Misja Jana Pawła II trwa
Z ks. abp. Edwardem Nowakiem, sekretarzem watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w latach 1990-2007, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Dobiega końca najważniejszy etap procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II. Jakie uczucia towarzyszyły Księdzu Arcybiskupowi w 2005 roku, kiedy rozpoczynał się ten proces?
– Jako sekretarz Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych byłem jednym z inicjatorów rozpoczęcia tego procesu. Na specjalnym dekrecie obok podpisu prefekta Kongregacji widnieje także mój podpis. Wraz z prefektem odbierałem akta procesowe i diecezjalne wikariatu rzymskiego, a także akta procesu diecezjalnego krakowskiego. Elementem niezwykle istotnym było to, że dzięki dyspensie Ojca Świętego Benedykta XVI został skrócony wymagany prawem kanonicznym czas oczekiwania na proces, który w normalnych warunkach może się rozpocząć dopiero po pięciu latach. Pamiętam też krytykę, która mnie spotkała, także w Polsce, kiedy w wywiadzie dla włoskiego dziennika „Corriere della Sera” wyraziłem nadzieję, że proces zacznie się bardzo szybko. Zarzucano mi wówczas, m.in. brak znajomości procedur beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych. Tymczasem miałem na uwadze obowiązujące współcześnie ustawodawstwo kanoniczne, a także perspektywę historyczną, tzn. ewolucję prawa kanonizacyjnego w ciągu wieków. Ponadto za krótszym niż zazwyczaj okresem oczekiwania na proces przemawiały i inne względy, m.in. przekonanie o świętości, a co za tym idzie – żywiołowa i powszechna reakcja wiernych obecnych w Rzymie na pogrzebie Jana Pawła II oraz wiernych na całym świecie, którzy rozumieli duchową wielkość i nadzwyczajność Papieża Polaka. Dzisiaj moja radość jest jeszcze większa.
Kiedy po raz pierwszy spotkał Ksiądz Biskup Karola Wojtyłę?
– Pierwszy raz spotkałem przyszłego Papieża w 1963 roku podczas jednej z sesji Soboru Watykańskiego II. Wówczas jeszcze jako wikariusz kapitulny krakowski ks. bp Karol Wojtyła przyjechał na obrady Soboru i zamieszkał w Kolegium Polskim przy Piazza Remuria. Mieszkaliśmy niedaleko siebie, jego pokój mieścił się bliżej ogrodu. Codziennie kilka razy mijaliśmy się, idąc do kaplicy czy refektarza. Z okresu Soboru mieliśmy wiele wspólnych wspomnień.
Jako sekretarz Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych był Ksiądz Arcybiskup jednym z najbliższych współpracowników Papieża. Jak Ksiądz Arcybiskup wspomina ten czas?
– Miałem okazję znać zwyczajnego człowieka, a jednocześnie w tej zwyczajności nadzwyczajnego, przepełnionego charyzmatem Bożym. Jan Paweł II był wielkim humanistą, człowiekiem o szerokich horyzontach, który żywo interesował się sprawami otaczającego świata. Był ciekawy ludzi, lubił się śmiać. W tej zwyczajności, wierności codziennym obowiązkom, w podejściu do drugiego człowieka i niezwykłej relacji, która łączyła go z Panem Bogiem, był człowiekiem świętym.
Często spotykał się Ksiądz Arcybiskup z Ojcem Świętym prywatnie. Jakim był człowiekiem?
– Na każdym kroku pokazywał swoje bardzo „ludzkie” oblicze. Był ciekawy świata, pytał o wiele spraw, również o sprawy beatyfikacyjne czy kanonizacyjne, którymi zajmowałem się na co dzień. Leżały mu głęboko na sercu zwłaszcza sprawy przyszłych polskich błogosławionych i świętych. Kiedy zbliżały się pielgrzymki do Ojczyzny, Ojciec Święty pytał, czy są może jakieś sprawy w Kongregacji, które można by było dokończyć i przeprowadzić beatyfikację czy kanonizację na miejscu, w Polsce. Zawsze starałem się spełniać wolę Papieża na tyle, na ile było to możliwe, stąd też tak liczne akty wyniesienia na ołtarze polskich świętych miały miejsce w Polsce. Przypomnijmy choćby te z 1997 r. – św. Jana z Dukli w Krośnie i św. Jadwigi Królowej w Krakowie czy tę z 1999 r. – św. Kingi w Starym Sączu. Muszę przyznać, że w Kongregacji z czasem dały się nawet słyszeć głosy, że sprawy polskie tak szybko idą. Działo się to na polecenie Ojca Świętego i przy zachowaniu wszelkich reguł prawa. Zresztą, tak samo było przy okazji pielgrzymek do innych krajów, Ojciec Święty bowiem chciał, by – jeśli to tylko możliwe – wyniesienie na ołtarze odbywało się w ojczyźnie danego świętego.
Jan Paweł II wyniósł na ołtarze największą grupę świętych i błogosławionych, w tym – jak już Ksiądz Arcybiskup wspomniał – także wielu Polaków. Dlaczego ukazywanie światu coraz to nowych przykładów świętości było dla Papieża tak ważne?
– Ojciec Święty uważał, że powołanie do świętości nie omija nikogo. W rozmowach niejednokrotnie podkreślał, że misją Kościoła jest uświęcenie ludzi. Stał na stanowisku, że jeżeli ludzie osiągają świętość, to znaczy, że Kościół wypełnia swoją misję. Brak świętych oznaczałby, że Kościół nie spełnia swego zadania. W tym rozumieniu cała działalność Kościoła ukierunkowana jest na formację uświęcania ludzi i jest to absolutnie sprawa pierwszorzędna. Wspominał o tym w swoich homiliach, przemówieniach oraz encyklikach, które stały się niejako typowe dla jego pontyfikatu. Mówił o tym także podczas prywatnych rozmów. Bardzo mu zależało, by w nowym tysiącleciu ukazywać świętość, która – jak się potocznie sądzi – nie jest możliwa do osiągnięcia. Wynosząc na ołtarze rzesze świętych, wskazywał na ich formację, na to, że niejednokrotnie mocowali się ze swoimi słabościami, czasem też upadali, ale umieli powstawać i osiągali świętość. Fakt ten, w ocenie Jana Pawła II, świadczy o tym, że Ewangelia nie jest reliktem przeszłości, zakurzoną, Świętą Księgą, ale nauką, która choć trudna, to możliwa do realizacji przez każdego. Charakterystyczne dla Papieża Jana Pawła II było także i to, że wynosząc na ołtarze świętych z ubiegłych epok, główny nacisk kładł na współczesnych świętych. Weźmy chociażby 108 męczenników II wojny światowej, którzy służą jako przykład, że święci są wśród nas; możemy więc stwierdzić, że problem świętości był, jest i zawsze będzie aktualny.
Istota świętości pozostaje niezmienna od czasów Pana Jezusa. Polega ona na miłości Bożej, na zjednoczeniu z Chrystusem. To jest ten element, który każdy święty musi realizować w swoim życiu, i którego za każdym razem musimy poszukiwać, badając życie kandydata na świętego. Zmianie ulegają jedynie warunki, okoliczności życia, w jakich przychodzi mu żyć. W każdych warunkach można realizować przykazania Boże wypływające z Ewangelii.
A zatem Papież pokazywał nam ludzi świętych, a jednocześnie zwyczajnych?
– Tak. Uczył, że świętość jest stylem życia powiązanym z moralnością. Nie da się oddzielić świętości od moralności jako jej podstawowego kryterium. Zawsze jednak musi pojawić się tzw. heroiczność cnót, tj. zwyczajne życie musi być prowadzone w sposób nadzwyczajny. Polega to na tym, że codzienne, nawet drobne obowiązki wykonywane są w sposób heroiczny, a motywacją do takiego ich wykonywania jest miłość do Chrystusa. Czynom tym towarzyszyć musi energia Boża, która jest w nas. Dlatego Ojciec Święty kładł tak duży nacisk na ludzi świeckich. Warto przypomnieć, że w historii najczęściej na ołtarze wynoszono duchownych. Z kolei Jan Paweł II wskazywał na pierwszeństwo ludzi świeckich, z których w ogromnej większości składa się Kościół. To właśnie ich świętość ukazywał nam jako godną naśladowania. Na każdym kroku podkreślał, że świętość nie jest przywilejem jakiejś epoki, np. średniowiecza, ale stanem aktualnym i absolutnie możliwym do osiągnięcia w naszych czasach. Janowi Pawłowi II chodziło o umocnienie chrześcijaństwa na każdym kontynencie przez pokazanie postaci, które w konkretnych warunkach czy kulturze mogły wspiąć się na wyżyny chrześcijańskiej doskonałości.
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Ksiądz Arcybiskup często gościł w tym okresie u Papieża Jana Pawła II. Jak wyglądały te spotkania?
– Wiążą się z nimi bardzo miłe wspomnienia. Ojciec Święty był człowiekiem o niezwykle pogodnym usposobieniu, co miałem okazję wielokrotnie obserwować, także podczas spotkań w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Przebiegały one z zachowaniem polskich tradycji. Był opłatek, polskie potrawy. Po kolacji, kiedy zgasło światło i tylko choinka mieniła się kolorowymi bombkami i światełkami, wraz z siostrami, które prowadziły Dom Papieski, rozpoczynaliśmy koncert kolęd. Trwał on bardzo długo, aż do momentu, w którym ks. Stanisław Dziwisz w trosce o Ojca Świętego delikatnie wskazywał, że czas najwyższy, by Jan Paweł II udał się na spoczynek. Zresztą, wspólne śpiewanie kolęd trwało aż do 2 lutego. Zanim jednak pożegnaliśmy się z Papieżem, tradycją było odśpiewanie kolędy „Oj Maluśki, Maluśki”. Po ostatniej zwrotce Ojciec Święty, spoglądając na poszczególne osoby siedzące przy stole, każdemu wymyślał na poczekaniu kolejne zwrotki. Mam zapisane cztery takie osobiste kolędowe dedykacje Ojca Świętego. Żałuję, że nie zapamiętałem ich więcej. Jedna z nich powstała w okresie przygotowań do kanonizacji Ojca Pio, kiedy wszyscy w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych ciężko pracowaliśmy, by zakończyć proces. Ojcu Świętemu bardzo ta sprawa leżała na sercu, dlatego często pytał mnie o postępy. Tymczasem ja odpowiadałem, że to nie może tak szybko przebiegać. Papież zadedykował mi następujący fragment kolędy: „Jak jo się pytam, jak jo się pytam o Ojca Pio, to Edziu Nowak, to Edziu Nowak mocno się wywijo”. Święta to był czas pełen radości spędzany w bliskości Jana Pawła II.
Świadczy to o tym, że Ojciec Święty każdego traktował w sposób bardzo indywidualny…
– Ze wszystkimi starał się być w bliskim, przyjaznym i radosnym kontakcie uczuciowym, zarówno z tymi, z którymi siadał przy stole, jak i z tymi, których spotykał podczas audiencji bądź w czasie swoich licznych pielgrzymek. Mimo wielu zajęć znajdował czas, by w ciepły, bardzo ludzki sposób porozmawiać z innymi. Zawsze był autentyczny, i to go wyróżniało spośród innych.
Ojciec Święty odwiedzał swoją Ojczyznę, jednak nie tak często, jak pewnie by tego chciał. Czy Papież tęsknił za Polską?
– Pamiętam, gdy pewnego razu ks. Dziwisz pojechał do Polski. Ojciec Święty bardzo za nim tęsknił. Często głośno zastanawiał się, co w danym momencie robi, jak przebiegają uroczystości, w których uczestniczy. W myślach odgadywał, co się mogło dziać w Polsce. Również kiedy wracałem z Polski do Rzymu, zapraszał mnie do siebie i pytał: „A co tam słychać w Polsce, co mówią księża?”. Był ciekaw, czy przywiozłem może jakiś żart. Pewnego razu tak się roześmiał, że aż zabrakło mu tchu. Oczywiście wszystko skończyło się na śmiechu, ale to pokazuje, jak bardzo spragniony był Polski, także w tym radosnym wydaniu. Karmił się tymi okruchami wiadomości, które przywoziliśmy z Ojczyzny.
Na czym, zdaniem Księdza Arcybiskupa, polegała wyjątkowość, świętość samego Jana Pawła II?
– Ojciec Święty był niezwykle otwarty na innych ludzi i tą szczerą, autentyczną otwartością obejmował cały świat. Taki sposób bycia przywiózł z Polski. Pamiętam nawet głosy, że Papież polonizuje Kościół, że formy duszpasterskie stosowane w Polsce są włączane do działalności ogólnej Kościoła. W takich sytuacjach Ojciec Święty odpowiadał: „Pan Bóg mnie powołał z rzeczywistości polskiej i dlatego też Jego wolę widzę w tym, by podobnie działać na płaszczyźnie Kościoła powszechnego”. Uczył, że duszpasterze powinni być z ludźmi nie „od święta”, ale na co dzień; że powinni im towarzyszyć w radościach i w smutkach, bo tego wymaga od nich Pan Bóg. Zależało mu na świętych kapłanach, którzy sami ubogaceni łaską ładowaliby ludzi Bożą energią. Był przeciwny zamykaniu księdza w zakrystii. Często powtarzał, że nasze są place, stadiony i wszędzie tam musimy być blisko ludzi, patrząc im w oczy. Dzięki tej świadomości możemy przekształcać świat i prowadzić ludzi do Chrystusa. Taką mentalność, taki model duszpasterstwa wyniósł z Polski i niejako przetransponował go na płaszczyznę Kościoła powszechnego. Do dzisiaj, kiedy spotykam się z ludźmi z różnych stron świata, są zdumieni, wręcz zafascynowani postawą tego niezwykłego człowieka, który potrafił podbić, porwać dla Chrystusa cały świat – od Argentyny po Kanadę, Indie, Koreę, Indonezję, wszędzie gdzie tylko przybywał. Jednocześnie był heroiczny w czynieniu dobra. Dzieło ewangelizacji przerwała śmierć, ale misja Jana Pawła II wciąż trwa.
Kim dla Księdza Arcybiskupa pozostaje Jan Paweł II, dziś Sługa Boży?
– Był i wciąż jest punktem odniesienia w wielu sprawach. Osobiście wiele razy, w zadumie, modlitwie zwracam się do niego, polecając mu moje kłopoty i zmartwienia. To jest relacja opierająca się na dialogu, który wykracza poza grób, relacja, która wciąż trwa. Wierząc i ufając, że jest blisko Boga, możemy z nim rozmawiać i powierzać mu swoje sprawy i dylematy. Wkrótce będzie to już oficjalne orędownictwo uznane przez Kościół.
Księże Arcybiskupie, w czym powinniśmy naśladować Jana Pawła II?
– Myślę, że właśnie w tym humanistycznym, tzn. bardzo ludzkim, a jednocześnie bardzo Bożym podejściu do życia i do drugiego człowieka. Powinniśmy jak on otwierać swe serca i dłonie na potrzeby innych ludzi. To jest nasze zadanie na dziś, na jutro i na przyszłość.
Dziękując za rozmowę, chciałbym w imieniu redakcji i Czytelników „Naszego Dziennika” złożyć Księdzu Arcybiskupowi najserdeczniejsze życzenia błogosławionych, radosnych Świąt Bożego
Narodzenia, zdrowia i sił w ofiarnej służbie na rzecz Kościoła powszechnego i naszej Ojczyzny.
– Dziękuję serdecznie za pamięć i za dobre słowo. Odwzajemniając życzenia, zapewniam o swej modlitewnej pamięci. Niech Pan Bóg, który przychodzi na świat, błogosławi i ubogaca łaskami, a opieka naszego wielkiego Rodaka w niebie i jego przykład niech towarzyszą nam na co dzień, abyśmy stawali się do niego podobni, sięgając do treści jego nauczania.
Dziękuję za rozmowę.
