Papież, który łączył

Santo subito

Z ks. prałatem Mieczysławem Rusinem, proboszczem bazyliki archikatedralnej pw. Wniebowzięcia NMP i św. Jana Chrzciciela w Przemyślu, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Ojciec Święty gościł w przemyskiej archikatedrze 2 czerwca 1991 roku. Jak dziś wspólnota parafialna wspomina tamto wydarzenie?

– Jest to wydarzenie wciąż żywe w sercach nie tylko naszych parafian, ale także wszystkich mieszkańców Przemyśla. Podobnie zresztą jak wciąż obecna jest pamięć o Ojcu Świętym w sercach wierzących Polaków i ludzi na całym świecie, dla których Sługa Boży miał zawsze otwarte serce i których darzył wielką miłością. Nasza pamięć wyraża się zarówno we wspomnieniach modlitewnych z okazji kolejnych rocznic tego wydarzenia, jak i przez ciągłe przypominanie słów i nauczania papieskiego, które do nas kierował. Pozostały nam także materialne pamiątki, jakie Papież ofiarował katedrze: stuła, kielich, puszka, które są pieczołowicie przechowywane. Mamy też klęczniki, na których modlił się w kaplicy Najświętszego Sakramentu i przy relikwiach dziś już św. bp. Józefa Sebastiana Pelczara. Są to pamiątki, które przypominają nam osobę Sługi Bożego, Jego orędzie i modlitwę.


Przełomowymi wydarzeniami dla nas, Polaków, ale też dla całego świata był wybór Karola Wojtyły na Stolicę św. Piotra, ale także Jego śmierć…


– Te dwa wydarzenia, które dokonały się w roku 1978 i 2005, to niejako dwie soczewki, które skupiają nas wokół osoby Sługi Bożego. Wybór kardynała Wojtyły na Papieża był dla wielu zaskoczeniem, ale – jak pokazuje życie – w planach Bożych nie ma przypadków. Wszechmoc Boża sprawiła, że oto ten „Papież z dalekiego kraju” wprowadził ludzkość w nowe tysiąclecie, jeszcze bardziej zbliżając nas do Chrystusa, sam stając się szczególnym świadkiem Chrystusa w zlaicyzowanym świecie. Swoją obecnością dawał radość innym, w dobie kryzysu autorytetów był przewodnikiem wszystkich ludzi, a zwłaszcza młodzieży. Zmienił świat, Kościół i nasze serca, a przykładem swojego życia sprawił, że w wielu ludziach wypaliła się niechęć, złość, a nawet nienawiść do Kościoła. Był Papieżem, który łączył. W wigilię Bożego Miłosierdzia, 2 kwietnia 2005 r., kiedy jako utrudzony Namiestnik Chrystusowy odchodził po nagrodę do Domu Ojca, w modlitewnym skupieniu towarzyszył mu cały świat. Przez cały swój pontyfikat podkreślał godność osoby ludzkiej, która jest darem samego Boga, stając się świadkiem i orędownikiem człowieka. To pokazało wielkość człowieczeństwa, miłości i dzieła Jana Pawła II, który był bliski każdemu człowiekowi i zaskarbił sobie serca wierzących i niewierzących.


Co możemy, co powinniśmy zrobić z pamięcią po Janie Pawle II?


– Powinniśmy żyć tak, jak nas uczył. Tak jak czytając słowa Ewangelii ciągle, na nowo odkrywamy jej wartość, podobnie powinno być z nauką i pamięcią po naszym wielkim rodaku i tym wszystkim, co nam pozostawił. Jan Paweł II głosił Ewangelię Chrystusa, wyrósł z polskiej tradycji, która przez wieki kształtowała się w Kościele. Wyrastamy z tych samych korzeni, oddychamy tym samym powietrzem, w tej samej tradycji wzrastamy i tak samo jak Sługa Boży mamy obowiązek wzrastania w świętości.


Jaki obraz Papieża szczególnie zapisał się w Księdza pamięci?


– Najbardziej jest mi bliski obraz Papieża modlącego się. Na klęczniku ze złożonymi rękami, i to nie tylko za czasów Jego pontyfikatu, ale także wcześniej, kiedy był księdzem, biskupem i kardynałem. Przecież to wszystko, co wydarzyło się później, po wyborze na tron papieski, było owocem tej całej miłości i wiary Karola Wojtyły, która wzrastała i dojrzewała od dzieciństwa. Złożone ręce do modlitwy to znak oddania, wielkiej miłości, wiary w Boga, oddania Kościołowi i ludziom.


Dziękuję za rozmowę.
drukuj