KGHM to nie fabryka makaronu

Z Józefem Czyczerskim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Górnictwa Rud Miedzi NSZZ „Solidarność”, rozmawia Anna Ambroziak

W opinii związków zawodowych, jedynie strajk generalny może powstrzymać rząd przed wyprzedażą Polskiej Miedzi…
– Strona rządowa debatując o prywatyzacji zakładu, wyjątkowo zlekceważyła samych pracowników – rozmowy toczyły się tylko z zarządem KGHM. To obrazuje tylko, że dialog z rządem w Polsce jest nijaki.
Poza tym chcę poinformować opinię publiczną, że ciężko jest nam przebić się z naszymi postulatami przez media komercyjne, zarówno te pisane, jak i mówione. Przedstawiały one fałszywy obraz niepohamowanych, dzikich związkowców, z którymi nie radzi sobie dzielny wódz Donald Tusk, który jednak nie podda się tej hegemonii, bo obiecał społeczeństwu, że nie podniesie podatków, i z tej racji jest zmuszony zganić protestujących związkowców.

Dlatego zdecydowali się Państwo w ubiegłym tygodniu na dwugodzinny strajk w KGHM, a nie inną formę protestu?
– Tak. Chcieliśmy przebić się przez szum medialny i przekazać rządowi proste przesłanie, że dalsza prywatyzacja pakietu 41,76 proc. (bo KGHM w tylu procentach należy do Skarbu Państwa) powoduje fundamentalne zagrożenie dla funkcjonowania tego przemysłu. Miedź i węgiel to najwartościowsze złoża naszego kraju. Mieliśmy nadzieję, że rząd zdaje sobie sprawę ze strategicznego znaczenia przemysłu miedziowego. Tymczasem ekipa Tuska postanowiła pozbyć się KGHM, największego potentata miedziowego w kraju, zakładu, który zajmuje szóste miejsce w świecie. Obawiamy się, że wskutek decyzji rządu przemysł ten w bardzo krótkiej perspektywie zniknie z mapy Polski. Sprzedaż największego bogactwa narodowego, jakim jest złoże miedzi, oznacza zamach na polską gospodarkę. Poza tym jest to zagrożenie dla całego regionu. To będzie koniec m.in. dla Lubina i Legnicy. Dalsza prywatyzacja KGHM to wielkie oszustwo Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny. Mam nadzieję, że wyborcy wyciągną z tego wnioski. Rząd chce nas przekonać, że przemysł miedziowy się nie opłaca. Tylko że jakoś nikt nie mówi o tym, iż przecież do KGHM nikt nie dołożył nawet złotówki! Wszyscy, a zwłaszcza Skarb Państwa, ciągną stąd olbrzymie pieniądze. Skarb Państwa w ciągu ostatniego roku w formie dywidendy zarobił na KGHM ponad 1,2 mld złotych. Rząd burzy obraz spółki wypracowany przez lata. Dlatego, zdaniem związku, za działanie na szkodę państwa Tuskowi i Schetynie należy się Trybunał Stanu. My przestrzegamy prawa, łamie je rząd.

Przedstawiciele związków zawodowych nie ukrywają swoich obaw, że pakiet KGHM przejmą spółki agenturalne i w efekcie KGHM skończy jak nasze stocznie…
– Kiedy następuje przejęcie pakietu powyżej 5 proc., może zdarzyć się tak, że znajdzie się kilku inwestorów, którzy skupią rozproszone akcje przedsiębiorstwa. Dla nas zagrożeniem jest przejęcie naszych akcji przez jakiegokolwiek inwestora zagranicznego. Dysponujemy przecież złożami, które są szacowane przynajmniej na kolejne 50 lat.

Dlaczego obawiają się Państwo, że może dojść do wrogiego przejęcia?
– Polska miedź jest jedną z najczystszych w świecie i zawiera bardzo małe ilości tlenu. To powoduje, że jest niełamliwa i elastyczna, co przekłada się na wysoką jakość produkcji kabli. Wyprzedza nas wprawdzie konkurencja światowa, która jest tańsza, bo bazuje na górnictwie odkrywkowym. My jesteśmy na szóstym miejscu w świecie pod względem wydobycia rudy miedzi (30 mln ton rocznie, z czego powstaje ponad 550 tys. ton czystej miedzi) i na drugim, jeśli chodzi o produkcję srebra – 100 tys. ton rocznie. Odzyskujemy też ponad tonę czystego złota rocznie. Wyprzedzają nas koncerny międzynarodowe spoza Europy, przeważnie te pochodzące z Ameryki Łacińskiej.

Skąd się biorą duże koszty funkcjonowania przedsiębiorstwa, o których mówił rząd?
– Polski przemysł miedziany to górnictwo głębinowe, a nie odkrywkowe – to znaczy, że musimy zrobić pionowy odwiert na głębokość nawet ponad tysiąca metrów. Co oczywiście jest związane z wysokimi kosztami. Schodząc tak nisko, musimy zapewnić górnikom dopływ tlenu. Ale przemysł miedziowy to nie fabryka makaronu, że jednorazowo zaleję mąkę wodą i mam gotowy produkt. Tu trzeba inwestować rocznie ok. 1,6 mld zł, żeby przygotować nowe partie złóż do eksploatacji. I to z pięcioletnim wyprzedzeniem. Jeżeli ten cykl zostanie w pewnym momencie przerwany przez nowego nabywcę, który skupi się tylko na rynku zbytu, a nie na inwestowaniu w odwierty, zostanie zmarnowany wkład finansowy już wcześniej poniesiony. Jeden szyb to ok. 200 mln dolarów. A tych szybów mamy ok. 40.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj