Cena ogranicza popyt
W tym roku utrzymają się wysokie ceny nawozów sztucznych
Rolnicy lada dzień rozpoczną prace polowe. Świadczy o tym rosnąca sprzedaż nawozów sztucznych. Niestety, nie ma widoków na to, że i tak wysokie już ceny nawozów spadną. Co więcej, producenci nie wykluczają nawet podwyżek. Oznacza to, że firmy raczej nie mają co liczyć na znaczny wzrost sprzedaży. Tym akurat konsumenci nie powinni się specjalnie martwić, gdyż w sklepach będziemy mieli żywność zawierającą mniej sztucznych substancji.
Polska ze zużyciem nawozów sztucznych w wysokości około 100 kg na hektar rocznie plasuje się na końcu europejskich statystyk. Gwałtowne załamanie rynku nawozowego nastąpiło w latach 90., gdy pogorszyła się kondycja ekonomiczna indywidualnych gospodarstw rolnych. Nałożył się na to jednoczesny upadek państwowych gospodarstw rolnych, które były znacznym odbiorcą nawozów. Od tamtej pory co prawda rolnicy zaczęli kupować więcej nawozów, ale daleko nam do średniej europejskiej, ponieważ wciąż zasoby finansowe rolników są stosunkowo niskie. Nadal sprzedaż roczna nawozów nie przekracza 3,5 mln ton.
Ceny ciągle wysokie
Trudno zresztą oczekiwać, aby to miało się zmienić, gdyż wysokie ceny na rynku skutecznie odstręczają rolników od zwiększania zapasów. Według notowań z ubiegłego tygodnia ceny nawozów azotowych (stanowią one ponad połowę rynku) kształtują się na poziomie od 650 do ponad 800 złotych za tonę w zależności od rodzaju (najdroższa jest saletra amonowa). Z kolei na najpopularniejsze nawozy fosforowe (polifoska) trzeba wydać ponad 1100 złotych. Co więcej, ze strony zakładów chemicznych napływają informacje, że niewykluczony jest wzrost cen w tym roku. Ma to związek przede wszystkim z wysokimi cenami gazu ziemnego, który jest jednym z głównych składników kosztów. Drożeją także półprodukty, zwłaszcza importowane. Ale firmy nie narzekają na swoje wyniki finansowe, choć rodzimy rynek nie wygląda zbyt atrakcyjnie. Jednak nasze nawozy są dobrym towarem eksportowym i dzięki temu przedsiębiorstwa nieźle zarabiają na nawozach.
Zmowy handlowców
Zdaniem wielu rolników, ceny nawozów byłyby niższe, gdyby nie to, że na rynku panuje niezdrowa sytuacja. Producenci sprzedają nawozy dilerom, a ci albo bezpośrednio rolnikom, albo do punktów sprzedaży detalicznej. W opinii rolników, często dilerzy wykorzystują swoją pozycję, umawiają się między sobą w sprawie cen i marż. W ubiegłym roku aż w Sejmie zajęto się sprawą nawozów stosowanych w uprawie rzepaku. Posłowie skarżyli się ministerstwu skarbu, że rynek opanowała jedna firma, która dogadała się z producentami. Skutek był taki, że rolnicy musieli korzystać z pośrednictwa dilera, nie mogąc kupić nawet tony nawozu bezpośrednio w zakładzie. W ten sposób koszty zakupu nawozów rosły o przynajmniej kilkanaście procent. Po tamtej awanturze sytuacja nieco się uspokoiła, ale – według rolników – wciąż jest daleka od ideału.
Mniej nawozów, to lepiej
O ile niskie zużycie nawozów w Polsce może martwić producentów i handlowców, o tyle na pewno jest to dobra informacja dla konsumentów. Grunty rolne są dzięki temu mniej skażone środkami chemicznymi, a w efekcie rośliny uprawne zdrowsze. Mniej tego typu substancji jest również w mleku czy mięsie. Z tego właśnie powodu nasza żywność jest bardzo ceniona w wielu krajach. Poza tym niska zawartość substancji chemicznych w glebie oznacza, iż mamy znakomite warunki do rozwijania rolnictwa ekologicznego. Tym bardziej że skoro rolnicy i tak używają niewiele nawozów sztucznych, łatwiej im przestawić się na całkowicie czystą produkcję. Jak już pisaliśmy, ekologicznych gospodarstw w naszym kraju systematycznie przybywa. Tych, które mają certyfikaty, jest już ponad 1200, a dalsze kilka tysięcy produkuje żywność bez chemii i o takie certyfikaty się stara.
Będzie prywatyzacja
Zakłady nawozowe są już od dawna przygotowywane do prywatyzacji, ale ich sprzedaż była kilka razy odkładana. Ostatnio tę sprawę poruszono podczas wyjazdowego posiedzenia sejmowej Komisji Skarbu Państwa w Tarnowie. Tamtejsze zakłady azotowe mają być prywatyzowane za pośrednictwem giełdy. Jarosław Wita, prezes Zakładów Azotowych Tarnów, poinformował, że ubiegłoroczny zysk brutto wyniósł 60 mln złotych. Debiut ZAT na warszawskim parkiecie jest planowany pod koniec 2007 roku. Poseł Aleksander Grad, przewodniczący komisji, wyjaśnił, że Skarb Państwa zachowa przynajmniej 40-procentowy pakiet udziałów w ZAT, co pozwoli na zachowanie znaczącego wpływu na przedsiębiorstwo. Jednak niektórzy posłowie z komisji mają wątpliwości, czy uda się dotrzymać terminu prywatyzacji firmy.
