W drodze do Domu

Ewangelia

Uroczystość Wszystkich Świętych

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie”.


Mt 5, 1-12a

W drodze do Domu

Jest takie słowo, które do końca życia jest drogie: „dom”. Skomplikowane jest jego znaczenie, bo to nie tylko fizyczne miejsce, ale to także – a może przede wszystkim – ludzie, wspomnienia, historia i groby. Pędzą samochody przed 1 listopada na krańce Polski, aby zawieźć ludzi, którzy chcą choć na chwilę zatrzymać się nad grobami swoich najbliższych, zapalić znicz, zadumać się. Następnie odkrywamy, że jest mało czasu, więc trzeba wracać i biec naprzód! Dalej w życie, w codzienność, w przyszłość! A tymczasem nie można tak. Bo nie zrozumie się słowa „dom”. A człowiek bezdomny to ruina człowieka.

Uroczystość Wszystkich Świętych możemy nazwać Świętem Domu. Nie tylko z tego powodu, że wtedy spotkają się ci, którym w ciągu roku trudno jest wygospodarować czas dla siebie, ale też dlatego, że zapisane jest w nim bardzo ważne przesłanie o ludzkim losie. Prawdziwy dom to tak naprawdę nie to, co da się zbudować tutaj z tej odrobiny czasu, która została nam dana. Dom to wieczność – to Niebo. Całe ziemskie budowanie wtedy ma sens, jeżeli ta prawda jest nieustannie na pierwszym miejscu. Nasze szukanie szczęścia tylko wtedy jest celowe, jeśli jego finałem staną się słowa Chrystusa: „Błogosławieni jesteście…”. Inny wariant zawsze zakończy się porażką. Jan Paweł II w 2002 r. w Toronto mówił: „Być błogosławionym znaczy być szczęśliwym”. W uroczystość Wszystkich Świętych Kościół przypomina tę prawdę swoim wiernym. Stawiając za wzór tych, którzy już doświadczają radości zbawionych, wysyła światu czytelny komunikat: świętość jest możliwa! Skoro im się udało ją zdobyć, ja także mam do niej dążyć!

Ten dzień to też dzień dumy. Każdy naród czci swoich bohaterów, ich imionami znaczy ulice i miasta, stawia ich za wzór. To normalne. Dlaczego Kościół nie miałby się chlubić swoimi najlepszymi dziećmi? Dlaczego nie miałby wyrazić im podzięki, zachęcać inne do tego, aby szły ich drogą? Ale zachęta to jeszcze nie wszystko. Państwa i organizacje, które oficjalnie wyrzuciły Boga ze swoich konstytucji, też mają swoich bohaterów, pomniki, dni pamięci. Kościół różni się od nich czymś istotnym – jest to prawda o „świętych obcowaniu”. Przypomina, że jesteśmy jedną, wielką rodziną, że śmierć nie przerywa więzi, które towarzyszyły nam tutaj, ale je umacnia. Ci, którzy odeszli, nie rozpłynęli się w nicości, ale trwają nadal – w innym wymiarze istnienia, którego teraz jeszcze pojąć nie sposób. Oprócz świętych są jeszcze ci, którzy oczekują pełni radości zbawienia – to właśnie ich wspominamy 2 listopada. Ci, którzy przetrwali czas próby, pomagają tym, którzy jeszcze są w drodze. Żyjący mogą wesprzeć oczekujących w czyśćcu na uzyskanie pełni zbawienia. Kościół, dowartościowując najbliższe dni, otwiera przebogaty skarbiec łask: można zyskać odpusty i ofiarować je za zmarłych, im też dedykowana jest modlitwa całej wspólnoty wierzących.


Marcin Jasiński
drukuj