fot. flickr

Kujawsko-pomorskie: Tzw. ekolodzy doprowadzili do śmierci ponad 2 tys. norek

Tak zwani ekolodzy włamali się na jedną z ferm norek nieopodal Torunia. Zniszczyli ogrodzenia i wypuścili zwierzęta na wolność – skazując je tym samym na śmierć. Przez ich bezmyślność zginie w męczarniach ponad dwa tysiące norek.  

Pracownicy fermy cały czas walczą o to, aby uratować jak najwięcej zwierząt. Daniel Chmielewski, właściciel fermy, wyjaśnił w rozmowie z Radiem Maryja, że nie ma możliwości, aby nakarmić młode norki pokarmem innym niż pokarm matki. Jak dodał, matki, które wróciły na fermę, nie potrafią odnaleźć swoich młodych.

– To, co się stało na mojej fermie, przekracza wszystkie możliwe standardy, o które walczymy. Moje zwierzęta, moje norki, które hoduję, są w tej chwili w tym okresie, że wychowują młode szczenięta. Są to oseski, one się niedawno wykociły, one potrzebują matki. Słyszę płacz tych moich norek, które nie mają matek i niestety za chwilę ich nie będzie. One w cierpieniach umrą. Ich nie będzie, bo nie mam możliwości, żeby je nakarmić, bo nikt nie wymyślił, żeby jakiś pokarm mógł zastąpić pokarm matki. (…) Przyszli ludzie bez sumienia. Ludzie, którzy nie mają sumienia, którzy mówią o tym, że zwierzęta dla nich są najważniejsze. Nieprawda – dla nich zwierzęta się nie liczą. Przyszli, rozbili mi płoty, weszli na fermę, wypuścili zwierzęta, matki, które karmią młode. Matki wyszły, wracają, ale nie potrafią znaleźć miejsca, gdzie są ich młode. One są w szoku – zaznaczył rozmówca Radia Maryja.

Po dzisiejszym wydarzeniu straty będą ogromne  – ocenił hodowca norek.

– Robimy wszystko, w tej chwili siedzimy, pracujemy, żeby próbować. Wypuszczono zwierzęta, które też szaleją. Te matki starają się znaleźć swoje dzieci, ale nie mogą znaleźć, bo jest ich pełno. Te zwierzęta są w szoku. Jeśli takie zwierzę zobaczy, że to nie są jego dzieci, to je zadusi, bo ono w tej chwili uważa, że ktoś mu zrobił krzywdę. Próbujemy, walczymy, ale jestem przekonany, że to będą naprawdę ogromne straty – powiedział.

Policja prowadzi działania mające na celu ustalenie, kto dopuścił się tego czynu. Można natomiast domniemać, że nie byli to ludzie, którzy „przyszli z ulicy” – zaznaczył Daniel Chmielewski.

– Znamy propagandę tych ludzi, znamy propagandę, co oni o nas opowiadają: że jesteśmy rzeźnikami, że jesteśmy najgorszymi. A tu się okazuje, że oni są tak naprawdę takimi ludźmi. Dla nich chodzi tylko o pieniądze i nic więcej. (…) 45 lat hoduję te zwierzęta i w życiu się nie spodziewałem, że coś takiego mnie spotka – że patrzę na te zwierzęta i nie potrafię im pomóc – podkreślił.

Tzw. ekolodzy w swoich działaniach posuwają się coraz dalej, co budzi uzasadnione obawy hodowców.

– Ja w tej chwili się boję, że za chwilę moja rodzina będzie atakowana , że za chwilę rodziny moich hodowców będą atakowane, bo już słyszymy, że w Holandii. Zwierzę powinno służyć człowiekowi, ale oczywiście powinniśmy się traktować zwierzęta w sposób bardzo humanitarny. My to robimy, ale to, co z nami robią, to jest skandal, to jest tragedia. Jesteśmy atakowani ze wszystkich stron. Atakują hodowców drobiu, atakują hodowców trzody chlewnej. Ta ideologia idzie w takim kierunku, że ja jestem w szoku – jak można tak traktować zwierzęta? – mówił rozmówca Radia Maryja.

 

RIRM/ swiatrolnika.info/wsensie.pl

drukuj