Rosja, UE, Turcja i kwestia bezpieczeństwa energetycznego

Polskie weto w sprawie umowy Unii Europejskiej z Rosją odbiło się szerokim echem w świecie. Jednak wbrew krytykom polityki rządu nie wyrządziło ono dotychczas żadnej szkody polskim interesom na arenie międzynarodowej.
Bardzo wyraźnie dowodzi tego wynik rozmów w ramach tzw. Trójkąta
Weimarskiego. W sporze z Rosją prezydent Lech Kaczyński uzyskał od przywódców Francji i Niemiec deklarację solidarności. Oczywiście pytanie o szczerość i zakres tych deklaracji pozostaje otwarte, ale sam fakt spotkania wiele znaczy. Rosja dostała jasny sygnał, że Polska posiada na arenie europejskiej przestrzeń do działań politycznych, które uniemożliwią Moskwie swobodę ruchów w realizacji interesów z Unią. Dobra wydaje się też ofensywa dyplomacji polskiej polegająca na formalnym złagodzeniu stanowiska (zgoda na rozpoczęcie rozmów UE z Rosją, bez realnego zniesienie weta co do możliwych negocjacji). Minister spraw zagranicznych Polski zasugerowała nawet, że jeśli Rosja zapowie zniesienie embarga na polską żywność w przeciągu pięćdziesięciu dni, to Polska cofnie swoje negocjacyjne weto. Daje to bardzo jasny sygnał elastyczności naszego kraju, co w krajach UE musi być dobrze przyjęte. Brak zaś adekwatnej reakcji Rosji powoduje ujawnienie imperialnych zamiarów Moskwy. Wydaje się właśnie, że tu jest główny cel polskich działań.
Większość krajów europejskich nie zdaje sobie do końca sprawy, jakie cele strategiczne przyświecają Rosji, jeśli idzie o jej politykę energetyczną. Polska dała poprzez weto czytelny sygnał, że brak zgody Moskwy na podpisanie karty energetycznej wyraźnie oznacza, że nie chodzi tylko o gospodarkę. Rosjanie, rozwijając eksport surowców energetycznych w Europie, pragną w przyszłości mocno pociągać za sznurki (czy raczej za gazowe kurki), aby osiągać swe imperialne cele. Wchodząc w strategiczną umowę z Unią, mogą integrować się z gospodarką unijną, trzymając jednocześnie nóż na gardle Europy. Argumenty, że rynek europejski jest zbyt duży, aby Rosjanie mogli sobie nawet w przyszłości pozwolić na gazowy szantaż, są o tyle nieuzasadnione, że gra rosyjska nie musi dotyczyć całej UE. Rosja może w dowolny sposób naciskać na pojedyncze kraje, tak jak to robi w tej chwili w Europie Środkowej. Brak podpisania karty energetycznej, a zarazem brak porozumienia krajów UE w sprawie wspólnej polityki energetycznej powoduje, że Rosja chce w przyszłości zachować taką możliwość. Wówczas weszłaby na światowy rynek polityczny jako realne supermocarstwo.
Oczywiście Rosjanie głośno zaprzeczają takim planom, twierdząc, że nowa Rosja to Rosja porozumienia i dialogu. Obnażenie jej polityki poprzez ostatnie ruchy dyplomacji polskiej jest więc jej bardzo nie na rękę. Być może z tego powodu właśnie teraz stratedzy moskiewscy myślą, jak wycofać się z embarga na polską żywność. Jeśli uda się to rządowi polskiemu wymusić, nie tylko zdobędziemy szacunek w kręgach rosyjskich, ale zwiększy się również autorytet Polski w Europie Środkowej. Ten wzrost środkowoeuropejskiej pozycji Polski widać chociażby w porozumieniu polsko-litewskim o zbudowaniu mostu energetycznego, a także zgodzie wszystkich krajów nadbałtyckich na współudział Polski w budowie litewskiej elektrowni atomowej. Gdy dodamy do tego finalizację zakupu przez PKN Orlen litewskich Możejek, możemy śmiało powiedzieć, że Warszawa ma ostatnio w tym zakresie spore sukcesy na arenie międzynarodowej. Pamiętajmy wszak, że polityka energetyczna to kluczowy temat działań geopolitycznych na obszarze euroazjatyckim.
Kolejnym elementem polskiej dyplomacji jest kwestia przyjęcia Turcji do Unii Europejskiej. Sprawa ciągnie się od lat i wiadomo, że budzi spore kontrowersje na zachodzie Europy. Wynika to z faktu, że spora mniejszość turecka w krajach zachodnich nie uległa przez lata procesowi asymilacji i stanowi dziś spory problem społeczny tak w Niemczech czy Austrii, jak i w innych krajach UE. Przystąpienie Turcji do Unii musiałoby zatem nasilić problem emigracji Turków do Europy, co z kolei mogłoby pomnożyć konflikty społeczne. Szczególnie silny opór wobec przyjęcia Turcji do UE widać nad Sekwaną. Odrzucenie przez Francuzów konstytucji unijnej miało w dużym stopniu za motyw przewodni chęć zablokowania przyłączenia Ankary do struktur UE. Premier Polski wypowiedział się zaś ostatnio zupełnie inaczej, popierając przystąpienie Turcji. Podłoże tego jest najprawdopodobniej złożone. Z jednej strony nasz rząd popiera w tej materii zdanie Waszyngtonu, od lat upatrującego w Ankarze strategicznego sojusznika świata zachodniego. Jednak o wiele ważniejszy jest problem energetyczny. Wydaje się, że pragnienie energetycznego uniezależnienia się Polski jest na tyle silne, że szukamy wszystkich możliwych środków, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo w tej dziedzinie. A bez przyjaznej Turcji trudno sobie wyobrazić zbudowanie alternatywnych gazociągów do Europy (w tym do Polski). Chodzi tu o gazociągi łączące środkową część kontynentu z krajami Bliskiego Wschodu czy też z byłymi sowieckimi republikami, takimi jak Kazachstan. Kraje te są jeszcze bardziej bogate w surowce energetyczne niż Rosja. Włączenie ich zasobów do obiegu Europy Środkowej całkowicie uniezależniałoby ten region od dostaw rosyjskich. Oczywiście nie sposób inaczej pociągnąć ewentualnych szlaków przesyłowych jak przez teren Turcji. Zatem wizja włączenia tego kraju w struktury unijne, z polskiego punktu widzenia, w sposób o wiele bardziej konkretny umożliwiłaby zrealizowanie tych projektów. Z drugiej jednak strony niebagatelny jest argument konfliktów związanych z napływem całych rzesz tureckiej ludności muzułmańskiej na terytorium Europy.
Trzeba pamiętać, że cały czas utrzymywana jest ścisła współpraca Berlina i Moskwy w zakresie partnerstwa energetycznego. Ostatnio minister spraw zagranicznych Niemiec podał rękę partnerom rosyjskim, w jednoznacznych słowach bagatelizując ewentualne zagrożenie szantażu energetycznego. Ma to oczywiście związek z obniżającym się prestiżem Rosji w Europie (przykładem może być skandal na linii Moskwa – Londyn wywołany otruciem byłego oficera KGB Litwinienki). Niemcy widzą w Rosji dostawcę taniego surowca, co w perspektywie ma wpłynąć na spore obniżenie kosztów funkcjonowania socjalizowanej niemieckiej gospodarki. Z drugiej strony na bazie umowy brukselsko-moskiewskiej miałaby się zrealizować myśl wypchnięcia lub osłabienia Amerykanów w Eurazji. Oczywiście w wizji tej brak jest miejsca na niezależność postsowieckiej Europy Środkowowschodniej. Tym bardziej więc należy dołożyć starań, aby tę część Europy próbować zorganizować, umocnić i położyć trwałe podwaliny pod jej bezpieczny rozwój.

Mieczysław Ryba
drukuj