Wiemy, jak wydobywać gaz z tych skał
Z prof. dr. hab. inż. Ryszardem H. Kozłowskim z Instytutu Inżynierii
Materiałowej Politechniki Krakowskiej, współtwórcą projektu geotermii
toruńskiej, rozmawia Marcin Austyn
Menedżerowie największych światowych firm paliwowych konsultują z
Państwowym Instytutem Geologicznym i stroną rządową strategię wydobywczą gazu
ziemnego z formacji łupkowych.
– O zasobach tzw. gazu, w tym
łupkowego, szacowanych w Polsce na poziomie ponad 1800 mld m sześc. dowiedziałem
się już w roku 1985, kiedy poznałem wybitnego geologa śp. prof. dr. hab. inż.
Juliana Sokołowskiego, który referował wyniki 16-letniego programu badań
geologicznych w Polsce. Już wtedy dane dotyczące gazu łupkowego, ale też ropy
były znane i mamy je dokładnie udokumentowane. Znamy struktury geologiczne, w
których występują gaz, ropa oraz wody geotermalne. Zakupiono wówczas pięć
amerykańskich zestawów wiertniczych nowej generacji, ale już wtedy widoczne było
pierwsze przekłamanie. Na zakup z Banku Światowego pobrano kredyt w wysokości
400 mln USD, tymczasem te zestawy mogły kosztować maksymalnie 100 mln USD. W tej
chwili wszystkie polskie przedsiębiorstwa poszukiwawcze są obciążone tytułem
spłaty tego kredytu, a co za tym idzie – usługi wiertnicze są drogie. Moim
zdaniem, ten przypadek powinna bliżej zbadać prokuratura: dlaczego i na co ktoś
wydał tyle pieniędzy?
Więc wszystko o gazie łupkowym już dawno wiemy i przez lata nic z tą
wiedzą nie zrobiono?
– Jednoznacznie pisaliśmy, także na łamach
„Naszego Dziennika”, o gazowych zasobach, podobnie jak o zasobach węgla, ropy
czy wód geotermalnych. Nic nie zrobiono z tą wiedzą. Tymczasem cały obszar
Polski, począwszy od południa kraju, po rejony położone głęboko w Bałtyku, to
obszar, który już wtedy nazwaliśmy „gazo-ropo-geotermalnonośny”. Jak już
wspomniałem, wiemy dokładnie, w jakich strukturach szukać tych złóż.
Wielokrotnie informowaliśmy rządy różnych opcji o tych wynikach. Przyznam, że ze
zdziwieniem przyjęliśmy decyzję rządu Hanny Suchockiej o zakupie rosyjskiego
gazu w ramach tzw. kontraktu stulecia. Działo się to już w czasie, gdy mieliśmy
nasze zasoby ściśle określone.
Panuje opinia, że wydobycie gazu ziemnego z łupków to nie lada
wyzwanie…
– Zbierają się różne gremia, ściąga się światowych
ekspertów, a my mamy własnych ekspertów w tej dziedzinie. Nad zagadnieniem
wykorzystania gazu łupkowego w Stanach Zjednoczonych pracował prof. Bohdan
Żakiewicz, z którym od lat współpracuję. Wszystko można załatwić we własnym
zakresie. Technologia wydobywania gazu z łupków jest nam znana. Wystarczy
zastosować specjalne materiały wybuchowe (propyleny), które udrożniają ten gaz.
My to wszystko wiemy, a prof. Żakiewicz może to dokładnie wytłumaczyć
współczesnym politykom.
Polskie zasoby gazu są bardzo atrakcyjne…
– Obecnie
roczne zużycie gazu ziemnego w Polsce sięga 14 mld m sześciennych. Mając to na
uwadze, można stwierdzić, że zasoby gazu łupkowego wystarczą nam na ponad sto
lat. Wspomnę tu jeszcze o jednym szczególe. W latach 80. odkryto też zasoby
węgla w Rowie Lubelskim, mówiono wówczas o 60 mld ton. W tej chwili dysponujemy
mapami satelitarnymi i wiemy, że jest go tam znacznie więcej. Określamy jego
ilość na „multiset miliardów ton”. Wprawdzie te złoża zalegają głęboko, ale my
mamy technologię i sposób na ich wykorzystanie (procesowanie węgla w złożu).
Wracając do gazu, dodam, że w tamtym czasie powstała też koncepcja budowy – na
bazie gazu, w tym łupkowego – fabryki nawozów azotowych. To wynikało z faktu, że
pewna partia gazu na Niżu Polskim zawiera dużo azotu. Chcieliśmy go pozyskiwać.
Niestety, z planu inwestycyjnego wycięto ten pomysł.
W Polsce ma nastąpić prawdziwy boom poszukiwawczy, a koncesje
otrzymało już kilkanaście firm, głównie zagranicznych.
– Ci, którzy
mają decydujące zdanie w procesie wydawania koncesji na poszukiwania m.in. gazu
w Polsce, powinni podlegać osądowi Trybunału Stanu. Przypomnę, że w prawie
geologicznym wciąż pokutuje zapis, że podmiot otrzymujący koncesję na
poszukiwania (choć one nie są potrzebne, bo my mamy ściśle określone miejsce,
gdzie ten gaz występuje) ma pierwszeństwo do dysponowania tym gazem. Może więc
dojść do sytuacji, że nasz własny gaz będzie nam sprzedawany po cenie takiej,
jaką płacimy za ten surowiec z importu. Samo wydobycie gazu łupkowego z
pewnością będzie znacznie tańsze. Podkreślę to jeszcze raz: technologia jest nam
znana, a sięgając po zagraniczne firmy, Polska będzie traciła ogromne pieniądze.
Wypadałoby skierować Głównego Geologa Kraju do archiwum Instytutu Geologicznego,
gdzie można znaleźć dokumenty, które wskazują miejsca i struktury geologiczne, w
których występuje gaz, ropa naftowa i inne bogactwa przyrodnicze Polski.
Wydobycie gazu łupkowego jest skomplikowane i drogie?
–
Nic podobnego. Moją wiedzę opieram na współpracy z prof. Żakiewiczem, który
przez lata pracował w USA w przemyśle naftowym i siarkowym i wprowadzał tam
polską myśl technologiczną. Jak mówi stare porzekadło: „Cudze chwalicie, swego
nie znacie”. Sposób wydobycia gazu łupkowego jest nam znany i nie ma powodów, by
oddawać koncesje zagranicznym firmom. Wszystko można zrobić we własnym zakresie.
Mamy polską myśl techniczną, ale mamy też marnych polityków, i to jest nasze
nieszczęście.
Skąd bierze się obecne zainteresowanie wydobywaniem gazu z łupków?
Czyżby amerykański sukces tak mocno zadziałał?
– Ten rząd nie ma
żadnych sukcesów i odnoszę wrażenie, że mamy do czynienia z socjotechniką –
nagle możemy być drugim Kuwejtem czy Teksasem. My o tym wiedzieliśmy od roku
1985 i wielokrotnie o tym mówiliśmy i pisaliśmy.
Dziękuję za rozmowę.
