fot. E. Sądej/Nasz Dziennik

Kolejny proces Witolda Tomczaka.
Sprawa może toczyć się jeszcze 5 lat

16 lat przed warszawskimi sądami, ponieważ broniąc godności świętego Jana Pawła II, naruszył rzeźbę. Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia odbyła się kolejna rozprawa oskarżanego przez prokuraturę byłego posła Witolda Tomczaka. Jak stwierdził prokurator, proces może toczyć się jeszcze kolejne 5 lat.

W 2000 roku w finansowanej z publicznych pieniędzy warszawskiej Galerii Narodowej Zachęta umieszczono figurę przedstawiającą postać Ojca Świętego Jana Pawła II, przygniecioną głazem. Ta pseudo rzeźba miała pokazywać bezsilność Papieża. W geście sprzeciwu ówczesny poseł Witold Tomczak odepchnął głaz, za co prokuratura ściga go przez 16 lat. Na dzisiejszej rozprawie przed warszawskim sądem rejonowym dla Śródmieścia nie mógł korzystać z prawa do pomocy obrońcy.

– Nieobecność pana mecenasa Wojciechowskiego jest dzisiaj usprawiedliwiona i związana z objęciem przez niego stanowiska w Europejskim Trybunale Obrachunkowym. Musiał zawiesić działalność swojej kancelarii prawniczej, o czym powiadomił sąd, który jednak tego nie uznał – wyjaśnia Witold Tomczak.

Prokurator powiedział dziś, że sprawa Witolda Tomczaka może toczyć się jeszcze przez dalsze 5 lat. W maju przewidziano kolejne dwie rozprawy.

– Broniłem dobrego imienia Ojca Świętego, broniłem dobrego imienia Polski i Polaków i nie rozumiem dlaczego oskarża się mnie o zniszczenie czegoś, co nas kompromitowało – mówi dziś Witold Tomczak.

 – Po 16 latach od wydarzenia, od znieważenia Ojca Świętego, od znieważenia wszystkich Polaków i katolików, jakie miało miejsce w 2000 roku w galerii narodowej Zachęta, utrzymywanej z publicznych środków, zamiast ścigać bluźnierców, wszelkiej maści profanatorów, ściga się obrońcę, jakim wtedy byłem jako poseł RP – dodaje.

Witold Tomczak podkreśla, że nie mógł czekać bezczynnie, kiedy w ukochanej ojczyźnie świętego Jana Pawła II, który jeszcze wówczas żył, tak go obrażano.

Dla prof. Włodzimierza Bojarskiego to żenujące, że przedstawiciela narodu, jakim był wówczas poseł Witold Tomczak, sąd próbuje traktować jak zwykłego opryszka.

– W odbiorze każdego z nas sprawa jest oczywista. Zostały naruszone wartości narodowe i chrześcijańskie. Obrona tych wartości jest obowiązkiem zarówno prywatnym, jak i publicznym. Pan Witold Tomczak był wtedy posłem Rzeczpospolitej i jedynym z jego głównych obowiązków było właśnie zadziałać tak, jak zadziałał – wskazuje prof. Włodzimierz Bojarski.

Witold Tomczak stał się w pewnym sensie pionierem. Pokazał, że należy bronić wyznawanych wartości. Prof. Piotr Jaroszyński  podkreśla, że jeśli sąd go skaże, to historia bez wątpienia odnotuje to jako wyraz przemocy i dyskryminacji chrześcijan.

– Przełamał on pewną barierę takiej niemocy, bo przecież nas katolików jest większość, a tymczasem są sytuacje, w których nie potrafimy okazać naszej postawy, naszych poglądów, przy czym nie chodzi tu koniecznie zawsze o to, żebyśmy fizycznie demonstrowali, jak jesteśmy silni. Chodzi o bardzo czytelny wyraz sprzeciwu czy naszej postawy lub oceny w wymiarze publicznym – zwraca uwagę prof. Piotr Jaroszyński.

Na apele o wycofanie aktu oskarżenia przeciwko Witoldowi Tomczakowi płynące z różnych stron zarówno prokuratura, jak i sąd pozostały głuche.

 

TV Trwam News/RIRM

drukuj