(fot.PAP)

32. rocznica pacyfikacji kopalni „Wujek”

16 grudnia 1981 r. od milicyjnych kul zginęło tam dziewięciu górników, a kilkudziesięciu innych zostało rannych. Była to największa tragedia stanu wojennego.

Uroczystości upamiętniające tamte wydarzenia tradycyjnie rozpoczną się w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Katowicach. O godz. 16:00 uroczystej Mszy św. i intencji pomordowanych górników przewodniczył będzie ks. abp Wiktor Skworc, metropolita katowicki. Uroczystości odbędą się także pod Krzyżem – Pomnikiem przy kopalni, gdzie zostaną złożone kwiaty, odbędzie się także Apel Poległych.

Podczas tegorocznych obchodów wystąpią uczniowie z miejscowości Rostarzewo z Wielkopolski, z którą związany był Zenon Zając – jeden z zastrzelonych w Wujku górników.

Od 2011 r. jeden ze skwerów w Rostarzewie nosi jego imię. W miejscowej szkole znajduje się stała ekspozycja upamiętniająca górników zabitych w kopalni.

Przypomnijmy, w pierwszych dniach stanu wojennego na Śląsku zastrajkowało w sumie ok. 50 zakładów. 15 grudnia do strajkujących zaczęły dochodzić wieści, że milicja i wojsko spacyfikowały niektóre strajkujące zakłady, m.in. kopalnię Manifest Lipcowy w Jastrzębiu Zdroju.

Prof. Jan Żaryn, historyk, akcentuje że górnicy bardzo mocno przeżyli ogłoszenie przez gen. Jaruzelskiego stanu wojennego. Strajki na Śląsku były bardzo ostre; strzały, które były wymierzone w górników szły od osób świadomych tego, że niosą one śmierć – dodał profesor.

– Władza komunistyczna skierowała przeciwko strajkującym siły wojska, milicji, wozów opancerzonych. W kopalni „Wujek” bez wątpienia doszło do regularnej bitwy, podczas której użyto nierównych środków. Górnicy broniąc kopalni i strajkując w niej, niedopuszczając sił milicyjno – wojskowych byli w stanie użyć jedynie kamieni i łańcuchów. Natomiast przeciwko nim wystąpili ludzie uzbrojeni w karabiny. Strzały, które oddano trafiały w głowę, w krtań, w klatkę piersiową. Te osoby były świadome, że strzały które oddają niosą śmierć – powiedział prof. Jan Żaryn.

Tymczasem w Gdańsku odbędą się uroczystości związane z 43 rocznicą Grudnia ’70. O godz. 14 zaplanowano spotkanie w historycznej sali BHP, którego częścią będzie m.in. dyskusja o wspomnieniach i pracy fotografów z okresu stanu wojennego w Gdańsku oraz promocja najnowszego albumu IPN „Gdańsk w stanie wojennym 1981-1983”.

Po spotkaniu, o godz. 16 przewidziano zapalenie zniczy pod tablicą upamiętniającą Ofiary Grudnia ’70 znajdującą się na budynku, gdzie niegdyś miał swoją siedzibę Komitet Wojewódzki PZPR.

Główne uroczystości rozpoczną się o godz. 17.00 w bazylice św. Brygidy. Eucharystii przewodniczył będzie ks. abp. Sławoj Leszek Głódź – metropolita gdański.

Piotr Szubarczyk – publicysta historyczny akcentuje, że 16 grudnia powinien być dniem wielkiej modlitwy, bowiem w tym dniu w 1970 roku na ulicach Gdańska umierało wielu młodych ludzi.

– 16 grudnia powinien być dzień wielkiej polskiej modlitwy. 16 grudnia 1970 roku na ulicach Gdańska umierali uczestnicy buntu, a właściwie Powstania Grudniowego. Już dzień wcześniej na naradzie u Gomułki z udziałem Wojciecha Jaruzelskiego podjęto decyzje o użyciu broni. Na ulicach Gdańska umierali sami młodzi ludzie w wieku 19, 24 czy 26 lat. To się  powtórzyło wiele lat później również 16 grudnia, tylko, że już w 1981 roku. Wtedy od kul zomowców ginęli górnicy kopalni „Wujek” – zwraca uwagę Piotr Szubarczyk.

Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ ”S” mówi, że tragizmu wydarzeniom Grudnia ‘70 dodaje fakt, że władza użyła wojska aby pacyfikować własnych obywateli.

– To był jeden z tych przypadków kiedy władza komunistyczna z zimną krwią użyła wojska i milicji przeciwko własnemu społeczeństwu. Z pełną premedytacją strzelano do ludzi, do robotników. W Gdyni miało to szczególny wymiar dlatego, że tam pracownicy stoczni, trójmiejskich zakładów pracy, portów, szli do pracy po wezwaniu dzień wcześniej. 16 grudnia wieczorem, w telewizji, sekretarz KC partii Stanisław Kociołek namawiał robotników, aby wrócili do pracy. W międzyczasie ta sama władza komunistyczna zamknęła stocznię, otoczyła ją wojskiem. Idących do pracy, wysiadających z trójmiejskiej kolejki ludzi już na peronie rozstrzeliwano. Strzelano z broni maszynowej, z helikopterów, rzucano petardy – mówił Krzysztof Dośla.

RIRM

drukuj