Potrzebny jest nowy traktat polsko-niemiecki

Panie Profesorze, ostatnio wybuchła sprawa krzyżackich pergaminów, które Niemcy zagarnęli w 1941 r. z Archiwum Głównego Akt Dawnych i o których zwrot Polska zamierza wystąpić. Dlaczego Niemcy ich dotąd nie zwrócili?

– Historia tych 74 pergaminów, z których najstarsze pochodzą z XIII wieku, z czasów księcia Konrada Mazowieckiego, jest bardzo długa. W przeszłości stanowiły własność Zakonu Krzyżackiego.

Zakon tworzył swoje państwo w sposób najczęściej podstępny, a uzyskiwane prawa, przywileje i zakres terytorialnego władztwa starannie dokumentował. W momencie sekularyzacji zakonu przez Zygmunta Starego, kiedy król obejmował suwerenną władzę nad Prusami Książęcymi, dokumenty, które stanowiły dowód suwerenności książąt pruskich, zostały przekazane w ręce króla polskiego. To był odwieczny zwyczaj prawny w Europie, że suweren przejmował dokumenty, które potwierdzały suwerenne prawa jego poprzednika. Działo się tak nie tylko w stosunkach między państwami, ale także między rodami i między ludźmi. W Archiwum Głównym Akt Dawnych mamy np. archiwum Radziwiłłów z Nieświeża. Otóż zawiera ono ogromną ilość – setki, tysiące drobnych archiwów rodowych, ponieważ przejmując czyjeś dobra, przejmowano archiwa wraz z korespondencją. Na tej samej zasadzie dokumenty zakonu zostały przekazane w ręce króla polskiego.

Było to oczywiście solą w oku Niemców. W czasie I wojny światowej, gdy zjawili się w Warszawie w sierpniu 1915 r., wyznaczyli archiwistę – Adolfa Warschauera i powierzyli mu archiwa na terenie Gubernatorstwa Warszawskiego. Jakaś poczciwina była z tego człowieka. Oczywiście podjął próbę wydobycia pergaminów krzyżackich, ale wtedy dyrektorem był Teodor Wierzbowski, Polak przesiąknięty rosyjską urzędniczą naturą, i ten „popędził” Warschauera z archiwum. Oznajmił, że okupantowi nie służy prawo zajmowania dóbr kultury, i niczego mu nie wydał. Niemcy nie odważyli się przemocą zabrać dokumentów zakonu.

drukuj