Nie będziemy wolni od GMO

Polska nie będzie wolna od GMO. Koalicja PO – PSL odsuwa o ponad trzy lata zakaz stosowania w Polsce pasz z dodatkiem roślin modyfikowanych genetycznie

Dopiero od 1 stycznia 2012 roku ma zacząć obowiązywać zakaz stosowania w Polsce do karmienia zwierząt pasz zawierających rośliny genetycznie modyfikowane (GMO). Projekt ustawy w tej sprawie przyjął rząd i wkrótce zostanie on skierowany do Sejmu. Posłowie przegłosują nowelizację prawdopodobnie jeszcze przed wakacjami. Obecnie obowiązująca ustawa stanowiła, że pasze z GMO można stosować w Polsce tylko do 11 sierpnia tego roku.

Projekt nowelizacji to z pewnością porażka zwolenników tradycyjnego rolnictwa, którzy przeforsowali w poprzednim parlamencie ustawę o paszach. W 2006 roku parlament zgodził się na wprowadzenie zakazu stosowania pasz zawierających organizmy genetycznie modyfikowane, który miał wejść w życie właśnie w 2008 roku. Był to m.in. efekt ogólnopolskiej akcji „Polska wolna od GMO”, która spowodowała m.in., że poszczególne sejmiki wojewódzkie przyjmowały uchwały mówiące o tym, aby ich region był strefą „wolną od GMO”.

Największe organizacje zrzeszające hodowców trzody chlewnej, bydła czy drobiu przegrały wówczas batalię o GMO. Jednak po zmianie rządu sprawa ta wróciła, a ministerstwo rolnictwa było zasypywane postulatami unieważnienia ustawy. Gdy minister Marek Sawicki (PSL) podniósł ten postulat na jednym z posiedzeń rządu, został przegłosowany i ustawa miała nie być zmieniana. W tej sytuacji pojawił się pomysł odłożenia zakazu o kilka lat, do 2012 roku.


Wystraszą posłów?


Izba Zbożowo-Paszowa, Krajowa Rada Drobiarstwa, Polski Związek Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „POLSUS” oraz Polski Związek Producentów Pasz przekonywały nawet marszałka Sejmu, mając poparcie np. Rady Gospodarki Żywnościowej działającej przy ministrze rolnictwa i części naukowców, że zakaz stosowania GMO uderzy w nasze rolnictwo. Kreślono czarne scenariusze, iż ustawa spowoduje gwałtowny wzrost cen pasz, a co za tym idzie – także kosztów produkcji mięsa. Wówczas polska wieprzowina, wołowina czy drób staną się za drogie dla konsumentów i wiele gospodarstw upadnie, bo zakłady mięsne będą importować mięso z zagranicy, gdzie do skarmiania zwierząt używa się bez przeszkód GMO. Z tych samych powodów przestanie być także opłacalny eksport. Powstałyby więc wtedy wielomiliardowe straty. Te właśnie argumenty miały przekonać ministrów do poparcia nowelizacji.


Soję można zastąpić


Ale rząd Donalda Tuska przestraszył się także reakcji Komisji Europejskiej, która mogłaby – argumentowano – nałożyć na Polskę surowe kary, bo podobno nasza ustawa jest sprzeczna z unijnym prawodawstwem.

Przeciwnicy GMO mają inne zdanie. – Polska powinna czynić wszystko, aby we współpracy z innymi krajami zmieniać unijne prawodawstwo w tej dziedzinie, a nie tylko mu się podporządkowywać – przekonywał poseł do Parlamentu Europejskiego Janusz Wojciechowski (PSL Piast).

Z kolei poseł Krzysztof Jurgiel (PiS) uważa, że zakaz stosowania GMO wcale nie spowodowałby gwałtownego wzrostu cen pasz. Modyfikowaną soję można zastąpić innymi roślinami, a wtedy pasze podrożałyby ledwie o kilka procent. Jurgiel powołuje się na badania naukowe dotyczące tego zagadnienia. Ale właśnie zdaniem rządu, odroczenie obowiązywania ustawy o ponad trzy lata ma dać nam czas na rozwinięcie upraw roślin alternatywnych wobec soi, a bogatych w białko i inne składniki potrzebne zwierzętom. Jednak duzi producenci mięsa i wytwórcy pasz wcale nie kryją, iż ta obecna nowelizacja była pomysłem na jak najszybsze „zażegnanie niebezpieczeństwa” związanego z zakazem używania GMO. To lobby liczy, że uda mu się przeforsować całkowite zniesienie zakazu. To jednak otwiera furtkę do rozwijania w Polsce upraw roślin modyfikowanych, które teraz zajmują u nas tylko kilkaset hektarów. Czy i tę batalię wygrają zwolennicy GMO?


Krzysztof Losz
drukuj