Praca połączona z pasją.
Nie sposób wyobrazić sobie letnich wyjazdów bez latarki, przenośnego radia, odtwarzacza muzyki, aparatu fotograficznego, kamery czy telefonu komórkowego. Wszystkie te urządzenia bez energii zmagazynowanej w bateriach czy akumulatorkach są bezużyteczne. Dlatego firma Dariusza Kraski – największa w regionie lubelskim hurtownia i sklep ze wszystkim, co ma związek z tymi nośnikami energii – tradycyjnie notuje w tym okresie zwiększone obroty.
Dariusz Kraska jest z wykształcenia elektromechanikiem. 8 lat temu, po kilku latach pracy w sklepie elektronicznym, postanowił rozpocząć samodzielną działalność gospodarczą. Założył hurtownię i rozpoczął dystrybucję baterii na terenie wschodniej Polski. Związał się z kilkoma firmami z tej samej branży tworzącymi grupę B.T.O. Na początku jego firma była jednoosobowa, a jej siedzibą został garaż na posesji rodziców w okolicach Lublina. – Miało to swoje dobre strony, wszystko było pod okiem, a ponadto nie ukrywam – tam po prostu było najtaniej – wspomina początki swojego przedsięwzięcia Dariusz Kraska. Sprzedaży na miejscu nie prowadził, ograniczając się do rozwożenia towaru po sklepach. Klienci sami go jednak znaleźli. W końcu zaczęli przyjeżdżać do domu rodziców o każdej porze dnia, a zwłaszcza w nocy, wiedząc, że kogoś w domu zastaną. Przychodzili też z różnymi nietypowymi zamówieniami, słusznie sądząc, że pan Dariusz da radę. – Zaczęliśmy działać jak wiejski sklep, do którego przychodzi się nie w godzinach oficjalnego urzędowania, ale gdy brakuje chleba – opowiada z uśmiechem Kraska. – W końcu stało się to nie do wytrzymania – dodaje. Firmę przeniósł więc do Lublina do powstającego przy placu Bychawskim centrum małych sklepów z branży elektroniczno-komputerowej. Nowy lokal znajdował się w 40-metrowej suterenie. Ponieważ stale rozwijał swoją działalność, konieczne stało się znalezienie nowego, większego, wygodniejszego i lepiej położonego lokalu. Znalazł taki przy ul. Kunickiego 25.
Przez pierwszych kilka lat firma pana Dariusza prowadziła tylko sprzedaż hurtową. Później doszła też detaliczna, a nawet działalność usługowa. Obecnie B.T.O. Hurtownia Baterii i Latarek zatrudnia 5 osób, w tym jedną studentkę w niepełnym wymiarze godzin. Z panem Dariuszem współpracują jeszcze 3 inne osoby zatrudnione przez producentów baterii. Jego firma obsługuje teren w promieniu ok. 200 km od Lublina. – Jesteśmy wszędzie tam, gdzie się daje dowieźć towar w ciągu jednego dnia – określa granice swojego „imperium”.
W sklepie Dariusz Kraska oferuje kilkaset rodzajów baterii i akumulatorów – od malutkich, nie większych niż pastylki, po duże akumulatory stosowane do łodzi o napędzie elektrycznym. Drugie tyle jest w stanie sprowadzić w ciągu jednego dnia. Na naprawdę nietypowe trzeba poczekać nawet kilka tygodni. – Praktycznie co drugi dzień odbieramy dostawy, dlatego możemy przy tej okazji zamawiać i odbierać nietypowe baterie, które sprowadza się na zamówienie po jednej sztuce – wyjaśnia Dariusz Kraska. Przedmiotem jego dumy jest największa w regionie oferta baterii do laptopów. 30 różnych tego typu baterii ma w sklepie na stanie, a kilka razy więcej może zamówić na następny dzień.
Zrealizuje nawet nietypowe zamówienia
Z czasem pan Dariusz rozpoczął działalność usługową – m.in. zgrzewanie niestandardowych, specjalistycznych akumulatorów na zamówienie. Z jednej strony zdecydowała o tym życiowa pasja, a z drugiej – potrzeby klientów. – Praktycznie od początku mojej działalności handlowej przychodzili klienci z nietypowymi bateriami – opowiada. – Chcieli, żebym albo zdobył taką samą, albo naprawił zepsutą. No i człowiek zaczął próbować. Na początku była to dosyć kosztowna nauka, gdyż bez profesjonalnej zgrzewarki łatwo było zniszczyć akumulator. Ale pomogła pasja. Mało kto w Polsce się tym zajmuje, a zapotrzebowanie jest spore – dodaje. Teraz pan Dariusz ma w pełni profesjonalną zgrzewarkę do łączenia baterii w pakiety. Sprowadził ją z Chin. W Polsce jest zaledwie kilka tego typu urządzeń. Dzięki temu może „produkować” bardzo zaawansowane technologicznie akumulatory. Chodzi o to, że łącząc ze sobą baterie, aby nie osłabiać ogniw, zamiast lutowania w bardzo krótkim czasie zgrzewa się je wysokim prądem. Temu służy właśnie zgrzewarka. Może teraz odtwarzać baterie do notebooków, defibrylatorów, pomp infuzyjnych, dalmierzy, różnego rodzaju sprzętu specjalistycznego, do których nie pasują standardowe akumulatory. Czasami dzięki tym usługom jego klienci mogą zaoszczędzić sporo pieniędzy. – Niedawno klient przyniósł mi do sklepu zepsuty akumulator do jakiegoś sprzętu medycznego – mówi, pokazując niepozornie wyglądające pudełko. – Dowiedział się u producenta, że nowy kosztowałby 9 tys. zł, a u mnie naprawa, czyli umieszczenie w środku pakietu nowych zgrzanych baterii, będzie kosztowała niecałe 400 zł – zauważa. Nie zawsze różnica jest tak duża, ale zawsze jest taniej. Wyjątkiem są tanie elektronarzędzia z hipermarketu. Tu same akumulatorki, kupowane przez pana Dariusza u producenta, są droższe niż całe urządzenie nabyte w markecie. Ale takich rzeczy z reguły się nie naprawia.
Pan Dariusz robi dużo nietypowych pakietów bateryjnych na zamówienie szpitali. Traktuje te zlecenia bardzo odpowiedzialnie. Używa tylko i wyłącznie akumulatorów markowych. To daje gwarancję bezbłędnego działania, a często – jak w przypadku defibrylatora – jest to sprzęt ratujący życie. – To urządzenie nie może zawieść – podkreśla pan Dariusz. – Gdy je robiłem po raz pierwszy, miałem duże obawy. To nie jest przecież zabawka – dodaje.
Pytany o najbardziej nietypowe zlecenia, które przyjął, opowiada, że kiedyś zrobił akumulator o napięciu 184 wolt – prawie tyle, ile jest w sieci elektrycznej. Teraz sprowadza do Lublina akumulatory o pojemności 160 amperogodzin, z których ma powstać zespół bateryjny o ogromnej pojemności mający zabezpieczać szpital przed zanikiem napięcia.
Do sklepu na ul. Kunickiego przychodzi też wielu modelarzy. – Dobrze się rozumiemy, bo oni, tak jak ja, w tym, co robią, kierują się pasją. Robię dla nich pakiety akumulatorów do modeli latających – mówi. Szczególnym wyzwaniem są modele superlekkie, do lotów halowych.
– One praktycznie nic nie ważą, wchodzą do nich 2-3 cieniuteńkie jak listki bateryjki. Takim superlekkim samolotom nawet wiatr przeszkadza.
Akumulatory wypierają tradycyjne baterie
Najwięcej baterii produkuje się w Chinach, Indonezji i Singapurze. Ale jest też polska specjalność – znane wszystkim ludziom starszego pokolenia – płaskie baterie produkowane w Stargardzie. Są one zupełnie nieznane na Zachodzie czy w Stanach Zjednoczonych. – To jest bateria typowo komunistyczna, używana w Chinach, Rosji i jeszcze, o dziwo, w Polsce – tłumaczy Dariusz Kraska. W mieście trudno ją sprzedać, ale na wsiach, gdy przychodzi sezon słynnej już latarki metalowej, zaczyna się duży popyt na te baterie. Sprzedawana jest też policji, gdyż w każdym radiowozie musi być latarka świecąca na trzy kolory. Stosuje się ją również w PKP. A najtańsze latarki z takim oznaczeniem to są te polskie, tradycyjne, płaskie. – Takich latarek na co dzień prawie już się nie sprzedaje. Ale gdy już dochodzi do zamówienia, to są one z reguły duże, np. na 1000 sztuk – mówi.
Jednak pewne trendy na rynku elektronicznym są już nieodwracalne. Odkąd weszły do powszechnego użycia telefony komórkowe zasilane akumulatorami, ludzie zrozumieli, że nie ma większego sensu kupować co chwila nowych baterii, skoro można raz zaopatrzyć się w akumulatorek i później zamiast kupować, wystarczy naładować. W konfrontacji baterie – akumulatory niemal wszystko przemawia za tymi drugimi, gdyż są ekonomiczne w użyciu, wygodniejsze i ekologiczne. – Przykładowo, bateria kosztuje 2 zł, a odpowiadający jej parametrami akumulator 10 razy drożej – 20 zł. Tylko że akumulator przeciętnie wytrzymuje ok. 1000 cykli ładowań. Łatwo policzyć, ile można zaoszczędzić – zauważa przedsiębiorca. Przyznaje, że sprzedaje obecnie zdecydowanie więcej akumulatorów niż baterii. – Pamiętam, 10 lat temu sprowadzało się 50 sztuk akumulatorów paluszków, które potrzebne były głównie do CB radia. A do jednego CB wchodziło 10 akumulatorków. W tej chwili akumulatorów paluszków na pewno sprzedaje się więcej niż baterii tego rodzaju. W dalszym ciągu więcej niż akumulatorów sprzedaje się baterii R-20. Ale cienkie paluszki używane do odtwarzaczy MP3, do discmanów idą teraz jak woda. Choć na pewno jest to związane z sezonem wakacyjnym – dodaje.
Czasami jednak baterie są lepsze
Każdemu klientowi Dariusz Kraska przypomina, że akumulator powinien jak najwięcej pracować. Bardziej służy mu używanie niż bezczynność. Są niektóre urządzenia, np. telewizyjny pilot, gdzie szkoda wkładać akumulatora. Wystarczy raz do roku wymienić bateryjkę. Akumulatory też wieczne nie są i przeciętnie po 3 latach się zużywają. Starsze akumulatory miały trochę dłuższą żywotność, ale za zdecydowanie mniejszą pojemność. Teraz dąży się do tego, żeby energii w takim malutkim paluszku było jak najwięcej. Trzeba jednak pamiętać, że akumulatory nie zawsze i nie wszędzie są w stanie zastąpić klasyczne baterie. – Akumulatory są wrażliwsze na temperaturę – zwraca uwagę Dariusz Kraska. – Słabo działają już w temperaturze 0 st. C. Dlatego alpiniści wolą brać ze sobą np. baterie alkaliczne. Ważne jest, żeby w takiej sytuacji np. telefon nosić przy sobie, najlepiej w wewnętrznej kieszeni. Niebezpieczna jest też wysoka temperatura, która może nieodwracalnie uszkodzić akumulator – przestrzega.
Niewielkim firmom, takim jak pana Dariusza, bardzo trudno jest konkurować z wielkimi marketami, które stać na reklamę i ogromny wybór towarów. Niekiedy te zakupy odbywają się niemal z klapkami na oczach. Dotyczy to też baterii. Ale w marketach nie chcą nietypowych produktów. Umiejętność realizowania specjalnych zamówień i potrzeb to może być jedyny oręż rodzimych firm w walce o klienta z hipermarketami. Jak wynika z doświadczeń pana Dariusza, klient potrafi to docenić i przychodzi potem do niego również po zwykłą baterię. Jest to dziś na razie jedyny sposób na zdobycie klienta i wyrwanie go z objęć bezdusznych i manipulujących ludźmi hipermarketów.
Adam Kruczek
