LFO – teraz pora na sąd

Po ośmiu latach Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu zakończyła śledztwo w sprawie niedokończonej budowy Laboratorium Frakcjonowania Osocza w Mielcu. Ostatnim punktem afery, która wyrosła na styku polityki i biznesu, jest akt oskarżenia skierowany przez prokuratorów do Sądu Okręgowego w Warszawie przeciwko byłemu prezesowi zarządu Kredyt Banku i jednemu z jego byłych dyrektorów. Według prokuratury, obaj podejrzani narazili Kredyt Bank oraz inne banki wchodzące w skład konsorcjum udzielającego kredytu spółce LFO na wielomilionowe straty.

Jak powiedziała nam Anna Romaniuk, zastępca prokuratora okręgowego w Tarnobrzegu, zarzuty wobec byłego prezesa zarządu Kredyt Banku Stanisława P. oraz byłego dyrektora jednego z departamentów banku Witolda S. dotyczą m.in. niedopełnienia ciążących na nich obowiązków. – Osoby te w sposób nieprawidłowy nadzorowały realizację umowy kredytowej zawartej ze spółką LFO, w wyniku czego – jak ustaliliśmy – konsorcjum banków, które zostało utworzone dla skredytowania inwestycji w Mielcu, poniosło wielomilionowe straty – wyjaśnia prokurator Romaniuk.

Wspomniani bankowcy już we wstępnej fazie inwestycji mieli świadomość licznych nieprawidłowości, a mimo to nie reagowali. – Jak ustaliliśmy w toku śledztwa, do banku z Ministerstwa Finansów wpłynęły co najmniej dwa pisma, z których wynikało, iż resort uważa, że są poważne nieprawidłowości, które mogą wskazywać na zagrożenie spłaty już udzielonego kredytu. W jednym z tych pism zawarty był wniosek o wstrzymanie dalszej wypłaty środków z tego kredytu. W tej sytuacji oskarżeni, mimo iż mieli takie uprawnienia, nie podjęli żadnych działań związanych chociażby z wdrożeniem wewnętrznych procedur, które pozwoliłyby na stwierdzenie nieprawidłowości, wstrzymanie wypłaty dalszych środków kredytu, a ostatecznie na wypowiedzenie tej umowy kredytowej. W ten sposób szkoda byłaby mniejsza – powiedziała nam Anna Romaniuk.

Ze wspomnianych not ministerialnych wynikało, że sytuacja ekonomiczno-finansowa spółki LFO jest coraz gorsza, że są opóźnienia w budowie fabryki w Mielcu, a także że spółka nie ustanowiła zastawu na maszynach i urządzeniach, co miało być jednym ze sposobów zabezpieczenia kredytu. Tym, co powinno zwrócić uwagę oskarżonych przez prokuraturę bankowców, był także fakt, iż gros środków kredytowych nie było przeznaczonych na cele związane z inwestycją. Nieprawidłowości te potwierdziło także śledztwo. – Przez zaniedbania byłych pracowników Kredyt Banku powstała szkoda w wysokości około pięciu milionów dolarów – stwierdziła prokurator Romaniuk. Przestępstwo to jest zagrożone karą do 10 lat więzienia.

Przypomnijmy, że budowa LFO w Mielcu rozpoczęła się 11 lat temu. Miał to być jedyny w Polsce i jeden z najnowocześniejszych zakładów w Europie produkujący leki na bazie ludzkiej krwi. Miał, bo tak naprawdę nigdy nie powstał. Rozpoczęcie produkcji leków planowano już na 1999 rok.

Spółka LFO zaciągnęła 32 mln dolarów kredytu, z czego wykorzystała 21, a zamiast fabryki wybudowała zaledwie dwie hale. Nie spłaciła też zaciągniętych kredytów bankowych, na które, wbrew merytorycznym przesłankom, w 60 procentach gwarancji udzielał eseldowski rząd Włodzimierza Cimoszewicza. Komornicy wyegzekwowali już blisko 61 mln zł z kont Ministerstwa Finansów, czyli z naszych podatków, na rzecz poszkodowanych banków.

Wielowątkowe śledztwo w sprawie LFO rozpoczęło się w 2001 roku. W jego trakcie przesłuchano kilkadziesiąt prominentnych postaci życia politycznego, m.in. byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i jego małżonkę, a także byłych premierów i ministrów z SLD, z którymi poprzez układy polityczno-biznesowe powiązani byli prezesi spółki i główni oskarżeni w aferze: Zygmunt N. i Włodzimierz W. Wspomniani biznesmeni – jak ustaliła prokuratura – narazili Skarb Państwa na wielomilionowe straty, a ich proces rozpocząć ma się w przyszłym miesiącu. Grozi im do 10 lat więzienia.

Pierwszą z siedmiu osób oskarżonych w sprawie LFO był jednak minister gospodarki w rządzie premiera Cimoszewicza – Wiesław Kaczmarek, oskarżony o popełnienie przestępstwa tzw. oszustwa kapitałowego polegającego na wydaniu nierzetelnej opinii, na podstawie której udzielono spółce LFO rządowych gwarancji. Wprawdzie warszawski sąd okręgowy uniewinnił Kaczmarka, jednak po apelacji prokuratury sprawa będzie ponownie rozpatrywana. – Sąd Apelacyjny w Warszawie już rozpoznał naszą apelację, uchylił wyrok i przekazał do ponownego rozpoznania – podkreśla prokurator Romaniuk. Kontrowersje prokuratury, która wciąż podtrzymuje wcześniejsze zarzuty, budzi też wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, który 10 listopada 2009 roku uniewinnił Halinę W.-T., wiceminister finansów w rządzie Cimoszewicza, obecnie członka Rady Polityki Pieniężnej. Parafowała ona projekt umowy, która doprowadziła do udzielenia spółce LFO gwarancji ministra finansów w sprawie kredytu na budowę LFO. – Wciąż nie mamy pisemnego uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie. Jak wpłynie uzasadnienie, wówczas sporządzimy apelację – zapowiada zastępca prokuratora okręgowego w Tarnobrzegu.

Laboratorium Frakcjonowania Osocza, które w założeniu miało być przedsięwzięciem na skalę europejską, miało też przynieść wymierne korzyści zarówno dla pacjentów, jak i dla polskiej gospodarki. Tymczasem wyszła afera i jedno z najdłuższych śledztw w powojennej Polsce. Jak powiedział nam szef Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzegu Edward Podsiadły, przyczyn tak długiego śledztwa jest kilka, m.in. trudności ze sprowadzeniem do kraju jednego z prezesów LFO. – Problemy stwarzał jeden z głównych oskarżonych w sprawie Zygmunt N., który ukrywał się w Wielkiej Brytanii i dopiero europejski nakaz aresztowania, jaki wydaliśmy, pozwolił na jego ekstradycję w czerwcu 2007 roku, a następnie postawienie zarzutów. Inną kwestią były czynności prowadzone za granicą – wyjaśnia prokurator Podsiadły. Wśród innych przyczyn przewlekania śledztwa były skomplikowane w realizacji odezwy prokuratury o zagraniczną pomoc prawną, o którą zwrócono się m.in. do Szwecji, Holandii, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, a także Australii. – Chodzi tu o przesłuchanie wielu świadków, udziałowców spółki LFO, w tym kluczowego świadka, znanego w świecie biznesu Australijczyka pana Turnera, który swoje interesy prowadzi w Stanach Zjednoczonych, a którego trudno było przesłuchać. Ostatecznie w wyniku wielu zabiegów, m.in. interwencji Prokuratury Krajowej i MSZ, udało się to zrealizować – dodaje szef tarnobrzeskiej prokuratury. Biorąc jednak pod uwagę zawiłość sprawy, jak i dotychczasowe postępowanie sądowe, może minąć jeszcze kilka kolejnych lat, zanim w tych sprawach zapadną prawomocne wyroki.


Mariusz Kamieniecki
drukuj