To element strategii propagandowej Rosji
Z prof. dr. hab. Tadeuszem Marczakiem, kierownikiem Zakładu Studiów
nad Geopolityką Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu
Wrocławskiego,
rozmawia Jacek Dytkowski
Podczas defilady zwycięstwa na placu Czerwonym rosyjski spiker
pominął udział Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w pokonaniu III
Rzeszy…
– Również to zauważyłem, bo oglądałem relację na pierwszym
kanale telewizji rosyjskiej. Na początku myślałem, że się przesłyszałem. Ta
wypowiedź na pewno nie jest przeoczeniem, ale wyraźnym sygnałem, jak Rosja
zamierza umiejscawiać rolę Polski w II wojnie światowej. Pominięcie wkładu
Polaków walczących na innych frontach, a przede wszystkim chodzi tutaj o Armię
Krajową, jest bardzo znaczącym elementem nowej strategii propagandowej Moskwy,
która wykorzystała do niej te uroczystości.
W jakim celu?
– Na pewno w tych uroczystościach krył się
pewien zamysł, może nie do końca dla nas czytelny. Pokażą to najbliższe
wydarzenia. Drugi element, który niepokoi, to akcja zapalania zniczy na grobach
żołnierzy Armii Czerwonej na terenie Polski. Nie chcę niczego ujmować pamięci
tych ludzi i ich tragedii – nawet osobistej, bo byli wtłoczeni w nieludzki
system wojowania właściwie niemający precedensu.
Co ma Pan na myśli?
– Przede wszystkim tzw. zagrad
otriady, formę wymyśloną swego czasu przez twórcę Armii Czerwonej – Lwa
Trockiego. Czyli chodziło o oddziały, które idąc za plecami nacierających, miały
„pobudzać” ich do walki. Grożono egzekucją i zastrzeleniem tych, którzy
zawahaliby się, wykonując zadania bojowe. Już w pierwszych miesiącach wojny
niemiecko-sowieckiej, we wrześniu 1941 r., Józef Stalin wprowadził na nowo ten
pomysł Trockiego, który został zrealizowany w czasie wojny domowej m.in. przez
późniejszego marszałka Michaiła Tuchaczewskiego. A więc pomijając ten dramat
osobisty – będący także udziałem niektórych dowódców sowieckich, chociażby
Konstantego Rokossowskiego, którego więziono, torturowano i groziło mu
rozstrzelanie – Armia Czerwona służyła do zniewolenia nie tylko Polski, ale też
innych krajów naszej części Europy. Zresztą była ona tworzona z myślą o
ekspansji idącej na cały świat, a skrywającej się pod hasłem rewolucji
światowej. Nie wiemy, kto naprawdę jest inicjatorem tej akcji zapalania zniczy.
Mają one jednak bardzo dwuznaczny charakter. To tak jakbyśmy sami potwierdzali
własne zniewolenie. Natomiast wypowiedź rosyjskiego spikera na placu Czerwonym
wpisuje się w pewne „ustawianie” roli Polski i Polaków nie tylko w II wojnie
światowej, ale także po jej zakończeniu.
Dziękuję za rozmowę.
