Esbecy zacierają ręce

Z posłem Zbigniewem Girzyńskim (PiS), wiceprzewodniczącym podkomisji
nadzwyczajnej do rozpatrzenia poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o
Instytucie Pamięci Narodowej, rozmawia Paweł Tunia

Jakie będą skutki znowelizowania przez Sejm ustawy o Instytucie
Pamięci Narodowej?

– Może dojść do paraliżu funkcjonowania IPN i
zahamowania zwłaszcza badań naukowych i publikacji z zakresu prac Instytutu,
ponieważ wprowadzono przepisy, które nakładają na IPN obowiązek dotyczący
publikowania tytułów wszystkich jednostek archiwalnych, czyli teczek, które
znajdują się w Instytucie, a których łącznie jest około 25 milionów. To ogromna
praca, nie do końca potrzebna, a spowoduje, że cały organizacyjny wysiłek IPN
zostanie sprowadzony do działań nieprzyczyniających się do rozwoju badań.

Podczas forsowania projektu z ust polityków Platformy Obywatelskiej
nie schodziło hasło „odpolitycznienia” IPN…

– Tymczasem faktyczne
niebezpieczeństwo to upolitycznienie IPN. Obecny prezes był wybrany znaczącą
większością, uzyskał ponad 80 procent poparcia w Sejmie, a głosowały za nim
m.in. PO, PiS i PSL. Dotychczasowa ustawa nakładała na Sejm obowiązek wyboru
prezesa większością trzech piątych głosów. W obecnej ustawie wpisano, że prezes
ma być wybierany zwykłą większością, czyli połową głosów, oraz że kandydat musi
zostać zgłoszony przez nowo powołaną Radę IPN [ma być utworzona w miejsce
obecnego Kolegium IPN – przyp. red.], która będzie wybierana przez obecny
parlament. Widać gołym okiem, że PO ze swoim sojusznikiem, czyli z SLD, chce
dokonać likwidacji IPN według własnego scenariusza. Kolejne niebezpieczeństwo
polega na tym, że w procedurę wyboru członków nowej Rady zostają włączone
instytucje, które wcześniej w tego typu procedurach nigdy nie brały udziału –
chodzi o uczelnie publiczne oraz Krajową Radę Sądownictwa i Krajową Radę
Prokuratorów, którzy mają wyłaniać kandydatów do Rady Instytutu. Jak oni się z
tym uporają, w jakim terminie, jakie będą kandydatury – nikt nie jest w stanie
przewidzieć. Może to mieć pozytywny skutek, ale może też być odwrotnie.

Ustawa zmienia również kompetencje prezesa i władz IPN. Jak Pan
ocenia te zmiany?
– Istnieje zagrożenie wystąpienia konfliktu
interesów i sporów kompetencyjnych we władzach IPN, ponieważ w znaczący sposób
ograniczono uprawnienia prezesa na korzyść nowej Rady, wpisując w przepisy prawa
konflikt między prezesem a tą Radą. Może się zdarzyć, że do tego konfliktu nie
dojdzie, ale uprawnienia zostały tak pogmatwane i tak niedoprecyzowane, że, moim
zdaniem, spór jest nieunikniony.

Co ustawa mówi o budżecie IPN?
– Na temat środków dla IPN
ustawa milczy, poza tym, że nakłada więcej obowiązków. Każdorazowo budżet IPN
jest określany w ustawie budżetowej. Jednak biorąc pod uwagę zadania nałożone na
IPN, to budżet ten – krytykowany np. przez SLD jako za wysoki – jest w
rzeczywistości niewystarczający, bo obowiązki nałożono ogromne. Biorąc pod uwagę
dotychczasową praktykę, należy się spodziewać, że tych pieniędzy dla IPN może
być jeszcze mniej. Niepokój budzi niejasne sformułowanie zapisów dotyczących
wydatkowania środków na badania naukowe. W mojej opinii, a wątpliwości takie
zgłaszali także przedstawiciele Biura Legislacyjnego Sejmu, przepisy te
naruszają zasady wydatkowania środków publicznych, a zwłaszcza środków na naukę.
Dlatego wydaje się, że od tej strony ustawa ma poważne wady i może doprowadzić
do wydawania pieniędzy budżetowych w sposób nieprawidłowy.
SLD nie ukrywał
satysfakcji po uchwaleniu ustawy. Jego projekt ustawy o likwidacji IPN został
odrzucony, więc popierał projekt PO i w jego opinii uchwalona ustawa idzie
zapewne w tym kierunku. Moim zdaniem, jest to także krok w kierunku likwidacji
IPN.

Ustawa trafi teraz do Senatu, gdzie większość ma PO. Istnieje
jakakolwiek szansa, że izba wyższa odrzuci tę ustawę?
– Szanse są
niewielkie. Platforma ma tam większość samodzielnie, więc biorąc pod uwagę
determinację tego ugrupowania, nie przypuszczam, aby w znaczący sposób ta ustawa
mogła zostać poprawiona, a na to, że zostałaby przez Senat odrzucona, nie
liczę.

Jaki będzie bilans wprowadzenia ustawy w życie? Kto odniósłby
największe korzyści z likwidacji IPN, a kto na tym straci?
– Z
uchwalenia ustawy w obecnym kształcie, która zmierza właśnie do likwidacji IPN,
korzyści w pierwszej kolejności odniosą wszelkiego rodzaju agenci Służby
Bezpieczeństwa, którzy są żywotnie zainteresowani, by jak najmniej było wiadomo
na temat ich działalności w okresie PRL. Korzyści odniosą także ci, którzy
odwołują się do dziedzictwa PRL z racji swego uwikłania czy to w działalność
partii komunistycznej, czy w działalność administracji ówczesnego reżimu, a
którzy są naturalnym zapleczem lewicy. Gorszą sprawą jest to, kto będzie
stratny. Stratni będą przede wszystkim młodzi Polacy, bo Instytut i jego
działania to w ogromnej części popularyzacja wiedzy o istnieniu i funkcjonowaniu
systemu komunistycznego. To pomagało szczególnie młodym, niepamiętającym, jaki
był PRL, poznać tamte czasy. Dzięki IPN powstawało wiele publikacji na ten
temat. Teraz wiedza ta może być uboższa i być może młodsze pokolenia spojrzą na
PRL jak na normalne państwo, tylko funkcjonujące pod inną nazwą. O wszystkich
zbrodniach systemu i o tym, jak w specyficzny sposób podchodzono wówczas do praw
człowieka, demokracji, wolności, będą mieli wiedzę skromną albo żadną. W
szkołach na ten temat mało się mówi, a projektowane reformy pani minister
edukacji Katarzyny Hall będą likwidowały w ramach nauki historii możliwość
nauczania o tego typu sprawach.

Ustawa oznacza też wybór nowego prezesa i Rady?
– Ustawa
jest tak napisana, aby koalicja anty-IPN – która doprowadziła do jej przyjęcia,
czyli obecny rząd wspólnie z SLD – mogła wybrać kolejnego prezesa według
własnego uznania. Być może pozostanie nazwa „IPN”, ale sposób funkcjonowania tej
instytucji, zadania, budżet w rzeczywistości będą miały charakter fasadowy. SLD
doskonale to zrozumiał – zdaje sobie sprawę, że niepolitycznie byłoby dla PO
likwidować IPN, więc poparł pomysł, aby pozostawić tylko szyld Instytutu.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj