Radość, entuzjazm, naśladowanie

Aby misjonarze na całym świecie z radością i entuzjazmem przeżywali swoje powołanie, wiernie naśladując Chrystusa.
Przez jedenaście miesięcy kończącego się 2006 roku podejmowaliśmy modlitewny wysiłek współpracy, aby dzięki papieskiej intencji misyjnej wspierać troskę Ojca Świętego o misyjne dzieło Kościoła. Intencje modlitwy dotyczyły czasami całych kontynentów, kiedy indziej szczegółowych spraw jak dialog międzyreligijny, inkulturacja czy sprawy społeczne. Polecaliśmy też zaangażowanie chrześcijan w ewangelizację świata, zarówno tych, którzy żyją w młodych Kościołach, jak też i nasze własne zaangażowanie we współpracę misyjną. Jakie będą owoce naszej modlitwy, czas pokaże, tymczasem ufamy, że nie był to jednak czas stracony. Benedykt XVI pisze w Encyklice „Deus caritas est”: „Modlitwa, jako sposób czerpania wciąż na nowo sił od Chrystusa, staje się całkiem konkretną koniecznością. Kto się modli, nie traci czasu, nawet jeśli wszystko wskazuje na potrzebę pilnej interwencji i skłania jedynie do działania” (DCE, 36). Rozumiemy, że potrzeba działania jest nieodzowna, wręcz konieczna, ale niech płynie ona ze szlachetnych i obmodlonych motywacji.
Papieskie zapewnienie wskazuje nam jeszcze raz właściwy kierunek naszego misyjnego zaangażowania, abyśmy solidarni z misjonarzami wspierali ich wysiłki w dziele ewangelizacji. Tym razem chodzi o nową jakość tej posługi, którą powinna charakteryzować radość i entuzjazm. Natomiast katechezą tej służby powinno być naśladowanie Chrystusa. I tym razem ma rację Ojciec Święty, kiedy wyczula nas na charakter i znaczenie świadectwa oraz podpowiada, że działanie praktyczne będzie niewystarczające, jeżeli nie jest w nim uchwytna miłość do człowieka, miłość, która karmi się spotkaniem z Chrystusem (por. DCE, 34). Możemy mieć pewność, że najnowsza historia misji – również polskich misjonarzy i misjonarek – jest fascynująca, pełna entuzjazmu i radości. Wystarczy przypatrzeć się postaci nieżyjącego już o. Mariana Żelazka SVD, który pochylał się nad trędowatymi w Puri, a był taki radosny i wewnętrznie pełen ciepła i dobroci. Kilkadziesiąt polskich misjonarek – lekarzy i pielęgniarek – przeżywa wraz z chorymi ich dramaty i samotność. Taka była w Ugandzie dr Wanda Błeńska. Dobrymi samarytanami są misjonarze kapłani, którzy nie szukają szczęścia w komforcie ani w materialnym powodzeniu. Przez swój udział w praktykowaniu miłości, czasem dzięki bardzo prostym posługom, chcą być świadkami Chrystusa.
Wielokrotnie nie znamy ceny tej posługi, więc tym bardziej potrzeba naszej modlitwy, aby misjonarze posłani przez Kościół jako głosiciele Ewangelii byli pierwszymi, których przepełnia entuzjazm i radość. Z pewnością nasz dar współpracy nie jest bez znaczenia, ponieważ solidarność w modlitwie przekracza wszelkie granice i jest dowodem, że misjonarze nie są osamotnieni w swoich wysiłkach. Niech już tak bliska perspektywa Bożego Narodzenia będzie zachętą, aby skarbiec modlitw Kościoła, który my również pomnażamy, był otwarty dla wszystkich.

ks. Jan Piotrowski,
dyrektor krajowy
Papieskich Dzieł Misyjnych
drukuj