My chcemy Boga

Obserwując polską scenę polityczną, łatwo zauważyć, że
u znacznej części ciała politycznego nie działają ani normy etyczne, ani
zasady zdrowego
rozsądku.
Platon dowodził, że struktura państwa wyraża w pewien sposób porządek panujący
w duszy ludzkiej: część rozumna panuje nad częścią gniewliwą (popędliwą)
i nad częścią pożądliwą[1]. Profesor Vittorio Possenti stwierdza, że w
myśli nowożytnej – tak w teorii, jak i w praktyce politycznej – ten porządek
nie był dokładnie zachowywany. Niekiedy przeważały uczucia i pożądania,
stając się źródłem życia społecznego (Hobbes, Locke), niekiedy tym czynnikiem
stawał się instynkt walki (heglizm, liberalizm). W dalszym ciągu w budowaniu
struktur politycznych główną rolę odgrywają raczej czynniki pozaracjonalne,
to jest projekty życia kształtowane na miarę pragnień, w oderwaniu od prawdy
antropologicznej[2]. W konsekwencji areopagi polityczne stały się przeważnie
terenem walki o władzę, czego warunkiem było zniszczenie przeciwnika, rzeczywistego
lub urojonego, potrzebnego jako mit do mobilizowania psychicznej energii "mas",
które miały poprzeć działania "wodzów" rewolucji. Można to było
obserwować niemal w całym XX wieku, w którym państwa totalitarne były żywą
syntezą instynktu walki, przepojone duchem nienawiści. To wszystko podobno
było "naukowo" uzasadnione dzięki temu, że Marks głosił, iż to,
co on wymyślił, to jest "socjalizm naukowy". W ten sposób czynnik
etyczny stał się nieobecny w życiu publicznym, ponieważ także prawda antropologiczna
stała się w tej sferze nieobecna.

Rozpad antropologicznej struktury państwa
W tak zwanym świecie "zachodnim" ten model totalitaryzmu podobno
upadł, ale jego duch zatruwa nadal myślenie, kulturę i struktury społeczne.
Przede wszystkim myślenie materialistyczne, technicystyczne i utylitarystyczne
prowadzi do głębokiej depersonalizacji życia w szerokim tego słowa znaczeniu.
Pragnie się uzyskać pełną kontrolę nad wszystkimi wymiarami życia, nad
ciałem ludzkim i nad "wytwarzaniem" życia, aby uzyskać pełną
kontrolę nad świadomością ludzką[3]. Wciąż dochodzi do głosu przestarzały
mit scjentyzmu, proponujący wyłącznie materialistyczną interpretację świadomości.
Ciało ludzkie jest w tym kontekście traktowane jak każde inne ciało zwierzęce,
co napiętnował ostro Jan Paweł II w encyklice "Evangelium vitae" (nr
21-23). Można mówić o głębokim kryzysie humanizmu w kulturze ponowoczesnej:
jest to obecnie raczej nihilizm antropologiczny. Pewien współczesny filozof
powiedział: "Błędem jest utrzymywać, że człowiek ma jeszcze jakąś
treść albo że powinien (ją) mieć […] człowiek bowiem już w ogóle nie
istnieje, istnieją tylko jego przejawy"[4].
Jeżeli w klasycznej tradycji myśli politycznej czynnikiem rysującym oblicze
państwa był zawsze człowiek – czy to monarcha, czy to arystokracja, czy
to społeczeństwo (politycznie świadome) – to obecnie możemy mówić o tym,
że czynnik ludzki przestał być obecny jako czynnik twórczy, decydujący
o antropologicznej tożsamości państwa. Żyjemy w epoce, w której osoba ludzka
i myślenie właściwe osobie zostały zastąpione przez tzw. inżynierię społeczną,
przez cybernetykę i technologię; wszystko zostało poddane sterowaniu matematycznemu,
według kategorii ilości i zysku, wszelkie więzi międzyludzkie tworzą się
na bazie rzeczy, a nie relacji do osoby. Possenti pisze: "Obecne społeczeństwo
technologiczne jest chyba pierwszym w historii człowieka, które nie jest
oparte na wspólnocie, lecz rozwija się wokół procesu produkcji i powszechnej
wymiany towarów, i w którym potrzeby jakościowe i istotne pragnienia ludzkie
pozostają niezaspokojone. Bezpośrednie związki ludzkie mogą powstawać wtedy,
gdy nie pozostaje się tylko w obrębie funkcjonalnej i abstrakcyjnej mediacji
stworzonej przez rynek"[5].

Państwo sprawiedliwe albo "magnum latrocinium"
Wracam do zdania wyjściowego: obserwując polską scenę polityczną, łatwo
odnieść wrażenie, że pewna część ciała politycznego (parlamentarnego
i medialnego) nie kieruje się tą najcenniejszą zdolnością duchową, jaką
Bóg umieścił na szczycie natury ludzkiej, to jest zdolnością poznania
prawdy i zdolnością rozróżniania dobra i zła na podstawie poznanej prawdy.
Ludzie ci kształtują swoje myślenie i swoje dążenia życiowe na niższych
poziomach duszy (według Platona), to jest na poziomie pożądliwym (żądają
władzy) i na poziomie popędliwym (chcą wszelkimi sposobami zniszczyć
swoich "przeciwników"). Sęk w tym, że tymi przeciwnikami są
szlachetni ludzie, wybrani przez najlepszych Polaków, nieotumanionych
przez "polską telewizję", i że są to ludzie piastujący legalnie
władzę w państwie polskim. To, co robi pewna grupa polityczna mieniąca
się "platformą polityczną", nie mieści się w żadnym kanonie:
ani kultury parlamentarnej, ani etyki, ani w ogóle rozumu. Gdyby polityka
w naszym kraju poszła dalej tym samym trybem i gdyby wskutek rebelii
politycznej nie mogło dojść do zbudowania państwa na fundamencie prawa
i sprawiedliwości, to mogłoby się to skończyć upadkiem państwa i ponownym
popadnięciem pod władzę nowego, amoralnego reżimu, który już święty Augustyn
nazwał "magnum latrocinium", co pierwsza encyklika Benedykta
XVI tłumaczy trafnie i dziwnie swojsko: "banda złodziei" ("Deus
caritas est" n. 28).
Skoro już zacytowaliśmy pierwszą encyklikę Ojca Świętego Benedykta XVI,
należy przytoczyć nieco więcej jego myśli. Papież ten jest wierny stałej
tradycji chrześcijańskiej, która żądała, aby życie społeczne i polityczne
opierało się na podstawach moralnych. Specjalnością Papieża Benedykta XVI
jest to, że poruszając jakikolwiek temat dotykający życia ludzkiego, prowadzi
nas do najwyższych szczytów myśli i wyjątkowo szerokich horyzontów. Tak
twierdzi między innymi korespondent "Washington Post" Daniel
Williams[6]. Nie tak dawno, bo 25 stycznia, Ojciec Święty, komentując w
czasie audiencji środowej Psalm 144 (143), przypomniał, na jakich podstawach
opiera się praca społeczna i polityczna, na który to temat wypowiada się
także encyklika "Deus caritas est". Zagraniczna agencja CWN podkreśliła
przede wszystkim fakt przypomnienia przez Papieża roli Dekalogu jako podstawy,
na której buduje się "sprawiedliwe społeczeństwo". Agencja nie
zapomniała też o ważnej prawdzie podkreślonej przez Benedykta XVI, że dzieło
Króla-Mesjasza wymaga dla swego urzeczywistnienia, by naród opowiedział
się wyraźnie po stronie Boga. Komentarz "Zenitu" (25.01.2006)
był bardziej szczegółowy. Podkreślono w nim, że Ojciec Święty powiedział,
iż nadejście ery mesjańskiego pokoju oznacza nowość w znaczeniu pokonania
zła, którego szczególnym przejawem jest bałwochwalstwo. Równocześnie jest
to nowość w znaczeniu pozytywnym, jako możliwość budowania sprawiedliwego
społeczeństwa. W strukturze tego społeczeństwa istotną rolę odgrywa rodzina,
której służą bogactwa ziemi. Ustanowienie tej nowości, tego pokoju, jest
oczywiście dziełem Mesjasza, ale także Jego narodu. Papież mówi: "Wszyscy
razem, pod przewodem Mesjasza-Chrystusa powinniśmy pracować, aby urzeczywistnić
ten plan (projekt) harmonii i pokoju, zaprzestając działań destrukcyjnych
pochodzących z nienawiści, przemocy, wojny. Trzeba więc dokonać stanowczego
wyboru, opowiadając się po stronie Boga miłości i sprawiedliwości. Dlatego
Psalm kończy się słowami: ‚Szczęśliwy naród, którego Bogiem jest Jahwe’.
Bóg jest bowiem Dobrem wszelkiego dobra, warunkiem istnienia innych dóbr.
Tylko naród, który poznaje Boga i broni wartości duchowych i moralnych,
może prawdziwie zmierzać ku głębokiemu pokojowi i stać się również siłą
pokoju dla świata, dla innych narodów".
Z tego względu psalmista mówi o "nowej pieśni", pełnej radosnej
nadziei. Ponieważ jest to pieśń wykonywana na "harfie o dziesięciu
strunach", Papież przywołuje interesujący komentarz św. Augustyna,
który te "dziesięć strun" rozumie jako "Dziesięć Przykazań".
Oto tekst św. Augustyna: "Harfa o dziesięciu strunach oznacza prawo
zawarte w Dziesięciu Przykazaniach. Do tych dziesięciu strun, do tych Przykazań,
musimy znaleźć właściwy klucz. Bo tylko jeżeli te dziesięć strun tych dziesięciu
Przykazań zadrgają miłością serdeczną (carita del cuore), wydadzą właściwy
dźwięk. Miłość jest pełnią Prawa. Kto żyje Przykazaniami jako wymiarami
jedynej Miłości, śpiewa rzeczywiście ‚nową pieśń’. Miłość, która jednoczy
nas z Chrystusem, jest prawdziwą ‚nową pieśnią’ ‚nowego człowieka’, zdolnego
także stworzyć ‚nowy świat’".
Nie tylko Psalm 144 kieruje nas ku nowości, którą możemy budować z Chrystusem,
lecz także encyklika "Deus caritas est" pozwala nam zrozumieć
społeczne wymagania miłości. Zostało to zwięźle i głęboko ujęte w wywiadzie
udzielonym przez Stefano Fontanę, dyrektora Międzynarodowego Obserwatorium
do spraw społecznej nauki Kościoła (imienia kard. Van Thuan). Fontana stwierdza,
że już Leon XIII w zakończeniu encykliki "Rerum novarum" podkreślił
decydującą rolę miłości w odnowie społeczeństwa. Papież Benedykt XVI żywi
to samo przekonanie, podejmując temat encykliki. Przy końcu XIX wieku należało
dokonać pewnych reform społecznych, uaktywnić masy w celu osiągnięcia godnego
życia. Obecnie, na początku XXI wieku, mamy za sobą pewne mesjanizmy, które
oczekiwały nadejścia sprawiedliwości dzięki bezosobowym mechanizmom; ale
nie zostało w pełni przezwyciężone zaufanie do ślepych mechanizmów, przede
wszystkim technicznych. Dlatego apel Leona XIII znajduje echo w dokumencie
Benedykta XVI: "sprawiedliwość potrzebuje również miłości".
Stefano Fontana kontynuuje swój wywód: "Nowa encyklika nie omija zagadnienia
sprawiedliwości. Sprawiedliwość nie może zostać zastąpiona przez miłość,
ponieważ łaska nie eliminuje natury, a wiara nie eliminuje rozumu. Sprawiedliwość,
podkreśla Papież, jest owocem ‚rozumu praktycznego’, wymaga uwzględnienia
potrzeb natury ludzkiej, a stąd i praw, i obowiązków człowieka. Na niej
opiera się sprawiedliwa polityka, do której należy właśnie budowanie sprawiedliwości,
bez której państwo stałoby się ‚bandą złodziei’, jak powiedział św. Augustyn.
Lecz rozum, przy swojej autonomii, z łatwością staje się łupem ideologii,
jak też różnych wykrzywień sprawiedliwości z winy ludzkiego egoizmu. Dlatego
sprawiedliwość, którą rozum uzasadnia i oświeca, oraz polityka, która tę
sprawiedliwość konkretnie urzeczywistnia, potrzebują koniecznie oczyszczenia
przez wiarę".
W dalszym ciągu snuje swoją refleksję dyrektor Fontana: "Zwyczajnie
myśli się, że miłość jest czymś ‚późniejszym’, czymś, co przychodzi potem,
za sprawiedliwością. Najpierw sprawiedliwość, potem miłość. Jeśli sprawiedliwość
spełni należycie swoje zadanie, nie będzie potrzebna miłość. Jeśli administracja
publiczna, handel, funkcjonują należycie, nie będzie potrzebna społeczna
przyjaźń. Popada się w ten sposób w taki schemat myślowy, według którego
sprawiedliwość jest w gruncie rzeczy sprawą organizacji i planowania. Jest
to schemat tych mesjanizmów, które mają charakter materialistyczny, jako
że wyłączają człowieka z ekonomii, z życia społecznego i polityki. W rzeczywistości
jednak, według tego, co głosi Encyklika, miłość czyni możliwą samą sprawiedliwość.
To jest nie tylko dlatego, że zawsze będziemy mieć ubogich, jak mówi Ewangelia,
i ‚nigdy państwo urządzone sprawiedliwie nie uczyni zbędną miłości’, ale
przede wszystkim dlatego, że miłość ‚oczyszcza’ sprawiedliwość, tak jak
wiara oczyszcza rozum".

Państwu potrzebny jest Pan Bóg
Jeśli tak jest, że bez miłości sprawiedliwość rozumiana w pełni nie istnieje,
to prawdziwe, czyli sprawiedliwe państwo nie może zaistnieć bez autentycznego
wkładu ludzi żyjących miłością i czerpiących inspirację z Ewangelii.
Wkład Kościoła w politykę zaznacza się na trzech poziomach. Na pierwszym
poziomie chodzi o ludzi Kościoła, którzy są (powinni być) "żywym
świadectwem wierności Bogu, który jest Miłością". Na drugim poziomie
wierni chrześcijanie w ramach własnej odpowiedzialności uczestniczą w
budowaniu sprawiedliwego państwa. Na trzecim wreszcie Kościół jako całość
poprzez swoją integralną misję "jest pewną dobroczynną siłą także
dla społeczeństwa, udzielając mu ducha miłości, który czyni ludzi bardziej
ludzkimi oraz otwiera ich oczy i serce, aby lepiej widzieli i realizowali
samą sprawiedliwość".
Powyższe myśli bardzo harmonizują z tym, co napisał Benedykt XVI w Orędziu
na tegoroczny Wielki Post (Zenit, 31.01.2006). Papież wychodzi z ewangelicznego
obrazu – z obrazu Chrystusa kierującego pełne współczucia spojrzenie ku
zbiorowości ludzkiej. Równocześnie nawiązuje do idei "integralnego
rozwoju", czyli pełnego humanizmu, idei rozwiniętej w encyklice Pawła
VI "Populorum progressio". Kościół jednoczy się ze spojrzeniem
Chrystusa, aby zrozumieć, że w trosce o człowieka "w żaden sposób
nie jest możliwe odpowiedzieć na potrzeby materialne i społeczne bez (równoczesnego)
zadośćuczynienia najgłębszym potrzebom ludzkiego serca". Należy dopomóc
człowiekowi, by mógł "uznać najwyższe wartości oraz Boga, który jest
ich źródłem i celem" ("Populorum progressio", 21). Stąd "pierwszą
rzeczą, przez którą Kościół przyczynia się do rozwoju człowieka i społeczeństw
(…) jest głoszenie prawdy Chrystusa, która wychowuje sumienia i uczy
autentycznej godności osoby i ludzkiej pracy, wspierając formowanie się
kultury, która rzeczywiście odpowiada na wszystkie pytania człowieka".
Żadne projekty ekonomiczne, społeczne lub polityczne nie mogą zastąpić
miłości wyrażającej się przez dar siebie. Spojrzenie Chrystusa, wyrażające
gotowość dania siebie samego, uczy nas, że "kto nie daje Boga, daje
za mało", co w innych słowach wyraziła św. Matka Teresa z Kalkuty: "pierwszym
ubóstwem (nędzą) ludów jest nieznajomość Chrystusa". Benedykt XVI
naucza, że "trzeba więc odnaleźć Boga w miłosiernym spojrzeniu Chrystusa:
bez tej perspektywy nie zbuduje się cywilizacji na trwałej podstawie".
Z tego punktu widzenia prawdziwa wolność religijna polega nie tylko na
możności głoszenia Chrystusa i oddawania Mu czci, lecz "także na tym,
by przyczyniać się do budowania świata ożywionego miłością".
Nieraz dobrzy chrześcijanie popełniają błąd, zajmując się wyłącznie sprawami
ziemi i pomijając sprawy nieba. Jest to w pewnym sensie zamiana chrześcijaństwa
na moralizm i zastąpienie wiary samą aktywnością. Benedykt XVI powołuje
się tu na Ojca Świętego Jana Pawła II, który w encyklice "Redemptoris
missio" (n. 11) skrytykował tendencję redukowania chrześcijaństwa
do "czysto ludzkiej mądrości, jakby do wiedzy o tym, jak ‚dobrze żyć’". "W
świecie silnie zsekularyzowanym – pisał Jan Paweł II – nastąpiło stopniowe
zeświecczenie zbawienia, dlatego walczy się owszem, o człowieka, ale o
człowieka pomniejszonego […] My natomiast wiemy, że Jezus przyszedł,
by przynieść zbawienie całkowite, które obejmuje całego człowieka i wszystkich
ludzi".
Z nauczania papieskiego wynika jasno, że społeczeństwo może mieć charakter
ludzki jedynie wtedy, kiedy jest zjednoczone na gruncie sprawiedliwości.
Aby sprawiedliwość była w pełni prawdziwa, powinna zostać oczyszczona i
przemieniona miłością, tą, która pochodzi z góry – Caritas. Żeby zaś to
było możliwe, musi sam Bóg zamieszkać w sercach ludzkich. A Bóg nie zamieszka,
jeśli człowiek – i naród – nie przyjmie Jego łaski i Jego praw. Przypomnijmy
słowa bł. Matki Teresy z Kalkuty: największą nędzą człowieka jest brak
Boga. Zgadza się z tym pewien klasyczny wiersz Leopolda Staffa, w którym "ludzie
biedni" ujawniają istotę swojej niedoli: "Nie mamy Boga, brak
nam Boga". Tak samo widziała świat św. Siostra Faustyna, która pod
datą 19 sierpnia 1937 r. zapisała: "Dziś w adoracji dał mi Pan poznać,
jak bardzo pragnie, aby się dusza odznaczała miłością czynu, i w duchu
ujrzałam, jak wiele dusz woła na nas: dajcie nam Boga! I zawrzała we mnie
krew apostolska. Nie poskąpię jej, ale oddam ją do ostatniej kropli za
dusze nieśmiertelne…"[7]. Ta właśnie święta Siostra stale modliła
się o Miłosierdzie Boże dla Polski, świadoma, że grzechy Narodu zasługują
na ciężką karę. A czy grzechy dzisiejszych Polaków – a przynajmniej tych,
którzy się za takich podają, nie wołają o karę Bożą? Jedyne, co nas dziś
ratuje, to modlitwy świętych, modlitwy dusz niewinnie pomordowanych i zjednoczonych
przez to z ofiarą Chrystusa, tak zwane Jerycha Różańcowe i stałe modlitwy
Radia Maryja, a zwłaszcza modlitwy dzieci z Podwórkowych Kółek Różańcowych
Dzieci. Tu jest źródło naszej nadziei.

ks. prof. Jerzy Bajda

[1] Zob. Vittorio Possenti, Religia i życie publiczne, Warszawa 2005,
s. 348 nn.
[2] Tamże, s. 349.
[3] Possenti, dz. cyt., s. 351.
[4] Gottfried Benn, Lo smalto sul nulla, Milano 1992, s. 264. – wg Possenti,
dz. cyt., s. 355.
[5] Possenti, dz. cyt., s. 320.
[6] Washington Post Foreign Service, w art. In Style and Substance, Pope
Displays a Return to Essentials (26.01.2006).
[7] Dzienniczek, nr 1249.

drukuj