Klęskę ponieśli prześladowcy
Z ks. bp. Tadeuszem Pikusem, biskupem pomocniczym warszawskim, wikariuszem generalnym archidiecezji warszawskiej, rozmawia Mateusz Dąbrowski
Wtorkowe uroczystości zainaugurowały Rok Katyński 2010. Obchodzić będziemy 70. rocznicę mordu na polskich oficerach w Katyniu, który stał się symbolem wszystkich zbrodni ludobójstwa sowieckiego na Polakach. Przed wychowawcami stoi zadanie przekazania młodzieży prawdy o tych wydarzeniach…
– Przeżywanie tych rocznic jest przede wszystkim lekcją historii – nie tylko w sferze intelektualnej, ale zwłaszcza w integralnym przeżyciu człowieka. Ta historia przez wiele lat była nieznana. Cieszę się bardzo, że przez ostanie lata coraz bardziej rozpoznajemy prawdziwą historię naszej Ojczyzny i Europy. Przeżywanie tych uroczystości w sposób taki jak dzisiaj, to powracanie do tych wydarzeń, do osób, które brały w tym udział, a przede wszystkim do wartości, które wówczas były deptane, a ich obrońcy byli mordowani. Jednak paradoksalnie klęski nie ponieśli ci, którzy byli prześladowani, ale ponieśli ją prześladowcy. Widzimy bowiem, że dzisiejszy świat i dzisiejsze pokolenie z szacunkiem oddaje honor obrońcom Ojczyzny, obrońcom wolności i godności człowieka.
Wiele lat minęło, zanim w Katyniu mógł stanąć krzyż…
– Dzisiejsze uroczystości pozwoliły mi właśnie przypomnieć pewne wydarzenie. Otóż w 1988 r. Ksiądz Prymas Józef Glemp jako delegat Stolicy Apostolskiej na millennium chrztu Rusi spotkał się z ministrem ds. religii. W czasie tej rozmowy na pytanie pana ministra, w czym mógłby pomóc, Ksiądz Prymas odparł, że chciałby, aby na grobach pomordowanych w Katyniu stanął krzyż. Minister wyraził zgodę i jeszcze jesienią 1988 r. tak się stało. Drugim postulatem było to, aby duszpasterz Kościoła katolickiego przybył do Moskwy i mógł posługiwać Polakom kontraktowym, ale również tym, którzy tam przebywają jako zesłańcy bądź jako potomkowie tych zesłańców. I wówczas tak się złożyło, że tym duszpasterzem byłem ja. W 1990 r., jeszcze za czasów Związku Sowieckiego, zostałem skierowany do Moskwy jako duszpasterz Polaków w ZSRS.
Kiedy po raz pierwszy udał się Ksiądz Biskup do Katynia?
– W maju 1990 r. wybrałem się do Katynia, gdzie stał już ów krzyż. Tam z grupą towarzyszących mi pracowników odprawiłem Mszę św., podczas której ołtarzem była skrzynka po wodzie mineralnej. Właściwie to wtedy był mój pierwszy kontakt z tym miejscem, jeszcze wówczas groby nie były ujawnione. Z czasem prawda o Charkowie, Miednoje i wielu innych miejscach zagłady była coraz bardziej odkrywana. Będąc tam, z pozycji Moskwy mogłem uczestniczyć w wielu uroczystościach związanych z tą bolesną kartą naszej historii, chociażby odsłanianiu grobów czy sprawowaniu Liturgii na tamtych cmentarzach.
W to, aby Katyń „ocalić od zapomnienia”, angażuje się bardzo wiele osób. Jedną z inicjatyw mających mówić prawdę o tej zbrodni jest idea posadzenia prawie 22 tysięcy dębów, które ożywiają pamięć o pomordowanych na Wschodzie.
– Dzisiejszy dzień i sama idea, by posadzić dąb na pamiątkę każdego z pomordowanych, jest wspaniała, bardzo pomysłowa i udana. Te dęby będą szumieć na chwałę poległych i przypominać o tej wielkiej tragedii, a jednocześnie inspirować, by nigdy nie zwyciężyła nienawiść i nie powtórzyły się zbrodnie ludobójstwa.
Obecnie w pewien sposób próbuje się – np. poprzez media – zerwać kontakt człowieka z przeszłością. Co na tym tracimy?
– Nie wolno odciąć się od historii, bo historia jest nauczycielką życia. Tam buduje się tożsamość narodowa, tożsamość obywatelska. I aby budować teraźniejszość oraz przyszłość, należy być mocno osadzonym w przeszłości.
Dziękuję za rozmowę.
