Raportowi „wyrwano kły”

Z posłem do Parlamentu Europejskiego Ryszardem Czarneckim (Europejscy
Konserwatyści i Reformatorzy) rozmawia Łukasz Sianożęcki

Co takiego było w tym raporcie, że go ocenzurowano?

Flamandzki deputowany Bart Staes w swoim raporcie poszedł w kierunku większej
przejrzystości Parlamentu Europejskiego. Autor zwracał uwagę na potrzebę
zwiększenia kontroli nad wydatkami PE i większej ich jawności oraz domagał się
bardziej merytorycznych konkursów w obsadzie poszczególnych stanowisk. Wydaje
się, że są to rzeczy dość oczywiste. Jednakże większość parlamentarna znów
zadecydowała inaczej.

Może uznano, że treść analizy negatywnie wpłynie na działanie
instytucji unijnych?
– Raport ten zawierał jedynie pewne apele, co
zrobić, aby działalność Unii w kwestii finansów była bardziej przejrzysta,
transparentna i lepiej kontrolowana. Na to musiałby zgodzić się jeszcze cały
parlament, a mimo to dokument wywołał taki popłoch i nerwową reakcję
największych grup. I ostatecznie raportowi „wyrwano kły”. Po tych poprawkach
jest to już kompletnie inny raport niż jeszcze kilka godzin temu. Nie znajdziemy
w nim zapewnienia o wprowadzeniu pełnej przejrzystości w stosunku do podatników,
w sprawie funduszy publicznych. Ten raport nie zawierał żadnych rewolucyjnych
propozycji. On zasadniczo reagował na postulaty opinii publicznej w krajach
europejskich – ludzie jednoznacznie domagają się większej kontroli wydatków
instytucji unijnych. Nie nastąpiła jednak taka zmiana, a raport dosłownie
zdemolowano.

Co zniknęło z pierwotnej wersji?
– Wycięto choćby punkty,
w których krytykuje się fakt, że decyzje wysokiego szczebla podejmowane są
zawsze wyłącznie w oparciu o kryterium zdolności kierowniczych. Czyli
przeprowadzona została krytyka naboru ludzi według klucza politycznego czy
„znajomościowego” zamiast klucza fachowego. Wycięto także passus, który
stwierdzał, iż niecodzienna jest sytuacja, kiedy to instytucja publiczna udziela
sobie sama absolutorium w kwestii budżetu. Taki sam los spotkał postulat o
sporządzanie przez unijnych urzędników rocznych raportów z budżetu – miałyby być
publikowane na stronie internetowej Komisji Europejskiej. Te wszystkie zapisy
zostały jednak usunięte.

Komu zależało na tym, aby tak zmienić ten raport?

Najbardziej ten dokument atakowali chadecy niemieccy, a to dlatego, że
koordynatorem komisji budżetowej jest Niemka Ingeborg Grässle. A Staes w swoim
raporcie zakwestionował wszechwładną rolę sekretarza generalnego PE, którym
obecnie jest również Niemiec Klauss Welle. Tak więc mamy do czynienia z
sytuacją, kiedy niemiecka koordynator z Europejskiej Partii Ludowej (EPP) de
facto broni niemieckiego polityka, który jest sekretarzem PE, i broni jego
nieproporcjonalnie dużych kompetencji.

Punkt, w którym poseł Staes wnosił o przejrzystość wydatków
sekretarza, również przepadł?

– Tak. Otrzymamy wprawdzie pewnie
jakieś sprawozdanie, jednak bez precyzyjnej struktury tych wydatków. Mamy więc
do czynienia jedynie z pozorami jawności, nie zaś z pełną jawnością.

Kto może zyskać na takim rozwoju sytuacji?
– Zlikwidowano
także punkt wzywający grupy polityczne w PE do wprowadzenia systemu kontroli
wewnętrznej swoich wydatków. Oznacza to, że zyskają na tym dwie największe
frakcje, czyli socjaliści kierowani przez Niemca Martina Schulza oraz Europejska
Partia Ludowa, w której posłowie niemieccy stanowią najliczniejszą grupę. Tak
więc ta nacja opanowała te dwie grupy.

Co kierowało parlamentarzystami cenzurującymi ten
raport?

– Kierowała nimi z całą pewnością chęć utrzymania obecnego
układu, który – jak wspomniałem – faworyzuje największe grupy polityczne. Jednym
słowem, ugrupowania rządzące bardzo nie chcą, aby ktokolwiek patrzył im na ręce.
A to, co dzieje się teraz w komisji budżetowej, jest tylko kolejnym krokiem w
tym kierunku.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj