Odpowiedzialność za Katyń
Zbliżająca się siedemdziesiąta rocznica wymordowania kilkudziesięciu
tysięcy bezbronnych polskich jeńców przez państwo rosyjskie pokazuje, że
sprawa tego mordu nie jest zamknięta. Nie jest to dla nas tylko
polityka historyczna czy zaszłości II wojny światowej, dotyczące
likwidacji elit II Rzeczypospolitej. Polska podczas II wojny światowej
była państwem, które zostało zaatakowane przez dwóch agresorów
jednocześnie! Były to Niemcy nazywane wtedy III Rzeszą oraz Rosja
nazywana Związkiem Sowieckim. Niemcy przyznali się do swych zbrodni, w
tym do ludobójstwa, ponieśli odpowiedzialność, okazali skruchę jako
państwo i jako społeczeństwo. Najważniejsi zbrodniarze III Rzeszy
zostali ukarani. To wszystko było oczywiście niewspółmierne do skali
zbrodni, ale jednak nastąpiło. Tymczasem Rosja jako państwo i
Rosjanie jako społeczeństwo kłamali przez pół wieku w sprawie Katynia,
niektórzy wciąż kłamią jeszcze dzisiaj, a na temat odpowiedzialności za
zbrodnie ludobójstwa nie chcą nawet rozmawiać.
A przecież decyzja o
wymordowaniu dwudziestu kilku tysięcy polskich generałów i oficerów oraz
około trzydziestu tysięcy innych funkcjonariuszy Rzeczypospolitej
Polskiej (nie wiemy dokładnie ilu, bo obecny rząd rosyjski nadal ukrywa
tajne archiwa NKWD) zapadła w gabinecie Stalina na Kremlu lub w Kuncewie
pod Moskwą, gdzie znajdowała się dacza dyktatora. Prócz Stalina rozkaz o
eksterminacji polskich elit podpisali najważniejsi politycy rosyjscy, w
tym premier rządu, wicepremier, przewodniczący parlamentu sowieckiego,
ministrowie obrony, spraw zagranicznych, spraw wewnętrznych, transportu,
handlu, szef tajnej policji. Ten rozkaz z 5 marca 1940 r. wykonali kaci
z NKWD. Warto ujawnić mało znany fakt, że masowe egzekucje sowieckie
każdego roku rozpoczynały się na początku kwietnia, to znaczy wtedy,
kiedy była już wiosna, gdy rozmarzła już zupełnie ziemia po ciężkiej
rosyjskiej zimie. Wtedy można było dopiero kopać ogromne doły śmierci,
nad którymi tysiącami NKWD rozstrzeliwało swe ofiary. Tak właśnie było
m.in. w Katyniu na początku kwietnia 1940 roku. W miesiącach zimowych
przetrzymywano skazańców w łagrach albo więzieniach, stosunkowo
nielicznych mordowano strzałem w tył głowy w piwnicach NKWD, pozostali
czekali na swoją kolej aż do nadejścia wiosny. Jeżeli to nie była
zbrodnia ludobójstwa totalitarnego państwa rosyjskiego, to czym był ten
masowy mord na elitach Rzeczypospolitej? Tymczasem rosyjska Naczelna
Prokuratura Wojskowa już w okresie prezydentury Władimira Putina uznała
mord w Katyniu oraz w innych miejscowościach byłego imperium sowieckiego
„za zbrodnię kryminalną”, którą umorzono w majestacie rosyjskiego
bezprawia!
Naiwnością polskich mediów oraz większości polityków jest
traktowanie jako formalne zaproszenia do Katynia, jakie premier rządu
rosyjskiego Putin wystosował do premiera Donalda Tuska. Brak zaproszenia
z Moskwy dla prezydenta RP to ewidentna prowokacja Kremla, gorzej – to
udana próba antagonizowania Polaków i cyniczne mieszanie się w
wewnętrzne sprawy Polski. Pod względem formalnym i protokolarnym władze
Rosji miały obowiązek zaprosić do Katynia zarówno Lecha Kaczyńskiego,
jak też Donalda Tuska. Warto przypomnieć, że zarówno prezydent RP, jak i
premier polskiego rządu właśnie zgodnie z protokołem dyplomatycznym 1
września 2009 r. na Westerplatte witali Putina. Tylko że prezydent
Polski odrzucił wtedy pomówienia Putina dotyczące Polski, jakie miał on
czelność wygłosić.
Premier rządu Rosji Władimir Putin jest zarazem
funkcjonariuszem KGB. Jego ojciec – również Władimir – był oficerem
specbatalionu NKWD i w 1940 r. pacyfikował maleńką Estonię pod wodzą
osławionego generała Sierowa. Dziadek obecnego premiera Rosji Spiridion
Putin też był w NKWD, wprawdzie jedynie podoficerem, ale za to
najwyższego zaufania, gdyż służył m.in. w kuchni Kremla, szykując
posiłki Stalinowi i najważniejszym sowieckim oprawcom.
Podobne
rodowody ma wielu obecnych czołowych polityków z otoczenia Putina.
Przynależność do „organów” – jak nazywało się i nadal nazywa NKWD, KGB, a
wcześniej GPU i czerezwyczajkę – to nadal w Rosji – nawet dzisiaj –
prawdziwa arystokracja. Niech to będzie powiedziane jasno: większość
Rosjan potępia NKWD za rozstrzelanie marszałka Michaiła Tuchaczewskiego i
całego dowództwa Armii Czerwonej w 1937 r., bo to osłabiło potęgę
imperium sowieckiego. Natomiast rozstrzelanie kilkudziesięciu tysięcy
polskich jeńców: generałów, oficerów – ewidentnych wrogów komunistycznej
Rosji, umacniało jej potęgę. Dlatego tylko nieliczni Rosjanie, tacy jak
Wiktor Suworow czy Władimir Bukowski, potępiają zbrodnię w Katyniu.
Ogromna większość społeczeństwa rosyjskiego nigdy tego nie uczyni.
Nie
jest przecież przypadkiem, że wspaniały, monumentalny grób zbrodniarza,
mordercy i ludobójcy Stalina znajduje się w najbardziej prestiżowym,
honorowym miejscu w Rosji. Pod murem Kremla na placu Czerwonym w Moskwie
codziennie Rosjanie oddają cześć komunistycznemu dyktatorowi, a nawet
kilka razy do roku odbywają się tutaj ceremonie wojskowe i państwowe.
Stalin był oprócz Hitlera największym zbrodniarzem nie tylko XX wieku,
ale w całych dziejach ludzkości. Liczba jego ofiar oraz długość jego
krwawego panowania znacznie przekracza ludobójstwo Hitlera. Co byśmy
powiedzieli, jakie byłyby nasze stosunki z Niemcami w XXI wieku, gdyby w
centrum Berlina nieopodal Bundestagu znajdował się grób Hitlera, a
politycy RFN i młode pokolenie Niemców kładli stosy kwiatów führerowi?
To byłoby dla Polski nie do przyjęcia! Dlatego więc naiwne politycznie
jest oczekiwanie na gest dobrej woli ze strony Putina czy jakiegoś
innego władcy Kremla. Tego gestu nie będzie, ponieważ współczesna Rosja
nadal nie poczuwa się ani do winy, ani do odpowiedzialności za zbrodnie
na Polakach. Za wszystkie zbrodnie, a wśród nich mord w Katyniu, gdzie
nad dołami śmierci zgładzonych zostało „tylko” niecałe pięć tysięcy
generałów i oficerów Wojska Polskiego.
prof. Józef Szaniawski
