fot. PAP/Grzegorz Momot

ZIO Mediolan-Cortina 2026. 0,07 s zabrakło Damianowi Żurkowi do medalu w starcie na 1000 metrów w łyżwiarstwie szybkim

Damian Żurek zajął czwarte miejsce podczas olimpijskiej rywalizacji łyżwiarzy szybkich na 1000 metrów. Polak na okrążenie przed końcem był drugi w klasyfikacji, ale ostatecznie do brązowego medalu zabrakło mu zaledwie 0,07 sekundy. Piotr Michalski po kontakcie z rywalem ostatecznie uplasował się na 25. miejscu, a Marek Kania był 23.


„Na początku był lekki smutek i złość, ale potem podjechałem do mojej ekipy. Wszyscy mnie przytulili i mówili, że dałem z siebie wszystko, pokazałem się z dobrej strony. Od razu złość poszła w bok i patrzę z dobrą nadzieją na pięćset metrów” – mówił Damian Żurek po starcie.

Reprezentant Polski wyjaśnił, że strata to wyniki m.in. braku szczęścia.

„Gdybym jechał np. z Jordanem, byłoby mi łatwiej. Miałem zbyt dużą prędkość i wpadłem trochę w swojego rywala na prostej krzyżówkowej. Tam musiałem być ostrożny, żeby się nie dotknąć płozami. Czasem jest tak, że brakuje szczęścia, ale podchodzę z dobrą nadzieją, ponieważ to był drugi międzyczas na sześćset metrów. To jest bardzo dobry prognostyk przed nadchodzącym biegiem na pięćset metrów” – podkreślił.

fot. Paweł Skraba

Zawodnik Pilicy Tomaszów Mazowiecki, który startował w ostatniej parze, wyraził zadowolenie z tego, że psychicznie uniósł presję i walczył do ostatnich centymetrów o medal.

„Startowałem w ostatniej parze, więc jestem też dumny z siebie, że dałem radę to dźwignąć. Pewnie jeszcze rok temu nie byłbym w stanie tego unieść mentalnie i bym się po prostu wypalił, a teraz jestem dumny z tego, że stoję na starcie w ostatniej parze i daję wszystko” – mówił Damian Żurek.

Dwaj pozostali Polacy uplasowali się w trzeciej dziesiątce, ale obaj bardzo dobrze spisali się na pierwszych sześciuset metrach, co daje sporo optymizmu przed sobotnią walką o medale na najkrótszym sprinterskim dystansie. Marek Kania ostatecznie uplasował się na 23., a Piotr Michalski na 25. miejscu.

„Jestem zadowolony z otwarcia, bo było najszybsze w tym sezonie i chyba nawet w życiu. Bardzo dobre 600 metrów. To jest dobra próba na nadchodzącą rywalizację na 500 metrów. (…) Chciałem polecieć sześćsetkę tak mocno i zobaczyć, co się stanie. Nie dowiozłem tego, no ale cóż. Z 600 metrów jestem zadowolony. Na ostatnim wirażu nie dałem już rady ze zmęczenia, już nogi tak nie współpracowały z tym, co chciałem zrobić” – wyjaśniał Marek Kania.

fot. Paweł Skraba

Pecha miał Piotr Michalski, który jechał bardzo dobrze, ale na skutek błędu swojego rywala z Austrii przy zmianie toru musiał zwolnić, by nie upaść.

„Bieg się dzisiaj skończył po 300 metrach. Nie tak to miało wyglądać. Nie po to trenowałem tyle lat, nie po to było tyle lat wyrzeczeń i poświęceń, ale trudno, taki jest sport. Austriak też chciał dzisiaj spełniać swoje marzenia i jechał najszybciej jak mógł. Oczywiście, teraz można powiedzieć, że widział, że się nie zmieścimy. Zna przepisy, bo tyle lat trenuje i wie, że to jest żelazna zasada, że ten po zewnętrznej ma pierwszeństwo. Cztery lata temu była taka sytuacja, gdzie Holender był w jego sytuacji i przepuszczał zawodnika. Tak to powinno wyglądać nawet na igrzyskach. Trudno, lekcja życia” – mówił Piotr Michalski

Michalski zaznaczył, że zarówno on, jak i jego koledzy, są przygotowani do walki o czołowe miejsca na 500 metrów.

„Dzisiaj głowa dowiozła, byłem przygotowany dobrze. Czułem, że jesteśmy wszyscy przygotowani naprawdę na najlepsze rezultaty. Początek tego biegu był taki, jak sobie zakładałem. Pewnie jeszcze odrobinkę szybciej mógłbym jechać, ale dzisiaj i tak by nic to nie dało, bo tym bardziej byśmy się zderzyli. Taki bieg trzeba jakoś przeżyć i zapomnieć najszybciej jak się da. Mam jeszcze bieg przed sobą” – komentował.

Żurek, Michalski i Kania na 500 metrów powalczą w sobotę. Dzień wcześniej o medal na 10 000 metrów rywalizować będzie Władymir Semirunnij, a z kolei w niedzielę na dystansie 500 metrów powalczą Kaja Ziomek-Nogal, Martyna Baran i Andżelika Wójcik.

fot. Paweł Skraba

HONEST Media Team

drukuj