Stocznie bez pisemnych gwarancji
Katarski inwestor w Polskich Stoczniach zapewnił, że będzie budował okręty… ustnie
Wiadomość, że nabywcą majątku stoczni szczecińskiej i gdyńskiej jest tajemniczy QInvest z Kataru, otwiera duże pole do spekulacji. W tej transakcji wszystko jest niepewne: od zapłaty do odpowiedzi na pytanie, czy w stoczniach będą budowane statki.
Informacja, że inwestorem w byłej Stoczni Szczecińskiej Nowa oraz Stoczni Gdynia jest QInvest, fundusz inwestycyjny z Kataru na Półwyspie Arabskim, miała przeciąć spekulacje na temat tego, kto właściwie kupił stocznie, czyli kto stoi za fundacją Stichting Particulier Fonds Greenrights, nabywcą kluczowej części majątku stoczni niezbędnej do budowy okrętów. Czy jednak przecięła je do końca?
Funduszy w rodzaju QInvest utworzonych w oparciu o petrodolary działa na Bliskim Wschodzie bez liku. QInvest należy do największych. Na swoich stronach internetowych podaje, że działa na podstawie katarskiej licencji od 2007 roku. Co do struktury własności, 25 proc. udziałów posiada w nim Qatar Islamic Bank, 15 proc. – Gulf Finance House (GFH), a resztę – szejkowie z rejonu Zatoki Perskiej i Półwyspu Arabskiego. Obie wspomniane instytucje to największe banki islamskie (działające na prawie szariatu), które wychodzą ze swoją działalnością daleko poza region – inwestując m.in. w Afryce, południowej Azji, a nawet na rynku nieruchomości w Londynie. GFH był zaangażowany m.in. w plany budowy centrum biznesowo-mieszkalnego w okolicach Trypolisu w Libii oraz w projekt budowy dwuwieżowej Bramy Jordanii (budynek będący częścią tego projektu runął w 2006 roku).
– Wszystkie sprawy formalne, w tym zezwolenie MSWiA na nabycie nieruchomości, są załatwione, czekamy tylko na zapłatę – powiedziała „Naszemu Dziennikowi” Roma Sarzyńska, rzecznik Agencji Rozwoju Przemysłu, która nadzorowała przetarg.
Terminem zapłaty jest 21 lipca. Czy inwestor przedstawił gwarancje finansowe?
– Tak, gwarantem zapłaty jest Qatar Islamic Banc – zapewnia rzecznik ARP. Czy posiadamy pisemne gwarancje, że w stoczniach będą budowane okręty?
– Mamy ustne zapewnienie inwestora – brzmi odpowiedź. O pisemnych gwarancjach z jego strony nie mogło być mowy, ponieważ Komisja Europejska w wytycznych zakazała stawiania nabywcom majątku po stoczniach jakichkolwiek warunków.
QInvest to inwestor finansowy, tymczasem eksperci przekonywali wcześniej, że tylko inwestor branżowy byłby w stanie wznowić produkcję stoczniową. Reprezentujący inwestora Jan Ruurd de Jonge, prezes nowej spółki Polskie Stocznie, która ma poprowadzić w Polsce interes, przedstawił się na wtorkowej konferencji prasowej jako inżynier okrętowy, były oficer holenderskiej floty wojennej i przez pewien czas – szef jednej z tamtejszych stoczni.
Czy posiada wystarczające doświadczenie, aby pokierować biznesem, na którym polegli poprzedni szefowie stoczni? Na to pytanie na razie brak odpowiedzi. Zastępcami prezesa Jana Ruurda de Jonge w spółce Polskie Stocznie mają zostać byli wiceprezesi obu stoczni: Bogusław Adamski i Piotr Paszkowski. Prezes zapowiada uruchomienie działalności od 1 sierpnia. W przyszłości spółka ma zatrudnić ok. 5 tys. osób.
Nie jest jasne, dlaczego inwestor, startując do przetargów na majątek stoczni, ukrywał swoją tożsamość za spółką Stichting Particulier Fonds Greenrights rejestrowaną na Antylach Holenderskich w tzw. raju podatkowym. Czy chodziło o unikanie płacenia podatków?
– W Polsce będzie działał pod firmą Polskie Stocznie i to tutaj będzie płacił podatki – zapewnia rzecznik ARP.
Pieniądze uzyskane ze sprzedaży majątku stoczniowego wystarczą na pokrycie ok. 20 proc. długów upadłych stoczni – dowiedzieliśmy się w Agencji.
