MEN nie wie, bo pracuje na dyskietkach
Sejmowe głosowanie na temat nowelizacji ustawy informatyzacyjnej ujawniło niedorzeczną wymówkę Ministerstwa Edukacji Narodowej. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” na temat braku danych dotyczących liczby sprzeciwów rodziców i pełnoletnich uczniów wobec uczestnictwa w zajęciach z seksedukacji rzecznik resortu Grzegorz Żurawski opóźnienia w przekazywaniu informacji ze szkół tłumaczył przestarzałym „systemem dyskietkowym”. Tymczasem MSWiA zapewnia, że w administracji rządowej dyskietek już po prostu nie ma.
– Do nas żadne informacje z MEN nie wpłynęły na dyskietkach. Wszystkie potrzebne informacje otrzymujemy w formie elektronicznej – wyjaśnia Małgorzata Woźniak, rzecznik MSWiA. Dlaczego zatem w komunikacji międzyresortowej system funkcjonuje jak należy, natomiast w kontaktach z placówkami oświatowymi już nie? Poseł Artur Górski (PiS), cytując wypowiedź rzecznika MEN dla wczorajszego „Naszego Dziennika”, zapytał z mównicy sejmowej przedstawiciela resortu spraw wewnętrznych, wiceministra Witolda Drożdża, jakie jeszcze instytucje i urzędy w Polsce – poza resortem edukacji – pracują na bazie dyskietek. Pytanie uznano za nieporozumienie. – Odpowiedź była taka, że jak pracuje w rządzie dwa lata, nie spotkał się jeszcze z dyskietką w administracji rządowej – relacjonuje Górski. – Wydaje mi się, że minister powinien udzielić pełnej informacji na temat systemów wykorzystywanych w MEN. To nie jest żadna tajemnica, tylko informacja publiczna, i to uchylanie się od odpowiedzi przyjmuję ze zdumieniem – komentuje Stanisław Pięta (PiS), członek sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Jak tłumaczy Małgorzata Woźniak, rzecznik prasowy MSWiA, to, w jaki sposób są przez resort edukacji przyjmowane dane ze szkół, jest „wewnętrzną sprawą ministerstwa, na którą MSWiA nie wpływa”. – Z tego co wiem, pracują nad nowym systemem, bo ten, który mają obecnie, rzeczywiście jest przestarzały – przyznaje Woźniak. Równocześnie dodaje, iż kiedy ów nowoczesny system pozyskiwania informacji o szkołach i uczniach powstanie, to oczywiście będzie powiązany z innymi resortami, także z MSWiA. Natomiast w kontaktach międzyresortowych MEN nie można niczego zarzucić. – Pan minister rzeczywiście od dwóch lat, jak tutaj jest, żadnych informacji, których potrzebował z resortu edukacji, nie otrzymał na dyskietkach. Wszystko jest w formie elektronicznej. Natomiast dlaczego dane ze szkół MEN ściąga na dyskietkach, to jest pytanie do nich – ucina rzecznik Woźniak. – Być może minister spraw wewnętrznych nie ma kompetencji, jeśli chodzi o określanie systemów informatycznych, które funkcjonują w MEN. Mimo to uważam, że jeśli jest zagrożenie polegające na utrudnieniu pracy urzędników w resorcie z uwagi na przestarzały system informatyczny, to powinno zostać jak najszybciej zmienione – ripostuje poseł Pięta.
Dlaczego zatem elektroniczny przepływ informacji funkcjonuje bez zarzutu między poszczególnymi ministerstwami, natomiast w kwestii odbierania danych z poszczególnych szkół ciągle nie został on zmodernizowany? Grzegorz Żurawski winę zrzuca na wadliwą legislację w zakresie zarządzania oświatą. – My korzystamy z systemu informacji oświatowej. Jak działa obecnie, proszę czytać w ustawie o systemie informacji oświatowej. Szykujemy jej nowelizację, aby usprawnić system zbierania danych ze szkół i ich analizę na wszystkich szczeblach zarządzania oświatą – unika precyzyjnej odpowiedzi rzecznik MEN.
– To absolutnie nieprawda. Proszę zapytać kuratorów oświaty w poszczególnych województwach, jak ich system działa. Jest na tyle wydolny, żeby wszystkie dane statystyczne były bardzo szybko monitorowane przez ministerstwo edukacji. W tym zakresie jest wszystko w porządku – twierdzi poseł Tomasz Kulesza (PO) z sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. I dodaje, że np. z kuratorium podkarpackiego wszystkie informacje są przekazywane na bieżąco, stąd przewożenie albo przesyłanie dyskietek to coś „zupełnie archaicznego”. Kulesza zastrzega, że nie jest jego intencją podważanie autorytetu rzecznika resortu, i zapowiada, że zainteresuje się tą sprawą na początku przyszłego tygodnia. – Zadzwonię do wiceminister Krystyny Szumilas z prośbą, żeby wyjaśniła mi tę kwestię – zapowiada. – Systemy informatyczne się zmieniają i trzeba je wymieniać co 2-3 lata, natomiast ten, na którym MEN i kuratoria obecnie pracują, jest systemem sprawdzonym i myślę, że na razie jest wystarczający – puentuje Kulesza.
Maria S. Jasita
