fot. twitter.com

M. Wassermann: Nie mam żadnych wątpliwości, że Marcin P. nie wszedł w działalność lotniczą w sposób dobrowolny

Marcin P. był zwykłym słupem. Takie wnioski płyną z zaprezentowanego w środę raportu końcowego z prac sejmowej komisji śledczej do spraw Amber Gold.

Nieudolność prokuratury, służb specjalnych i policji, a także poszczególnych ministerstw– taki obraz państwa z okresu rządów PO-PSL wyłania się z projektu raportu sejmowej komisji śledczej badającej aferę Amber Gold.

– Na skrajnie negatywną ocenę zasługują przede wszystkim trzy ministerstwa: Ministerstwo Budownictwa pod kierownictwem ministra Sławomira Nowaka, służby specjalne oraz policja i tutaj zwłaszcza pan minister Jacek Cichocki, który kompletnie nie nadzorował tego, co się działo w podległych mu ministerstwach – powiedziała Małgorzata Wassermann.

Swoich zadań nie wypełniało też Ministerstwo Finansów – dodała przewodnicząca komisji, poseł Małgorzata Wassermann.

– Zwłaszcza osoba pana Parafianowicza, osoby nadzorującej bardzo potężny układ skarbowy w Polsce, osoby kontrolującej banki pod kontem wywiązywania się z obowiązku przeciwdziałania prania brudnych pieniędzy – mówiła polityk.

Marcin P. mimo, że był karany, bez problemu rejestrował nowe spółki i podmioty. Godziły się na to sądy rejestrowe i urzędy skarbowe, do których nie składał wymaganych dokumentów i sprawozdań finansowych z prowadzonych już działalności. To, że twórca Amber Gold może działać niezgodnie z prawem, zwróciło uwagę ministra gospodarki.

– Wykreślił go z rejestru domów składowych i to ministerstwo pokazało, że jeżeli chciało się postępować w sposób zdecydowany, można to było zrobić. Tam decyzje zapadały z dnia na dzień z rygorem natychmiastowej wykonalności – podkreśliła poseł Małgorzata Wassermann.

Nie bez znaczenia była także rola ówczesnego premiera Donalda Tuska – mówił wiceprzewodniczący komisji poseł Tomasz Rzymkowski z Kukiz’15

– On tutaj jest głównym bohaterem. To Donald Tusk był przełożonym szefów wszystkich służb specjalnych i jednocześnie szefem całej administracji cywilnej w Polsce. To za jego rządów doszło do afery – akcentował parlamentarzysta.

W sierpniu 2012 premier Tusk zapewniał, że afera zostanie wyjaśniona. Jednak realnie sprawę pod lupę wzięto dopiero w 2016 r. – mówił wiceszef komisji poseł PiS Jarosław Krajewski.

– W ocenie komisji śledczej powstanie i ekspansja grupy Amber Gold były wynikiem słabości państwa, dysfunkcjonalnością organów stojących na straży praworządności i wymiaru sprawiedliwości – powiedział poseł Jarosław Krajewski.

Według przewodniczącej komisji nie ma żadnych wątpliwości, że szef Amber Gold Marcin P. był tylko słupem.

– Ja nie mam żadnych wątpliwości, że Marcin P. nie wszedł w działalność lotniczą w sposób dobrowolny – podkreślała.

Końcowy raport z prac komisji, który ma blisko 670 stron, krytykuje opozycja.  Posłowie Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej złożą zdania odrębne, uważają, że celem prac komisji było przede wszystkim uderzenie w Donalda Tuska.

– Raport może mieć 700 stron, ale i tak jest jednym wielkim zerem – oznajmił Krzysztof Brejza, poseł PO.

Raport jest obszerny i bardzo szczegółowy. Wciąż jednak nie wiemy, kto tak naprawdę sterował Amber Gold i OLT Expres – zauważył prawnik, mec. Henryk Lipski.

– Marcin P. nie odpowiedział na to pytanie i wręcz nie wykluczył tego, że ktoś nie stał, tylko powiedział, że się uchyla od odpowiedzi na pytanie, kto za tym stał. Czyli przyznał niejako, że ktoś tym kierował z zewnątrz – powiedział mec. Henryk Lipski.

Do tej pory zarzuty ws. Amber Gold usłyszało już 15 osób. Spółka upadłość ogłosiła w 2012 roku. Firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów na blisko 851 milionów.

TV Trwam News/RIRM

drukuj