Agenci Stasi rozsadzają koalicję
Postkomunistyczna partia niemieckiej lewicy w ostatnich wyborach w Brandenburgii wypadła znakomicie i wraz z socjaldemokratami zawiązała koalicję w tym landzie. Ale ma za sobą mroczną przeszłość, która kompromituje tę partię zarówno na poziomie krajów związkowych, jak i parlamentu. W Bundestagu wobec szefa frakcji Lewicy Gregora Gysiego wytaczane są oskarżenia o ponaddziesięcioletnią współpracę ze Stasi.
Brandenburgia jest drugim po Berlinie krajem związkowym Niemiec rządzonym przez tzw. czerwono-czerwoną koalicję, czyli przez Socjaldemokratyczną Partię Niemiec i partię Lewica, która w prostej linii wywodzi się od postkomunistów. Stało się to możliwe po zajęciu przez Lewicę drugiego miejsca w wyborach landowych w Brandenburgii, gdzie zdobyła 27,2 proc. poparcia. Premier landu Matthias Platzeck (SPD) zerwał poprzednią koalicję z CDU i zawarł nowy układ z postkomunistami. I natychmiast zaczęły się problemy. Bardzo szybko wyszło na jaw, że wśród nowych posłów Lewicy w brandenburskim parlamencie jest stosunkowo duża grupa byłych tajnych współpracowników NRD-owskiej policji Stasi.
Przeszłość po latach dopadła tajnych agentów, bo zgodnie z partyjną klauzulą (zaakceptowaną przez partię brandenburskiej lewicy) z 1990 r., jeżeli ujawniona zostanie współpraca członka parlamentu z komunistycznym aparatem Stasi, to musi on złożyć rezygnację (w Niemczech nie ma zakazu sprawowania funkcji posła lub urzędnika państwowego przez byłych agentów Stasi, regulują to same partie i wewnętrzne przepisy urzędów). Już kilka dni po wyborach ze względu na współpracę ze Stasi mandaty musiały oddać trzy posłanki Lewicy: Gerlinde Stobrawa, Renate Adolh i Michaela Luthard, a do co najmniej czterech pozostałych osób istnieją bardzo poważne podejrzenia o taką współpracę. Cały klub Lewicy w Brandenburgii liczy 26 posłów.
Speckomisja bez Lewicy
Po raz kolejny większość deputowanych Bundestagu nie zgodziła się, aby przedstawiciel Lewicy zasiadał w komisji do spraw służb specjalnych. Podczas czwartkowego głosowania odpadła kandydatura posła Lewicy Wolfganga Neskovica. Co prawda szef tej frakcji Gregor Gysi zapowiada, że jego ugrupowanie ponownie zgłosi tego samego kandydata, ale ma świadomość, że komunistyczna przeszłość członków jego partii (także jego samego) jest dużą przeszkodą na drodze do politycznej kariery.
Tenże sam Gysi w jednym z wywiadów przyznał, że być może nacisk na rozliczenie się z własną historią nie był w jego partii wystarczająco duży. Jak zauważył, mimo zajęcia bardzo dobrego, drugiego miejsca w wyborach w Brandenburgii, Lewica nie może czuć się zwycięzcą, bo ci parlamentarzyści, którzy zataili swą współpracę ze Stasi, zaszkodzili partii tak w landzie, jak i w całych Niemczech. Zalecił, aby jego partyjni koledzy nie gloryfikowali zbyt mocno enerdowskiego państwa i nauczyli się zwracać większą uwagę na uczucia obywateli z zachodnich landów, którzy NRD postrzegają bardzo krytycznie. Gysi stwierdził, że żałuje, iż nie doszło do głębszego rozliczenia ugrupowania z własną przeszłością, a jednocześnie oświadczył, że co prawda w NRD nie wszystko odbywało się zgodnie z prawem, ale nie było to też państwo bezprawia. Problematyczne jest jednak to, że oskarżenia o ponaddziesięcioletnią współpracę ze Stasi ciążą także na samym Gysim.
Skuteczna propaganda
Przedstawiciele niemieckiej partii lewicowej sami przyznali, że są prawnymi następcami byłej komunistycznej partii SED. Podczas jednego z procesów sądowych w Berlinie dowodzili, że partia ma pełne prawo zabierać głos w sprawach byłej partii PDS, a także komunistycznej SED, gdyż jest ich bezpośrednią spadkobierczynią. W Niemczech spadkobiercy komunistycznego reżimu mogą swobodnie funkcjonować w obecnej polityce, a jedyną przeszkodą może być współpraca ze Stasi. Zdaniem pełnomocnik rządu do spraw akt Stasi w Turyngii (odpowiednik polskiego IPN) Hildigund Neubert, partia lewicowa stosuje bardzo skuteczną propagandę w mediach, która niestety przynosi jej wymierne korzyści. Jeżeli dzisiaj ktokolwiek próbuje mówić negatywnie o systemie w NRD, to politycy i propagandyści z partii lewicowej natychmiast przekuwają to w bardzo głośne oskarżenia o to, że w ten sposób szkaluje się wszystkich ludzi z dawnej NRD. Przy każdej próbie rzetelnej oceny zbrodniczego reżimu komunistycznego postkomuniści wznoszą gromki krzyk z oskarżeniem o oczernianie byłych obywateli NRD.
Działania Lewicy wydają się bardzo skuteczne, bo dzisiaj większości Niemców komunistyczne państwo, jakim była Niemiecka Republika Demokratyczna, nie kojarzy się z reżimem, lecz jest czymś w rodzaju obyczajowego i rozrywkowego skansenu. Prawie nic nie wiedzą na ten temat młodzi ludzie. Mur berliński, ich zdaniem, zbudował Gorbaczow, Hitler lub Stalin, a wschodnie Niemcy były krajem demokratycznym i integralną częścią RFN. A samo NRD to państwo sprawiedliwości społecznej. Coraz częściej symbole reżimu komunistycznego dla niemieckiego społeczeństwa stają się jedynie śmiesznym rekwizytem służącym rozrywce lub napędzaniu interesu. Pod Berlinem otwarto dla turystów schron przeciwatomowy należący do ostatniego komunistycznego przywódcy NRD, a także bar „Pod Firmą”, którego wystrój ma przypominać pomieszczenia komunistycznej policji Stasi.
Waldemar Maszewski, Hamburg
