorowana przez stronę polską. Nie domagamy
się żadnej specjalnej kontroli nad jego przebiegiem ani nie czynimy żadnych uwag
co do jakości zbierania danych przez Rosję. Jeżeli części samolotu, nie mówiąc
już o fragmentach ciał, jeszcze tydzień temu leżały w błocie, to znaczy, że
możemy już dziś stwierdzić, iż to śledztwo nie zakończy się żadną specjalną
wiedzą, gdyż nie będziemy mieli wszystkich elementów samolotu. Przypuszczam, że
dla strony rosyjskiej jest to w pewnym sensie wygodne. Skończy się to wszystko
na domysłach – mówi Jan Staniłko, ekspert z Instytutu Sobieskiego. Odnosi się
zarazem do ubiegłotygodniowej wypowiedzi ministra Jerzego Millera, szefa
polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy prezydenckiego samolotu,
który stwierdził, iż zapewne nigdy nie dowiemy się całej prawdy o tragicznym
zdarzeniu. – Jeżeli te szczątki po samolocie dalej będą tam leżeć, to
oczywiście, że się nie dowiemy, może więc pan Miller mógłby coś zrobić, by się
czegoś więcej na ten temat dowiedzieć – radzi Staniłko.

Współpraca z Rosjanami nie tak dobra

Pełnomocnik rodzin ofiar tragedii adwokat Rafał Rogalski wskazuje, że
śledztwo smoleńskie może nie przebiegać zgodnie z oczekiwaniami rodzin, a także
samej prokuratury. W jego ocenie, współpraca ze stroną rosyjską nie do końca
wygląda tak pięknie, jak przedstawiają to prokurator generalny Andrzej Seremet
czy premier Donald Tusk. Istnieją m.in. wątpliwości, czy przeprowadzono tylko
identyfikację i oględziny ofiar katastrofy, czy też w każdym przypadku wykonana
została sekcja zwłok, i to zgodnie z zasadami przeprowadzania takich czynności.
Podaną przez stronę rosyjską przyczynę śmierci ofiar katastrofy: urazy
wielonarządowe, należy – jego zdaniem – ocenić jako lakoniczną, niewystarczającą
i zbyt ogólnikową.
Jak podkreśla Małgorzata Wassermann, córka tragicznie
zmarłego w katastrofie posła Zbigniewa Wassermanna, rodziny nie zostały
poinformowane przez Rosjan o żadnych decyzjach dotyczących ewentualnej sekcji
zwłok. – Nie mam żadnej wiedzy poza wiedzą medialną. Nikt nas nie informował o
niczym – ani o tym, że sekcja była, ani o tym, że jej nie było –
relacjonuje.
Jak zaznacza mec. Rogalski, szukanie winy wyłącznie po stronie
pilotów jest zdecydowanie przedwczesne. – Wedle mojej wiedzy, na to zdarzenie
nakłada się szereg uwarunkowań związanych nie tylko z samym lotem. Mam na myśli
m.in. obowiązujące procedury lotów, tryb szkolenia pilotów, także samą
organizację lotu oraz potraktowanie go jako lotu prywatnego, a nie wizyty
oficjalnej w przeciwieństwie do tego, jak potraktowano wizytę premiera Tuska w
Katyniu 7 kwietnia 2010 roku – mówi Rogalski.
Jutro – podczas spotkania
mecenasa z prokuratorem Markiem Pasionkiem nadzorującym śledztwo z polecenia
prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta oraz wojskowym prokuratorem okręgowym
płk. Ireneuszem Szelągiem – ma zapaść decyzja, czy pełnomocnicy rodzin ofiar
uzyskają wgląd w akta sprawy oraz czy będą mogli zrobić ich fotokopie. – Zależy
nam na dobrej współpracy z polską prokuraturą. Celem jest dotarcie do prawdy,
rzetelne zbadanie sprawy, wszechstronne wyjaśnienie wszystkich hipotez i wątków
pojawiających się w śledztwie i udzielenie odpowiedzi na pytanie: dlaczego do
katastrofy doszło i czy mogło do niej nie dojść? – stwierdza Rafał
Rogalski.
Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości dotąd nie otrzymał
odpowiedzi na 20 pytań skierowanych do premiera Donalda Tuska w sprawie
katastrofy, w której zginęło 96 osób z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Rzecznik
rządu Paweł Graś zapewnił, że odpowiedź jest przygotowywana. Występując w TVN
24, nie powstrzymał się jednak od uwagi, że domaganie się przedstawienia
informacji w sprawie podstaw prawnych współdziałania polskiej i rosyjskiej
prokuratury i sposobu badania tragicznego zdarzenia to element kampanii
wyborczej.
Jak zaznacza Mariusz Błaszczak, rzecznik PiS, pytania te można i
należy kierować do rządu polskiego. – W końcu minister Miller stoi na czele
komisji, która ma wyjaśnić jej przyczyny. Wiadomo też, że premier rozmawiał już
z Putinem na temat zawartości czarnych skrzynek – stwierdza
Błaszczak.

Anna Ambroziak

 

drukuj