WRON przed sądem historii
Dr Jan Ryszard Sielezin
Wprowadzenie 13 grudnia 1981 r. w Polsce stanu wojennego ze wszystkimi jego prawno-politycznymi konsekwencjami od lat budzi emocje i bulwersuje opinię publiczną, a rozpoczęty dopiero we wrześniu br. proces karny gen. Wojciecha Jaruzelskiego (85 lat), gen. Tadeusza Tuczapskiego (86 lat), Stanisława Kani (80 lat) oraz kilku innych jeszcze osób ma wymiar symboliczny. Jednak podeszły wiek oskarżonych nie może ich zwalniać z odpowiedzialności karnej za podejmowane w przeszłości niezgodne z prawem decyzje, w wyniku których wielu Polaków straciło życie i zdrowie, a państwo polskie poniosło ogromne straty materialne.
Generał Czesław Kiszczak (82 lata) od początku nie stawia się na rozprawy z powodu złego stanu zdrowia. Również Emil Kołodziej (91 lat), były członek Rady Państwa, usprawiedliwia swoją nieobecność problemami zdrowotnymi – rekonwalescencją po przebytym zawale serca.
Generałowi W. Jaruzelskiemu, ówczesnemu I sekretarzowi KC PZPR, a także premierowi PRL, szefowi Ministerstwa Obrony Narodowej i przewodniczącemu Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, prokuratura zarzuca kierowanie związkiem zbrojnym o charakterze przestępczym. O udział w nim są oskarżeni również gen. Cz. Kiszczak oraz były I sekretarz KC S. Kania.
WRON złamała prawo
Część opi nii publicznej jest zaskoczona terminologią prokuratury określającą WRON jako „przestępczy związek zbrojny”. Terminologia ta jest jednak jak najbardziej uzasadniona, zważywszy na fakt, że WRON powstała w wyniku aktu bezprawnego. W PRL obowiązywało prawo i nikt nie upoważnił generałów do podejmowania kluczowych decyzji w państwie. „Tajny związek przestępczy” jest adekwatnym określeniem. Ta grupa ludzi, funkcjonująca bez prawnego umocowania w państwie, wydawała podwładnym rozkazy, które naraziły na utratę życia i zdrowia wielu ludzi i przyniosły poważne straty materialne w państwie.
Wprowadzenie stanu wojennego było aktem bezprawnym, a Rada Państwa nie mogła podjąć tej decyzji, gdyż wówczas trwały obrady Sejmu. Rada Państwa zaakceptowała postanowienia WRON, ale po fakcie, o czym zapominają oskarżeni. Prawo zostało więc złamane. Zgodnie z peerelowskim prawodawstwem ograniczenie praw obywatelskich w stanie wojennym mogło nastąpić dopiero po zmianie Konstytucji. Dekret o stanie wojennym wydany przez WRON (wcześniej wydrukowany w Moskwie) umożliwiał przeprowadzenie zatrzymań działaczy „Solidarności” i osadzenia ich w obozach. Przypomnę, o czym może nie wiedzą oskarżeni lub szwankuje im pamięć, że gen. Kiszczak przedstawił plan operacji w tym punkcie rezydentowi KGB w Warszawie gen. Witalijowi Pawłowowi 7 grudnia 1981 roku. W Moskwie też drukowano wszystkie decyzje o internowaniu. Analogie do Manifestu PKWN, który również był przygotowywany i przywieziony z Moskwy, wydają się aż nazbyt oczywiste.
Zdaniem prokuratorów z pionu ścigania zbrodni komunistycznych, oskarżeni działali świadomie, wiedząc, że ich decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego jest pozbawiona podstaw prawnych. Łamiąc prawo, gen. Jaruzelski i inni oskarżeni zablokowali i opóźnili konieczne reformy gospodarcze w Polsce. Ten aspekt odmiennie prezentowany (podobnie jak domniemane zagrożenie sowieckie) jest ważnym argumentem generała w prezentowanej przed sądem linii obrony.
Generał Jaruzelski od lat usiłuje bronić decyzji, jaką podjął 13 grudnia 1981 roku. W licznych wypowiedziach i kilku publikacjach (np. „Stan wojenny. Dlaczego…”, Warszawa 1992, lub „Różnić się mądrze. Jak doszło do stanu wojennego”, Warszawa 1999, oraz w najnowszej „Pod prąd. Refleksje rocznicowe”, Warszawa 2005) dowodzi, że w latach 1980-1981 „Solidarność” doprowadziła kraj do katastrofy narodowej. Dlatego, działając w sytuacji zagrożenia bytu narodowego, był zmuszony podjąć decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego.
Przyjmując taką linię obrony, gen. Jaruzelski jest jednocześnie oburzony stanowiskiem prokuratury, która oskarżenie „przenosi na płaszczyznę karno-sądową i wtłacza w kryminalny kostium”. Generał, powołując się na publikacje naukowe i publicystyczne, wypowiedzi polityków, działaczy „Solidarności” i korzystne dla siebie ekspertyzy prawno-historyczne, argumentuje, że działał w sytuacji wyższej konieczności.
Naciski Kremla wobec „polskiego kryzysu”
Składając obszerne wielogodzinne wyjaśnienia przed Sądem Okręgowym w Warszawie, gen. Jaruzelski powtarza jak mantrę, że wprowadzenie stanu wojennego było koniecznością, gdyż Polsce groziła interwencja sowieckich wojsk. Jednak ta linia obrony załamała się już w latach 90., gdy prezydent Rosji Borys Jelcyn, odwiedzając w 1993 r. Polskę, przekazał część dokumentów m.in. BP KC KPZR z lat 1980-1981. W zestawie źródeł, jakie przywiózł, był również protokół z posiedzenia Biura Politycznego KC KPZR z 10 grudnia 1981 roku. Analizując wypowiedzi uczestników posiedzenia, nie znajdujemy żadnego dowodu na zaangażowanie militarne ZSRS w grudniu 1981 roku.
Jest faktem niepodważalnym, że Kreml już jesienią 1980 r. był zaniepokojony biernością polskich władz, które zdaniem BP KPZR dość nieporadnie zwalczały polską kontrrewolucję. We wrześniu 1980 r. Moskwa w oficjalnych i poufnych rozmowach z przedstawicielami PZPR określała dopuszczalne granice ustępstw wobec „Solidarności”. W miarę jak sytuacja społeczno-polityczna w Polsce zaczęła się komplikować, wzrosła ilość nacisków ze strony Związku Sowieckiego, który rozwój wydarzeń w naszym kraju oceniał w aspekcie strategicznego problemu równowagi sił między Wschodem i Zachodem. Interwencja w Polsce mogłaby zaburzyć tę równowagę.
Dlatego Kreml nieustannie naciskał na aparat partyjno-rządowy, aby skutecznie rozwiązał „polski kryzys”. W LWP przygotowania do wprowadzenia stanu wyjątkowego (wówczas nie posługiwano się terminem stan wojenny) rozpoczęto 22 października 1980 r. – w przededniu rejestracji „Solidarności”. Zanim pierwsza wersja planu w listopadzie 1980 r. została przedstawiona na posiedzeniu Komitetu Obrony Kraju, skoncentrowano się głównie na zagadnieniu formalnoprawnym. Okazało się, że dokumenty normujące przebieg stanu wojennego nie były zgodne z Konstytucją. O tych problemach gen. Jaruzelski jako szef KOK doskonale wiedział.
Po wizycie S. Kani w Moskwie 30 października 1980 r. naciski Kremla jeszcze bardziej się wzmogły. Rosjanie uważali, że w Polsce jest kontrrewolucja, z którą się nie rozmawia, tylko „miażdży siłą”. Wprawdzie 28 października 1980 r. przygotowano wstępną listę osób przewidzianych do internowania, lecz rozkaz o sporządzeniu pełnego wykazu osób przewidzianych do osadzenia w obozach wydano 3 listopada. Zamiast podpisu pod dokumentem widniał kryptonim „Wrzos”, co utrudni prokuraturze i sądowi ustalenie personalnej odpowiedzialności konkretnych osób.
Blef o groźbie sowieckiej interwencji
W grudniu 1980 r., który był chyba najspokojniejszym miesiącem w okresie legalnego funkcjonowania „Solidarności”, Rosjanie poinformowali ekipę Jaruzelskiego, że w Polsce rozpoczną się manewry wojskowe pod kryptonimem „Sojuz ’80”. Jednocześnie 1 grudnia 1980 r. w Moskwie przebywali przedstawiciele Sztabu Generalnego WP, m.in. gen. Tuczapski. Oznajmiono im, że w ramach ćwiczeń jest planowane przemieszczenie na terytorium Polski wojsk Układu Warszawskiego (gotowość zaplanowano na 8 grudnia 1980 r.), ale żaden z decydentów nie widział planów rozwinięcia ani wkroczenia wojsk i, jak się później okazało, zamiast planowanych dywizji ćwiczyły jedynie sztaby.
Generał Jaruzelski nieustannie powtarza, że w grudniu było realne niebezpieczeństwo interwencji sowieckiej, ale jako emerytowany wojskowy powinien podać wiarygodne i przekonujące sąd dowody. Jego zachowanie wskazuje, że żyje w zamkniętym świecie wyobrażeń o swojej wyjątkowej roli „męża opatrzności”, który odegrał wyjątkową rolę w historii Polski. Taka teza, jaką prezentuje Jaruzelski, nie jest odosobniona. Generał ma swoich obrońców, którzy rozumują podobnie. Skoro Rosjanie interweniowali w 1956 r. na Węgrzech i w 1968 r. w Czechosłowacji, to na pewno weszliby do Polski. Jednak żaden z generałów WP nie widział planów rozwinięcia operacji ćwiczebnej w fazę interwencji.
Zresztą 7 grudnia 1980 r. Breżniew zapewnił Kanię, że „No biez tiebi[a] – nie wajdiom”, ale generał wciąż powtarza, że interwencja była wówczas realna. Można raczej wierzyć Piotrowi Kostikowowi – kierownikowi polskiego sektora w Wydziale KC KPZR, że ani w grudniu, ani później „żołnierze radzieccy nie mieli walczyć z Polakami”. Podobnie uważa Władimir Bukowski, który, analizując kierunki polityki zagranicznej, ustalił na podstawie dokumentów BP KPZR i KGB, że Kreml nie planował żadnej „internacjonalistycznej pomocy”, natomiast umiejętnie oddziaływał psychologicznie na polskie władze, straszył sowiecką interwencją, a manewry przedstawiał jako gotowość do inwazji, choć był to tylko „blef”. Od Polaków oczekiwano „zdecydowanych działań, stosowania represji (…) wprowadzenia stanu wojennego, a wariantu wkroczenia w ogóle nie rozpatrywano” (W. Bukowski „Moskiewski proces. Dysydent w archiwach Kremla”, Warszawa 1998, s. 548).
Koronny argument gen. Jaruzelskiego, że Kreml planował w 1981 r. interwencję, także nie znajduje potwierdzenia w faktach. Natomiast nasiliły się naciski Moskwy co do skutecznego zwalczania „kontrrewolucji” w Polsce. W marcu 1981 r. Breżniew kilkakrotnie namawiał Kanię do zastosowania wariantu siłowego. 17 i 30 marca podczas rozmowy telefonicznej zachęcał Kanię, aby „nie obawiał się konsekwencji 'przelania krwi'”. Generał Jaruzelski twierdzi (Kania tego nie potwierdza), że Breżniew już w marcu nalegał na wprowadzenie stanu wojennego w Polsce i sugerował, aby władze polskie „’odnalazły’ 2-3 magazyny broni jakoby zgromadzone przez opozycję” (por. W. Jaruzelski „Stan wojenny. Dlaczego…”, Warszawa 1992, s. 95; M.F. Rakowski „Jak to się stało”, Warszawa 1991, s. 18).
W drugiej połowie 1981 r. również „Solidarność” otrzymywała wiele sygnałów o przygotowaniach do wprowadzenia stanu wojennego, ale dopiero w listopadzie i grudniu zaczęły pojawiać się pogłoski o obcej interwencji. W celu uwiarygodnienia groźby interwencji gen. Kiszczak polecił 25 listopada 1981 r. podczas narady w MSW, aby wciąż „używać straszaka interwencji, koncentracji wojsk na granicy, że mogą wejść wojska nie tylko radzieckie, ale czeskie [i] niemieckie” (cyt. za: „Rozkaz: stan wojenny”, oprac. Z. Gluza, „Karta” 1997 nr 23, s. 33).
Prośba o „internacjonalistyczną pomoc”
Sąd będzie z pewnością zainteresowany innym wątkiem polskich zabiegów o interwencję. 4 grudnia 1981 r. w czasie spotkania Komitetu Ministrów Obrony UW przedstawiciele PRL usiłowali włączyć do przygotowywanego wówczas komunikatu fragmenty potępiające kontrrewolucję w Polsce i domniemaną interwencję NATO w wewnętrzne sprawy Polski, ale bez powodzenia. Następnego dnia gen. Siwicki zataił przed członkami BP PZPR ten szczegół i straszył, że „państwa UW domagały się zastosowania radykalnych metod walki z opozycją” (Protokół nr 18 z posiedzenia BP KC PZPR z 5 XII 1981, w: „Tajne dokumenty Biura Politycznego. PZPR a Solidarność”, Londyn 1992, s. 555).
Generał Jaruzelski usiłował rano 7 grudnia rozmawiać z Breżniewem na temat internacjonalistycznej pomocy wojsk UW, ale bez powodzenia. Daty ogłoszenia stanu wojennego jeszcze nie ustalono, ale już następnego dnia do Polski przybył wysłannik KPZR Nikołaj Bajbakow, a nieco później marszałek Wiktor Kulikow, który miał obserwować przebieg całej operacji. Rosjan niepokoiło kunktatorstwo Jaruzelskiego. Obawiali się, czy kierownictwo PZPR podejmie zdecydowane działania, skoro podawano różne terminy rozpoczęcia operacji, łącznie z tą, że „nie wcześniej niż około 20 grudnia” (Posiedzenie BP KC PZPR 10 XII 1981…, s. 77).
Wówczas gdy gen. Jaruzelski próbował bezskutecznie skłonić Kreml do interwencji, pojawił się argument gospodarczy. Trafnie odczytał kunktatorstwo Jaruzelskiego szef KGB Jurij Andropow. Zauważył, że „dość stanowczo stawia przed nami żądania gospodarcze i uzależnia przeprowadzanie operacji X od naszej pomocy gospodarczej (…) i [również – J.R.S.] chociaż nie wprost [od] pomocy wojskowej” (Posiedzenie BP KC KPZR 10 XII 1981, w: „Dokumenty. Teczka Susłowa”, red. A. Krawczyk, J. Snopkiewicz, Z. Zakrzewski, Warszawa 1993, s. 77). Były premier Piotr Jaroszewicz, notabene generał WP, uważał, że jeśli do interwencji miałoby dojść, to jedynie na prośbę gen. Jaruzelskiego, ale wówczas Sztab Generalny musiałby zadbać o bezkolizyjne wejście wojsk sowieckich do Polski. Byłaby to poważna i skoordynowana z WP operacja logistyczna. Trzeba byłoby wyprowadzić jednostki polskie z dużych miast i przygotować kwatery dla okupanta. Nie wiadomo, gdzie nastąpiłaby koncentracja wojsk okupanta: na styku dużych aglomeracji, gdzie były duże skupiska klasy robotniczej, czy może w pobliżu zakładów pracy zdominowanych przez KZ „Solidarności”.
Jaroszewicz twierdził, że w latach 1980-1981 żadnych przygotowań w wojsku, gospodarce, transporcie kolejowym i kołowym nie podjęto i blefem było upowszechnianie pogłosek o zagrożeniu zewnętrznym (B. Roliński, P. Jaroszewicz „Przerywam milczenie… 1939-1989”, Warszawa 1991, s. 286; A. Kopeć „Gorączka… demokracji”, Warszawa b.r.w., s. 293).
Kręta linia obrony generała
Generał Jaruzelski na rozprawach dowodził, że do stanu wojennego przyczyniły się kryzys gospodarczy i groźba interwencji ZSRS. Trzeba jednak kategorycznie zanegować argument, że ruchy wojsk sowieckich wskazywały na przygotowania do interwencji. Sowieccy sztabowcy zgodnie podkreślają, że wszystkie ruchy wojsk sowieckich na terenie Polski i obrzeżach granic były zamierzone i skoordynowane z ogólnym planem ataku na RFN autorstwa marszałka Mikołaja W. Ogarkowa. Przemarsze i marszruty opracowane na czas wojny praktykowano dwa razy do roku i były one stałym elementem ćwiczebnym. Przebiegały wzdłuż miejsc, gdzie składowano paliwo. Podobne przemarsze wojsk odbywały się na terenie Czechosłowacji i Rumunii. Fakty te są chyba znane emerytowanemu generałowi, byłemu I sekretarzowi KC, premierowi i szefowi KOK?
Generał mówił też o nastrojach społecznych, o niechęci Polaków do milicji i aparatu politycznego. Cytował popularne hasło: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”, które odnosiło się raczej do stanu wojennego. Zapomina, że niechęć członków „Solidarności” i części społeczeństwa do aparatu partyjnego i milicji wynikała z kryzysu zaufania i stosowanej przez aparat władzy metody konfliktowania społeczeństwa, prowokowania związku do akcji protestacyjnych, choćby z powodu niedotrzymywania terminów realizacji postanowień sierpniowych. Budzi zażenowanie argument, że przewidywana na 17 grudnia 1981 r. manifestacja „Solidarności” skończyłaby się krwawą awanturą. Aparat władzy wyspecjalizował się w licznych prowokacjach i jeśli ktoś dążył do konfrontacji, to na pewno nie „Solidarność”. Takich przykładów można wskazać wiele w krótkiej historii legalnej działalności związku.
Na pewno wątek gospodarczy zasługuje na szersze uzasadnienie, a oskarżanie związku o destrukcję i recesję należałoby udowodnić. „Solidarność” w drugiej połowie 1981 r. aktywnie włączyła się do walki z kryzysem i przedstawiła liczne propozycje reformy gospodarki. Opinię publiczną z pewnością zainteresują związkowe inicjatywy naprawy gospodarki, kontroli produkcji, zasady dystrybucji żywności, propozycja utworzenia Społecznej Rady Gospodarki Narodowej. Problematyką gospodarki zajmowały się liczne środowiska eksperckie KKP/KK, zarządów regionu, statutowe i pozastatutowe struktury wewnętrzne związku, które opracowały wiele projektów dotyczących układów zbiorowych, zasad funkcjonowania samorządu pracowniczego, reformy gospodarki, obszaru rynku krajowego, cen, kosztów utrzymania, płacy, ochrony zdrowia, prawa pracy. Przedmiotem negocjacji związku z aparatem władzy były też problemy niektórych branż, np. górnictwa, energetyki, hutnictwa, a więc obszarów strategicznych, ale gen. Jaruzelski najwidoczniej wykazuje słabą znajomość sfery gospodarczej kraju. Błędnie interpretuje przyczyny spadku produkcji, zapominając, że kryzys gospodarczy to również następstwo poważnych błędów inwestycyjno-gospodarczych, jakie popełniono w dekadzie Gierka, oraz wzrastającego zadłużenia Polski.
Jeden wątek zasługuje na przypomnienie: drastyczne ograniczenie z ZSRS dostaw towarów i surowców, m.in. ropy naftowej i gazu ziemnego w roku 1982, co jakoby groziło załamaniem struktur gospodarczych państwa. Istotę problemu wyjaśnia, jak się zdaje, były wicepremier Jakub Kopeć, który twierdzi, że redukcja dostaw dotknęłaby w szczególności zestandaryzowane materiały pędno-smarne (MPS), jakich armia używała do specjalnych pojazdów wojskowych. Brak tych materiałów spowodowałby unieruchomienie samolotów, czołgów i okrętów marynarki wojennej. Świadomość ograniczenia (niemal do zera) tych ważnych dla armii dostaw przyspieszyła w końcu podjęcie przez Jaruzelskiego decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce (J. Kopeć „Dossier generała”, Warszawa 1991, s. 141-142).
Gospodarka była szczególnie konfliktogennym obszarem, ale „Solidarność” deklarowała, że nie zamierza przeprowadzić rewolucji, i podkreślała, że związek będzie respektował uwarunkowania geopolityczne i „może dać pełną gwarancję naszemu sąsiadowi (…), że będzie lojalnym sojusznikiem (…) a nie wasalem”. W imieniu związku taką deklarację złożył prof. Stefan Kurowski – ekspert KK. Fakt ten powinien być znany członkom WRON.
Zastanawia prezentowana przez generała postawa i linia obrony, jaką obrał. Zapewne wyjaśnienia, jakie złożą później S. Kania i gen. Kiszczak, wyjaśnią liczne wątpliwości i pozwolą ustalić nowe fakty. Jaruzelski zyskałby więcej sympatii i zrozumienia umiarkowanej części społeczeństwa, gdyby przyznał, że pod naciskiem ZSRS i zachowawczych kręgów w PZPR podjął decyzję wprowadzenia stanu wojennego w kraju. Opór konserwatywnej części aparatu partyjnego związanego z grupą Stefana Olszowskiego, która domagała się szybkiej i skutecznej rozprawy z „Solidarnością”, mógł mieć pewien wpływ na tę decyzję. Wszystkie te czynniki należy rozważyć.
Część opinii publicznej w Polsce jest zaskoczona postawą gen. Jaruzelskiego. Zdaniem Bogdana Borusewicza, generał bronił systemu komunistycznego, a nie Polski. Bronił dyktatury, swojej władzy, a nie państwa. Z kolei Waldemar Kuczyński uważa, że Jaruzelski znalazł się „w kręgu uzależnień”, dlatego uznał, że nie ma szansy „zatrzymania katastrofy i 'Solidarność’ musi zostać rozbita”. Te dwie przykładowe opinie świadczą o poważnej różnicy zdań nawet wśród byłych opozycjonistów, ale żadna nie dotyka istoty problemu. A może upór generała należy rozpatrywać w kategoriach imponderabilia? Generałowie WRON chcą uchodzić za ludzi honoru. Przyznanie się do błędu, działań pod naciskiem to dyshonor.
Istotę problemu trafnie ujął przed laty sam gen. Jaruzelski, oceniając kazus płk. Kuklińskiego: „Jeżeli przywróci się cześć i honor i uniewinni Kuklińskiego, to znaczy, że my nie mamy czci i honoru i to my jesteśmy winni”. Dla niektórych osób sympatyzujących z generałem powinien być on patronem wielu ulic, a nie oskarżonym o zdławienie ruchu wolnościowego. Takie poglądy świadczą o relatywistycznej ocenie historii i pogardzie dla prawdy. Przestrogą dla nas niech będzie maksyma Oskara Wilde’a: „Ten, dla którego teraźniejszość jest wszystkim, co obecnie istnieje, nic nie wie o czasie, w którym żyje”.
