Co powie Kwiatkowski?

Sprawa Grzegorza Brauna, który przed sądem odpowiada za rzekome
nakłanianie funkcjonariuszy do odstąpienia od czynności służbowych oraz pobicie
jednego z nich, oparła się o ministra sprawiedliwości. Za reżyserem ujął się
poseł Jarosław Rusiecki (PiS), który zaapelował do szefa resortu o wyjaśnienie
okoliczności związanych z zatrzymaniem i procesem reżysera słynnego „Towarzysza
Generała”.

Jarosław Rusiecki, poseł PiS, wystąpił do Krzysztofa Kwiatkowskiego, ministra
sprawiedliwości, prokuratora generalnego RP z zapytaniem poselskim, wnosząc o
pilne wyjaśnienie wszystkich okoliczności związanych z zatrzymaniem i procesem
Grzegorza Brauna. Jak zauważył parlamentarzysta, Braun jest znanym
intelektualistą, który nie boi się mówić rzeczy niepopularnych, narażając się
tym samym na krytykę wielu środowisk. Znany jest z bezkompromisowości w
domaganiu się ujawnienia agentów SB PRL. – Nie może jednak być tak, że w
państwie prawa wyklucza się z przestrzeni publicznej obywatela tylko dlatego, że
ogłasza niewygodne dla niektórych fakty – zaznaczył Rusiecki. W ocenie posła,
niepokój budzi postępowanie wrocławskich funkcjonariuszy policji, których
postępowanie opisywane przez reżysera nie różni się od metod stosowanych przez
służby komunistyczne. – Doprawdy trudno uwierzyć, że intelektualista rzucił się
na zawodowych, a więc wyszkolonych policjantów i ciężko ich poturbował. Takie
postawienie sprawy przypomina scenariusze pisane w PRL – zauważył poseł.
Jak
zaznaczył Rusiecki, zajęcie się sprawą było jego obowiązkiem. – Wzorem dla mnie,
jeśli chodzi o wsparcie czy niesienie pomocy krzywdzonym obywatelom, są wybitne
osobowości z ziemi świętokrzyskiej, jak generał Antoni Heda „Szary”, mjr Jan
Piwnik „Ponury” oraz Wincenty Reklewski, który 27 grudnia 1939 roku w Waśniowie
pod Ostrowcem oddał życie w obronie krzywdzonego kapłana zaatakowanego przez
bandytów – dodał.
Grzegorza Brauna zatrzymano w kwietniu 2008 roku we
Wrocławiu, kiedy obserwował demonstrację ONR i NOP w rocznicę zbrodni
katyńskiej. Z relacji reżysera wynika, że na jego prośbę o wylegitymowanie się
jednego z interweniujących cywilnych funkcjonariuszy został siłą zatrzymany,
powalony na ziemię i skuty kajdankami. Obezwładnionemu już Braunowi wyłamano
palce. Reżyser trafił na komisariat, gdzie przetrzymywano go przez trzy godziny,
nie pozwalając na kontakt z rodziną. Po tym zajściu Braun złożył na postępowanie
policji skargę, która została oddalona przez sąd. Tymczasem prokuratura, na
wniosek wrocławskiej policji, postawiła reżyserowi zarzut pobicia policjanta i
utrudniania policyjnej interwencji. Sprawa trafiła do sądu jesienią 2008 roku i
trwa do dziś, a wszystkie rozprawy odbywają się bez udziału publiczności.
Braunowi grozi kara 5 lat pozbawienia wolności.

Marcin Austyn


——————————————————–



Z Grzegorzem Braunem, reżyserem i publicystą, współtwórcą filmu „Towarzysz Generał”, rozmawia Marcin Austyn



Pana sprawa stała się głośna w Sejmie. Interwencje posłów mogą pomóc w szybkim i sprawiedliwym zakończeniu sprawy?

– Nikogo nie namawiam do podejmowania prób wpływania na niezawisły sąd, ale moje skromne doświadczenie z postpeerelowskim wymiarem sprawiedliwości podpowiada mi, że zainteresowanie opinii publicznej na pewno niczemu nie szkodzi. Stawałem już przed sądami wszystkich instancji i mam nieodparte wrażenie, że zasiadający w nich sędziowie mają skłonność do nieszanowania już nie tylko kategorii sprawiedliwości i prawdy, ale nawet samych siebie. Nie mówiąc już o tym godle, co im zwisa – na łańcuchach, ma się rozumieć. Więc prawdę mówiąc, nic mnie już nie zdziwi.

Poseł Jarosław Rusiecki zaapelował do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Spodziewa się Pan reakcji resortu?

– Pierwszą osobą publiczną, która osobiście interpelowała w mojej sprawie, jest pani Anna Walentynowicz. Półtora roku temu była świadkiem, jak wrocławski sąd lekką ręką, bez przesłuchania kogokolwiek, odrzucał moją skargę na wrocławską policję. Po trzyminutowym „namyśle” sąd odczytał mi wyrok i zawczasu przygotowane na dwóch kartkach uzasadnienie. Pani Anna skierowała wówczas w tej sprawie pismo do Ministerstwa Sprawiedliwości i nawet dostała jakąś wymijającą odpowiedź. Czy to się zmieni?

Panu posłowi jestem naturalnie winien wdzięczność za zainteresowanie. Ciekawa to zresztą rzecz: mamy kilku posłów z Wrocławia, a w mojej sprawie interpeluje poseł ze Świętokrzyskiego. Zresztą „nie ma przypadków, tylko znaki” – pan poseł w swojej wypowiedzi sejmowej, sam pewnie o tym nie wiedząc, powołał się m.in. na przykład mojego dziadka – śp. Wincentego Reklewskiego z Mirogonowic. Nikt z nas na porównanie z ofiarą życia śp. dziadka w żaden sposób rzecz jasna nie zasługuje, ale cieszę się, że panu posłowi ta historia jest znana.

Skarżył się Pan na działania policji, potem policja oskarżyła Pana. Jakie w tej sytuacji byłoby sprawiedliwe rozstrzygnięcie całego sporu?

– Ja się z nikim nie spieram. Nie oczekuję też, że ktoś będzie mi wierzył na słowo. Ale gdybym był winien czegokolwiek z tego, o co mnie fałszywie oskarżają policjanci i prokuratorzy, to znaczyłoby to, że jestem nie tylko groźnym, ale i perfidnym bandytą. Groźnym, bo charakteryzują mnie tu jako nieprzeciętnego śmiałka i zabijakę. A perfidnym, bo od początku publicznie twierdzę, że to mnie policjanci poturbowali po tym, jak naiwnie oczekiwałem, że mi się regulaminowo wylegitymują [patrz: sporządzona na użytek adwokata relacja opublikowana na łamach miesięcznika „Opcja na Prawo” nr 5/2008]. Jeśli jestem takim bezczelnym łobuzem i kłamcą, to po cóż mnie sądzić za zamkniętymi drzwiami? Trzeba by mnie raczej publicznie napiętnować. Niech opinia publiczna wie, z kim ma do czynienia. No i czemu to tak długo trwa? Rzekomo targnąłem się na nietykalność funkcjonariusza i oto najpierw zostałem puszczony wolno z komisariatu, a wkrótce minie już drugi rok mojej „bezkarności”. Czy to nie skandal? Wszyscy obywatele, zwłaszcza funkcjonariusze oddziałów prewencji, mają dobry powód, by nie czuć się bezpiecznie, dopóki chodzę „po wolności”. Chyba że to ja mówię prawdę, a zmowę kłamców tworzy kilku funkcjonariuszy wrocławskiej policji pod patronatem tutejszej prokuratury i sądów. Wówczas z kolei to społeczeństwo ma prawo czuć się nieco mniej bezpiecznie. Bo jeśli odporność psychiczna policjanta wyczerpuje i przekracza oczekiwanie, że się ów policjant regulaminowo wylegitymuje, to co będzie w poważniejszej sytuacji, nie daj Boże, z użyciem broni?

Dziękuję za rozmowę.


drukuj