Bartoszewski znów nie wie, co mówi

– Władysław Bartoszewski kompletnie nie zna problemu – tak europoseł Marcin Libicki komentuje w ten sposób słowa rządowego pełnomocnika ds. relacji międzynarodowych na temat niemieckich Jugendamtów. W wypowiedzi dla TVN 24 Bartoszewski bagatelizował problem działalności urzędów ds. młodzieży, wskazując, że spraw konfliktowych jest niewiele, stwierdził też, iż „nie można robić z tego skandalu i mówić: nie będzie Niemiec pluł nam w twarz”.

Bartoszewski, pytany o kontrowersje wokół niemieckich urzędów ds. młodzieży – Jugendamtów, stwierdził, że na 100 tys. małżeństw polsko-niemieckich jest „tylko osiem przypadków kolizyjnych, związanych z różnymi poglądami na uprawnienia ojcowsko-matczyne”. Dodał, że są podejmowane w konkretnych sprawach interwencje, ale „żadna z tych pań czy panów nie radzili się państwa polskiego, czy ma brać ślub z Niemcem. Jeżeli robi się coś na własną odpowiedzialność, to trzeba liczyć się z okolicznościami tej decyzji towarzyszącymi, wynikającymi z prawodawstwa kraju, w którym żyje. Mogli żyć w Polsce”.

– Jeżeli np. Polka wychodzi za Niemca, to ona nie musi brać pod uwagę tego, że wykonywanie prawa będzie skierowane przeciwko niej – komentuje wypowiedź pełnomocnika rządu Marcin Libicki europoseł. – My nie kwestionujemy podstaw prawnych, tylko kwestionujemy wykonywanie tego prawa – jeżeli w uzasadnieniu swojego orzeczenia sąd niemiecki mówi, że lepiej, żeby dziecko wychowywało się w jednej kulturze i w jednym języku i tym językiem i tą kulturą ma być kultura niemiecka, to jest w oczywisty sposób niezgodne nie tylko z normalnymi zasadami, ale i z prawem unijnym – wskazuje deputowany, dodając, że jest akceptowana rola Jugendamtów jako swoistego zbiorowego kuratora, ale kwestionuje się ich sposób postępowania. Libicki podkreśla, że o naruszających prawo praktykach Jugendamtów mówił nie tylko wysoki komisarz ds. praw człowieka ONZ, ale nawet przedstawiciel rządu niemieckiego na posiedzeniu komisji petycji PE. – Bartoszewski po prostu kręci – stwierdził eurodeputowany.

– Jest to próba uniknięcia tego problemu, bo osiem skarg zarejestrowanych w konsulatach to może być przejaw braku w wiary w to, że polskie konsulaty będą się tym zajmowały – komentuje wypowiedź Bartoszewskiego inny deputowany do Parlamentu Europejskiego Konrad Szymański. – Wiadomo, że polskie służby dyplomatyczne przez dłuższy czas tę sprawę próbowały wsunąć pod dywan, więc być może dlatego tylko osiem osób zdecydowało się na kontakty z polskimi konsulatami – dodaje.

– W komisji petycji jest 200 przypadków, część jest polsko-niemieckich, pozostałe francusko-niemieckie, włosko-niemieckie, chodzi nam o to, że instytucje niemieckie w konfrontacji z różnymi systemami prawnymi działają w sposób, który budzi zastrzeżenia – mówi Szymański. Deputowany podkreśla, iż wypowiedź Bartoszewskiego to przejaw „zbytecznego minimalizowania tego problemu”, a instytucje państwa polskiego „powinny poważnie traktować te skargi”. – Wydaje się, że te osoby, które spotkały się z taką praktyką, zasługują przynajmniej na to, żeby dokładnie poznać tę sprawę, a na pewno nie zasługują na to, aby je lekceważąco odsuwać na bok i rangę sprawy pomniejszać tylko dlatego, że być może chodzi o nie tak bardzo dużą liczbę spraw jak na dużą liczbę małżeństw polsko-niemieckich – powiedział europoseł.

– Problem dotyczy bardzo wielu par, nie tylko par polsko-niemieckich, więc nie jest to polskie przewrażliwienie czy polska próba znalezienia zupełnie sztucznie jakiejś polsko-niemieckiej awantury – podkreślił Szymański. – Ta sprawa wymaga pilnego zbadania, nie tylko przez przedstawicieli polskich służb dyplomatycznych, ale także służb UE – dodał.

W ocenie deputowanego, od chwili, kiedy zajmuje się tym problemem, mieliśmy do czynienia z bagatelizowaniem tej sprawy przez MSZ. – Była próba zmiany tej praktyki, kiedy na czele MSZ stała Anna Fotyga, co spotkało się z oporem konsulatów, a teraz wydaje się, że jest powrót do tej starej praktyki, do lekceważenia tego problemu – ocenił.


Zenon Baranowski
drukuj