Czas dla stoczni

Komisja Europejska zadecyduje dziś o dalszym losie polskich stoczni. Wiele wskazuje jednak na to, że strona polska zyska dodatkowe trzy miesiące na przygotowanie rzetelnego planu restrukturyzacji i prywatyzacji przemysłu okrętowego. Jeśli rząd nie wykorzysta tej szansy, stocznie będą zmuszone do zwrotu uzyskanej pomocy publicznej, a to dla nich będzie oznaczać upadłość.



Premier Donald Tusk zapewnił wczoraj, że konsultował z Komisją Europejską dokumentację dotyczącą restrukturyzacji polskich stoczni, by przygotować ją tak, by mieć pewność przychylnej oceny KE i przeprowadzenia restrukturyzacji oraz prywatyzacji stoczni bez doprowadzania do ich upadłości. Dodał, że w przesłanych do przewodniczącego KE José Manuela Barroso dokumentach zadeklarował, iż do 12 września br. polski rząd zdąży z przesłaniem kompletu dokumentów dotyczących restrukturyzacji stoczni i zapowiedział plan sfinalizowania prywatyzacji do 30 września br. – Chcę jednak przestrzec przed nadmiernym optymizmem. Nie ma jeszcze decyzji – powiedział Tusk. Jeśli potwierdzi się optymizm polityków, to na dzisiejszym posiedzeniu KE prawdopodobnie wyda co prawda negatywną decyzję w sprawie polskich stoczni, ale odroczy jej wykonanie do jesieni. W ten sposób strona polska zyskałaby czas do 12 września br. Jeśli jednak do września polski rząd nie przedstawi zadowalających KE planów, stocznie będą musiały zwrócić otrzymaną pomoc publiczną – chodzi o 5 mld złotych. W stawianych Polsce warunkach KE domaga się, by plany restrukturyzacji stoczni w Gdańsku, Gdyni i w Szczecinie zapewniały zakładom długoterminową rentowność i redukcję mocy produkcyjnych. KE oczekuje też, że inwestorzy wejdą do stoczni z dużym kapitałem, a zakłady będą dalej funkcjonować bez pomocy państwa. – Wspólnie z inwestorami przekonujemy KE do takich rozstrzygnięć, które umożliwią inwestorom, także poprzez pewien typ pomocy z naszej strony, rozpoczęcie działalności po prywatyzacji, tak aby ona w jakiejś perspektywie zaczęła przynosić rentowność – podkreślił Tusk.

Tymczasem z cząstkowych wyników referendum przeprowadzonego wśród załogi Stoczni Gdynia SA wynika, że 80 proc. załogi obecnej w poniedziałek i wtorek w pracy zadeklarowało udział w akcjach protestacyjnych w obronie stoczni i miejsc pracy, ze strajkiem generalnym włącznie. W południe w Gdyni i Szczecinie rozpocznie się marsz milczenia pod hasłem „Obrona stoczni polską racją stanu”.


Marcin Austyn
drukuj