Czynieniem dobra podbijał serca wiernych Ks. Dominik Kostial (1899-1974)
Ksiądz Dominik Kostial należał bez wątpienia do grupy księży niezłomnych, choć jego droga życiowa nie wskazywała początkowo, aby w przyszłości miał się znaleźć wśród księży represjonowanych przez władze PRL. Aresztowany pod zarzutem utrzymywania kontaktów z młodzieżową organizacją podziemną Orlęce Oddziały Bojowe i po procesie sądowym przesiedział w więzieniu 3 miesiące. Mimo szykan, uciążliwych przesłuchań, nikogo nie wydał i pozostał wierny Bogu i swoim zasadom. Jego nieprzejednany stosunek do władz budził niekłamany podziw wiernych aż do jego śmierci.
Urodził się 3 stycznia 1899 r. we wsi Dolne Datynie w Galicji Wschodniej w wieloletniej rodzinie. Rodzice Franciszek i Barbara pragnęli, aby ich syn zdobył zawód kupca i kontynuował tradycje rodzinne.
Wybuch I wojny światowej pokrzyżował ich plany. Dominik jako poddany cesarza Franciszka Józefa został powołany do służby wojskowej w armii austriackiej. Walczył na froncie włoskim, gdzie cudem uniknął śmierci. W 1918 r. zgłosił się na ochotnika do armii polskiej, a następnie uczestniczył w wojnie polsko-ukraińskiej w 1918 r. w Małopolsce Wschodniej (Ukraina Zachodnia) oraz w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. W wojsku zdał maturę i na krótko pozostał jeszcze w czynnej służbie wojskowej.
Wychowanie religijne domu rodzinnego i wysiłek własny spowodowały, że w połowie lat dwudziestych dokonał się zasadniczy przełom duchowy w życiu Dominika Kostiala. W 1926 r. wstąpił do Metropolitalnego Seminarium Duchownego we Lwowie, a także rozpoczął studia teologiczne i filozoficzne na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Po ukończeniu studiów otrzymał 28 czerwca 1931 r. z rąk metropolity lwowskiego ks. abp. Bolesława Twardowskiego święcenia kapłańskie i został skierowany do pracy duszpasterskiej do Buczacza, w ówczesnym województwie tarnopolskim, gdzie pracował do 1933 r. w charakterze wikariusza i katechety. Następnie przez kilka miesięcy był administratorem parafii w Byczkowicach w powiecie czortkowskim i od 1934 r. w parafii w Petlikowicach Nowych koło Buczacza na Ukrainie.
Wyjątkowy i ceniony duszpasterz
W tym okresie ks. Kostial dał się poznać miejscowej społeczności jako aktywny i sprawny organizator życia religijnego na tym terenie. Administrował i koordynował budowę kościoła. Z jego inicjatywy wybudowano też murowaną plebanię i postawiono budynek gospodarczy. W tym okresie ks. Kostial założył na terenie parafii bractwa stanowe: Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej, Katolickie Stowarzyszenie Niewiast oraz Koło Ministrantów. Wszystkie te organizacje odegrały ważną rolę w krzewieniu wiary katolickiej w tej części Ukrainy, gdzie szczególnie aktywni byli w końcu lat trzydziestych innowiercy i organizacje nacjonalistów ukraińskich zwalczające polskie enklawy na tym terenie. Ksiądz Kostial był szczególnie wyczulony na potrzeby rodzin żyjących w biedzie, dlatego okazywał miłosierdzie i pomagał materialnie wielu osobom borykającym się z problemami finansowymi.
Władze kościelne szybko dostrzegły nadzwyczajne zdolności organizacyjne ks. Dominika i jego umiejętność konsolidacji środowisk katolickich. W 1938 r. ks. abp Bolesław Twardowski powołał go na administratora parafii Matki Bożej Różańcowej na Kleparowej we Lwowie, jednej z najuboższych parafii w mieście, sąsiadującej z gettem żydowskim. Równocześnie ks. Kostial włączył się czynnie w tworzenie struktur organizacyjnych Akcji Katolickiej. Była to organizacja katolików świeckich założona we Włoszech w 1876 r. w celu przeciwdziałania laicyzacji życia społecznego. Jej członkowie tworzyli w latach 1926-1939 nowe struktury organizacji w Polsce i przeciwdziałali, m.in. na Kresach, wrogiej działalności nacjonalistów ukraińskich żywiących nienawiść do Polaków.
W czasie okupacji ks. Kostial, ryzykując uwięzienie, dostarczał żywność Żydom we lwowskim getcie. Jednocześnie organizował kuchnie polowe dla biednych i bezdomnych, opiekował się dziećmi, również żydowskimi, które ukrywał z narażeniem życia.
Organizator polskiego duszpasterstwa na Dolnym Śląsku
Po zakończeniu II wojny światowej dopiero 6 czerwca 1946 r. opuścił Lwów i przyjechał do Wrocławia, gdzie administrator apostolski na Dolnym Śląsku ks. Karol Milik powierzył mu parafię Świętego Henryka przy ulicy Glinianej oraz zobowiązał do obsługiwania parafii Ducha Świętego na Tarnogaju we Wrocławiu. Ponieważ oba kościoły i plebanie zostały zniszczone w znacznym stopniu (kościół na Tarnogaju niemal w 70 proc.), ks. Kostial energicznie przystąpił do odbudowy świątyń i organizowania polskiego duszpasterstwa w tej części Wrocławia.
Poważnym problemem utrudniającym realizację tego planu we Wrocławiu oraz na Dolnym Śląsku był brak polskich kapłanów. Według ustaleń ks. Józefa Swastka, pod koniec 1945 r. mieszkało na Dolnym Śląsku około 500 tys. polskich katolików, a posługę duszpasterską wykonywało tylko 49 kapłanów narodowości polskiej, którzy pracowali w 514 placówkach duszpasterskich, 463 duchownych w parafiach (w tym głównie narodowości niemieckiej), 29 w kuracjach i 22 w lokaliach. Wraz ze wzrostem osadnictwa polskiego liczba duchownych okazywała się niewystarczająca.
Obsada parafii polskimi duchownymi na Ziemiach Odzyskanych napotkała liczne przeszkody ze strony miejscowych władz. Nader często aktyw partii robotniczych (PPR i PPS) oraz urzędy bezpieczeństwa publicznego utrudniały działalność Kościołowi. Na Dolnym Śląsku, gdzie początkowo akcja wysiedlenia ludności niemieckiej nieco się opóźniła – proces osadniczy i repolonizacja nie przebiegały rytmicznie. Kościół, który mógł odegrać konstruktywną rolę w tym zakresie, nie zawsze znajdował należyte wsparcie aparatu państwowego i samorządowego w terenie. Atak na Kościół wzmógł się po likwidacji podziemia niepodległościowego i legalnej opozycji politycznej.
Ksiądz Dominik Kostial, niezrażony licznymi trudnościami, szybko przystąpił do organizowania polskiego duszpasterstwa: zapewnił wiernym przybyłym z Lwowa miejsca do modlitwy i odprawianie nabożeństw oraz sukcesywnie odbudowywał kościół Świętego Henryka. Nie dokończył jednak tego dzieła, ponieważ odbudowa trwała ponad 10 lat, a w lutym 1949 r. ks. Kostial został skierowany do Jeleniej Góry. W parafii Świętych Erazma i Pankracego, która była bardzo rozległa, został proboszczem. Oprócz niego tylko czterech wikarych zajmowało się obsługą duszpasterską, ucząc jednocześnie lekcji religii w okolicznych szkołach.
Cel „operacyjnego rozpracowania”
Zadania, jakie wykonywali księża, nie należały do łatwych. Już w końcu 1948 r. sytuacja Kościoła uległa pogorszeniu, gdy szefowie PUBP otrzymali od MBP polecenie „nastawienia agentury” wśród księży „z danego dekanatu (…), która w okresie 'rozpracowania’ stawała się tzw. figurantem”. UB przy pomocy tzw. agentury interwencyjnej usiłował też zdezintegrować jeleniogórskie duchowieństwo. Księży oskarżano o wrogość wobec władzy ludowej i o rozpolitykowanie. Gdy rząd wydał w marcu 1949 r. oświadczenie, w którym zapowiedział, że nie będzie tolerował sytuacji, kiedy księża wykorzystują jakoby lekcje religii, „siejąc niepokój” wśród młodzieży, dla wielu duchownych był to czytelny sygnał, iż władza dąży do zniszczenia Kościoła.
Aparat lokalny i aktyw partii robotniczych zorganizowały liczne wiece protestacyjne w Jeleniej Górze i okolicy, na których ich uczestnicy oskarżali duchownych o „przejście Kościoła na żołd imperialistów amerykańskich”, upowszechnianie propagandy wojennej, zacieranie śladów hitlerowskich zbrodni, a katolików o bicie dzieci. Propagandowa nagonka dotknęła również ks. Kostiala (i nie tylko), a PUBP w Jeleniej Górze założył wszystkim duchownym „teczki ewidencyjne”, co w praktyce oznaczało objęcie operacyjnym rozpracowaniem wszystkich jeleniogórskich księży.
Po utworzeniu w kwietniu 1950 r. Urzędu ds. Wyznań również kierownicy zatrudnieni w terenowych referatach urzędu zostali zobowiązani do sporządzania szczegółowej dokumentacji dotyczącej działalności Kościoła i charakterystyk księży. Od tego okresu postawa i zachowanie ks. Kostiala były wielokrotnie analizowane zarówno przez UBP, jak i referenta ds. wyznań w Jeleniej Górze. Po latach okazało się, że wielu samodzielnych referentów Urzędu ds. Wyznań było przez cały okres jego istnienia współpracownikami bezpieczeństwa, a nawet niejawnymi funkcjonariuszami Wydziału V zajmującego się rozpracowaniem duchowieństwa.
Sytuacja jeleniogórskich księży uległa znacznemu pogorszeniu, gdy władze w całym kraju przystąpiły do akcji składania podpisów pod tzw. Apelem Sztokholmskim. W Jeleniej Górze księża, którzy nie podpisali apelu, byli zwalniani z pracy w oświacie lub poddawani licznym szykanom przez władze administracyjne. Na przykład nakładano na nich dodatkowe podatki, pozbawiano możliwości przydziału materiałów budowlanych potrzebnych do odbudowy kościoła lub budowy plebanii.
Aresztowany za związki z podziemiem niepodległościowym
Krytyczny stosunek ks. Kostiala do wielu akcji propagandowych inicjowanych przez centralny i lokalny aparat władzy, np. propagowania kolektywizacji rolnictwa, „Plebiscytu Pokoju”, wzbudził dodatkową podejrzliwość PUBP w Jeleniej Górze. Ksiądz Kostial znalazł się „w rozpracowaniu operacyjnym”. W marcu 1950 r. duchowny został aresztowany pod zarzutem utrzymywania kontaktów z młodzieżową organizacją podziemną Orlęce Oddziały Bojowe, której dowódcą był Jerzy Witkowski ps. „Varda”. Działająca od 1949 r. organizacja liczyła 15 osób (w większości uczniów starszych klas gimnazjalnych) i miała zajmować się kolportażem ulotek o treści antypaństwowej, w których krytykowano politykę rolną państwa. Ponieważ organizacja dzieliła się na trzy patrole: bojowy, wywiadowczy i techniczny, funkcjonariusz UB Chojnacki usiłował ustalić cele i zadania konspiracji i powiązać ks. Kostiala z podziemiem.
Jednocześnie PUBP w Jeleniej Górze prowadziło śledztwo, które miało wykazać, że ks. Kostial od 1949 r. współdziałał z inną organizacją młodzieżową Polską Podziemną Armią Niepodległościową. Po aresztowaniu i procesie sądowym duchowny przesiedział w więzieniu trzy miesiące i mimo szykan, uciążliwych przesłuchań, nikogo nie wydał. Po uwolnieniu znalazł się pod ścisłym nadzorem UBP, a następnie SB. Organy bezpieczeństwa niepokoiło, iż duchowny akcentował w kontaktach z młodzieżą rolę rodziny i wartości religijnych w wychowaniu młodego pokolenia.
Wierny Bogu i swoim zasadom
W okresie stalinowskim nie ukrywał swego krytycznego stosunku do „władzy ludowej”. Nie brał udziału w akcjach społecznych inicjowanych przez władze i był postrzegany przez referenta ds. wyznań jako „element reakcyjny”. W 1952 r. Władysław Maciejewski, kierownik Referatu ds. Wyznań w Jeleniej Górze, uznał ks. Kostiala za szczególnie niebezpiecznego, mającego „wrogi stosunek” nie tylko do akcji propagandowych inicjowanych przez aparat państwowy. W charakterystyce osobowej księdza odnotowano, że gdy proponowano mu udział w zjeździe księży patriotów, to podniesionym głosem oświadczył: „Pro memoria obowiązuje, nie gwałćcie mojego sumienia i nawet moja matka, która miała wiele praw do mnie, nie gwałciła mego sumienia”.
Ksiądz Dominik Kostial pozostał wierny Bogu i swoim zasadom. Jego nieprzejednany stosunek do władz budził niekłamany podziw wiernych aż do jego śmierci. W pamięci parafian pozostał jako człowiek otwarty na ich problemy, taktowny, sumienny i pełen dobroci. Pomagał nawet tym, którzy nie darzyli Kościoła miłością. Kochał dzieci i młodzież i przy różnych okazjach grał z nimi na instrumentach i śpiewał pieśni. Starsi mieszkańcy Jeleniej Góry wspominają go jako poliglotę, który znał kilka języków. Biegle posługiwał się językiem francuskim i w nim właśnie udzielał w końcu lat czterdziestych ślubów repatriantom z Francji słabo lub wcale nieznającym języka polskiego. Niektórzy parafianie wspominają anegdotycznie, że gdy ksiądz z innej parafii nie chciał udzielić ślubu, bo pan młody nie umiał modlić się po polsku, wówczas ks. Kostial odpowiedział: „Może pan wziąć ślub. Przecież Bóg świetnie rozumie też po francusku”. Zmarł 17 lipca 1974 roku. Pochowany został na cmentarzu Komunalnym w Jeleniej Górze.
dr Jan Ryszard Sielezin
