Polska na celowniku Fagana
Modulowany głos, wystudiowane gesty, granie na emocjach widza – prawdziwie
teatralny przebieg miała konferencja w Warszawie Eda Fagana, znanego amerykańskiego
adwokata, który w imieniu posiadaczy przedwojennych obligacji wyemitowanych
przez polski rząd zamierza dochodzić od Polski roszczeń. – Jeżeli chodzi o
tę sprawę procesową, to analizujemy ją i dopiero wówczas będziemy się w tej
sprawie wypowiadali – skomentował żądania Fagana premier.
Polskie sądy nie uwzględniają roszczeń, powołując się na fakt, że obligacje
są przeterminowane. Przypominają też, że w PRL nie funkcjonowała giełda, więc
papiery te utraciły wartość.
– Rząd polski zawarł kontrakt z nabywcami obligacji i powinien się z niego
wywiązać, inaczej straci wiarygodność! – tu adwokat wyciągnął z teczki plik
barwnych przedwojennych papierów wartościowych. Prezentował je na prawo i lewo,
aby wszyscy mogli się przyjrzeć. U boku prawnika zasiedli przedstawiciele środowisk
byłych właścicieli: Mirosław Szypowski – wiceprezydent Światowej Organizacji
Właścicieli Nieruchomości, Antoni Fedon i Krzysztof Górniak – reprezentujący
Stowarzyszenie Właścicieli Przedwojennych Obligacji Skarbu Państwa, polski
odpowiednik nowojorskiego Stowarzyszenia na rzecz Restytucji Polskich Wkładów
i Własności.
Fagan oświadczył, że w imieniu poszkodowanych zamierza wnieść przeciwko Polsce
pozew do amerykańskiego sądu. Poinformował, że reprezentuje obecnie 600 osób,
w których rękach pozostaje 1 proc. nominału wszystkich przedwojennych obligacji.
– Spodziewam się, że po dzisiejszej konferencji liczba poszkodowanych wzroście
do 5 tys. i 3 proc. nominału – stwierdził amerykański prawnik. Fagan ma za
sobą wygrane procesy o odszkodowania dla ofiar holokaustu od szwajcarskich
banków oraz przedsiębiorstw austriackich i niemieckich. Negocjował także skutecznie
z Niemcami odszkodowania dla robotników przymusowych (część tego skromnego
zadośćuczynienia trafiła także do ofiar polskich).
Kim są tym razem klienci Fagana?
Według prasy – to amerykańscy Żydzi. Według Szypowskiego – to osoby wszelkich
narodowości i wyznań, które w 1939 r. posiadały obywatelstwo polskie. Szypowski
zarzucił polskim dziennikarzom, którzy informowali o "pozwie w imieniu
żydowskich posiadaczy przedwojennych obligacji", że są zwolennikami
ustaw norymberskich.
Przed 1939 r. rząd polski, według oceny Fagana, wypuścił obligacje na 2 miliardy
przedwojennych złotych (złotówka była wówczas oparta na parytecie złota). Część
z nich była denominowana w dolarach amerykańskich. Fagan ocenił, że kwota,
jakiej domagać się będzie w imieniu swoich klientów, powinna wynieść nominalnie
100 mln zł, co po rewaloryzacji daje okrągły miliard. – Wartość przedwojennych
obligacji podwaja się co siedem lat – twierdzi.
– Rząd polski musi zrozumieć, że dialog leży w jego interesie – podkreślił
Fagan, wyrażając nadzieję, że rząd podejmie z nim negocjacje. Zagroził, że
w przeciwnym razie on i jego klienci "zastopują pożyczanie Polsce pieniędzy
poprzez amerykańską giełdę". Trzymając się teatralnej konwencji, wyciągnął
z kieszeni banknot, podarł go i rzucił za siebie. Górniak poinformował, że
obecnie toczą się na terenie Polski 43 procesy o wykup przedwojennych obligacji
skarbowych, z czego 14 jest już przegranych przez poszkodowanych. Sądy polskie
nie uwzględniają roszczeń, powołując się na fakt, że obligacje są przeterminowane
(okres przeterminowania wynosił 30 lat, w okresie PRL został skrócony do 10
lat). Wskazują także, że między 1948 a 2000 r. dwukrotnie – w 1950 i 1994 r.
– doszło do wymiany pieniędzy, wskutek czego obligacje opiewające np. na 5
tys. przedwojennych złotych obecnie są warte 0,5 grosza. Sądy przypominają
też, że przez cały okres PRL nie funkcjonowała giełda, więc papiery te utraciły
wartość.
Klienci Fagana nie przyjmują tych argumentów, dlatego niektórzy z nich po zakończeniu
drogi sądowej w Polsce występują do Trybunału w Strasburgu. Proces w Ameryce
nie daje im większych szans na zaspokojenie roszczeń, ponieważ jurysdykcja
sądów amerykańskich nie rozciąga się na teren Polski.
Największą w Polsce kolekcją przedwojennych obligacji może się pochwalić Ryszard
Kowalczuk, przewodniczący zarządu Stowarzyszenia Kolekcjonerów Historycznych
Papierów Wartościowych, który również przybył na konferencję. Na pytanie "Naszego
Dziennika", czy mając w ręku takie roszczenia, zamierza zostać klientem
Fagana, uciął krótko: – Czy ja wyglądam na takiego…?
Małgorzata Goss
Brak wyobraźni
Znamienne jest, że w wielkich procesach dotyczących przedwojennych roszczeń
specjalizują się prawnicy ze Stanów Zjednoczonych – kraju, który nigdy w swej
krótkiej historii nie odczuł ciężaru obcej inwazji i wojny z agresorem na własnym
terytorium. Amerykańskie doświadczenie i szczególny brak wyobraźni pozwoliły
Faganowi mówić z dumą, że "w Ameryce kontrakty są dotrzymywane w 100 procentach".
Europa jednak, nawiedzana wojnami od czasów rzymskich, ma w swoim prawie zobowiązań
klauzulę rebus sic stantibus – klauzulę nadzwyczajnej zmiany okoliczności.
W takich sytuacjach jak wojna, przewrót, kataklizm pozwala ona modyfikować,
a nawet przekreślać zobowiązania, których wykonanie byłoby w sposób oczywisty
niemożliwe, niesprawiedliwe i krzywdzące. Dlaczego Polska, czyli wszyscy podatnicy,
mieliby dziś spłacać przedwojenne obligacje, skoro nie przyczynili się w najmniejszym
stopniu do szkody? Jeśli już szukać adresata roszczeń – to raczej w spadkobiercach
III Rzeszy i Związku Sowieckiego, za których sprawą byt państwa polskiego został
przerwany, a Skarb Państwa ogołocony. Cały szkopuł w tym, że amerykański prawnik
tym razem chce zgłosić roszczenia jednych ofiar wojny wobec innych ofiar.
MaG
